Być blogerem, być blogerem

Ponoć cechą osobników myślących jest refleksja. Refleksja nad światem, nad sobą, związkiem w którym się jest lub w którym się nie jest, polityką, pieniędzmi … Tematów do refleksji jest chyba dość dużo, więc nieco mnie dziwi mnie mój przypadek – refleksja nad tym, że jestem blogerem.

No bo w zasadzie, co to znaczy być blogerem? I do tego jeszcze winnym blogerem? Oczywiście to nie znaczy, że blogerem winnym komuś pieniądze, czy winnym jakiś innych rzeczy – po prostu takim piszącym o winie. W końcu przez czas mojego blogowania dowiedziałem się, że dla jednych bloger winny to cwaniak wykorzystujący darmowe degustacje (pamiętam komentarz jednego dziennikarza, zresztą niezłego: “Na degustacji były kiepskie wina i kilku pijaczków udających blogerów.”), dla innych ochlapus chwalący się tym w sieci, jeszcze dla innych cwaniak, który chce fakturować ciężko pracujących importerów wina. No nie wiem. Szukając w sieci odpowiedzi człowiek natyka się na “wujków dobra rada”: Jak zostać słynnym blogerem – blog osoby, o której nigdy nie słyszałem -i jak tu skorzystać z tej propozycji! czy dziesiątki podpowiedzi blogerów modowych, kuchennych czy na jakikolwiek inny temat – osób wiedzących wszystko i o wszystkim. W tej masie informacji na blogach nigdzie nie znalazłem odpowiedzi po co.

Taki Sienkiewicz na przykład zaczął pisać “ku pokrzepieniu serc”. Dostał przy tej okazji Nobla, zdobył majątek, sławę. Wino pojawiało się w jego twórczości sporadycznie – w Quo Vadis wprawdzie chlali non-stop, ale byli to Rzymianie i do tego ci źli. Począwszy od Ogniem i Mieczem wyraźnie zaznaczyła się przewaga miodu pitnego nad winem, nawet nad węgrzynem. Ale to wszystko trochę tak na marginesie, nie poważnie. No i oczywiście Sienkiewicz nie był blogerem, choć wielkim pisarzem był.

Gdybym był młodszy mógłbym się podejrzewać, że chcę zaimponować. No, może niekoniecznie kolegom, raczej płci pięknej. O tyle to ryzykowne, że płeć piękna spotykana na degustacjach najczęściej prezentuje znacznie wyższy poziomu wiedzy i doświadczenia, najczęściej poparty stosownymi papierami, i można wtedy wyjść na palanta. Do tego palanta-blogera, co oznacza prawie najwyższy poziom palanctwa, ustępujący palmy pierwszeństwa jedynie wszystkim napuszonym palantom-dziennikarzom. No i oczywiście wszystkim palantom-politykom, ale to jest liga wręcz nie do doścignięcia dla nikogo.

Po długich przemyśleniach, nie popartych niestety napojami wspomagającymi myślenie jedynym sensownym wytłumaczeniem, pozostaje to, że blogowanie po prostu lubię. Podobnie jak ciepłe letnie popołudnie, lekki wietrzyk od wzgórz, szum liści i zapach nagrzanych w słońcu krzewów winnej latorośl. Jak pierwszy łyk win przypominający pierwszy pocałunek – trochę nieśmiały, gdzie trzeba się nawzajem odczuć i wczuć w siebie. Jak drugi łyk znacznie pewniejszy, który daje już wiedzę, jak będzie wyglądała nasza przyszłość – moja i tego wina. Może nieporozumienie, może początkowe oczarowanie przechodzące w zwykłe popijanie, a może radość aż do końca. Butelki.

No dobra. Rozmarzyłem się. Jedźmy, nikt nie … Właśnie, że nie – dziesiątki butelek win czekają na odkrycie i opisanie ich. Na blogu.

Jerzy Moskała

IMG_5836.JPG

Advertisements
Być blogerem, być blogerem

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s