WYPRAWA NA MORAWY – CZ. 3 – WINNE ZBIORY

Zbiory winogron są dla każdego producenta czasem radości, choć i początkiem wytężonej pracy. Dla większości z nas, zwykłych winopijców, to również cezura określająca początek procesu produkcji wina. Nic bardziej mylnego – ten proces zaczyna się dużo wcześniej, wraz z przebudzeniem się winnicy po zimowym letargu. Bo jakość winogron w dużym stopniu zależy od prac wykonywanych od początku roku, nie tylko przy samych zbiorach. Ale bez dwóch zdań – zbiory to czas radości.

Moja ciekawość wina wybiega znacznie poza sam proces odkorkowywania butelki i wąchania świeżo odkrytego trunku. Winnica ma w sobie moc magiczną – woła winnych entuzjastów i nie pozwala żadnemu z nich przejść obojętnie. Udział w zbiorach był więc dla mnie naturalnym aktem – również ze względu na wrodzoną ciekawość.

IMG_0168.JPG

W winnicy pana Knourka, do którego przyjechałem wziąć udział w winobraniu, praca nie rozpoczynała się o świcie. Nie było takiej potrzeby. Ekipa, głównie składająca się ze starszych kobiet z sąsiedztwa, ale też oczywiści gospodarza, jego ojca i teścia, wyruszała o 08:00 do winnicy na zbiory. Wszystko było zaplanowane – rzędy, z których winogrona były zbierane, sprzęt i ciągniki do zwożenia zbiorów. Czas miał tu znacznie kluczowe – jeszcze tego dnia całość miała trafić do piwnicy. W miejsce specjalnych noży do cięcia winnych gron wyposażono nas w wygodne nożyczki do cięcia winogron.

Prawdę powiedziawszy sam zbiór nie był jakoś specjalnie ciężki. Cięte grona trafiają do plastykowych kontenerków a stamtąd na przyczepę ciągnika. Zespół miarowo podąża wzdłuż szpalerów winorośli. Ciężkie grona pełne soku powoli wypełniają przyczepę, ale w tle już czeka następna.

IMG_0176.JPG

Zakończenie pierwszych szpalerów i przerwa. Tradycyjny poczęstunek (kanapki, kołacz), kieliszek czegoś mocniejszego dla zdrowia. I tradycyjne śpiewy morawskie – zwyczaj, który jeszcze nie zanikł. Ale kto wie, co będzie za kilka lat, gdy jak w innych krajach pojawią się najemni pracownicy, którzy nie będą kultywować tradycji kraju, do którego przybyli.

Zbiory kończymy o 14:00. Sześć godzin pracy to ani dużo ani mało. ale teraz najważniejsze, by zbiory trafiły do piwniczki. Szybki powrót i jeszcze tradycyjny obiad u gospodarzy, śpiewy i gratulacje. Ale winogrona czekają.

IMG_0183.JPG

Gospodarstwo Antona Knourka jest nowoczesne. Zapomnijmy o tradycyjnych prasach do wyciskania soku, a tym bardziej o dziewczynach depczących grona, by stopami wyciskać sok.  Króluje stal, aluminium i nowoczesne technologie. Grona trafiają wężami do urządzenia do odszypułkowania, a następnie do prasy. Wszystko odbywa się w tempie, a każde urządzenie, które zostaje opróżnione, jest natychmiast czyszczone wodą pod dużym ciśnieniem. Czystość nade wszystko.

Prasa pneumatyczna wyciska sok, który jest przepompowywany do stalowego tanku. Gdy trafia tam, kolej na kolejną partię. Tu grona są znacznie wyższej jakości – trafiają do urządzenia odszypułkowującego ręcznie, dzięki czemu ich skórki nie pękają. Te poleżą całą noc na skórkach, by wydobyć z nich aromaty, które wzbogacą wino. Ale sok, który już można próbować, wydaje się wspaniały.

IMG_0195.JPG

Trzy dni później miałem okazję spróbować soku już w trakcie fermentacji. To burczak – fermentujący sok, który jeszcze nie jest winem. Więc nie stukamy się kieliszkami pijąc go, nie wypada. To bardzo interesujący napój, który w zależności od zaawansowania procesu fermentacji ma od 2 do 7 procent alkoholu. Może być słodki lub półwytrawny, ale kwestią gustu jest, czy komuś smakuje czy nie. Drożdże, które w nim pracują, mogą jednak wywołać skutki uboczne w przewodzie konsumenta, więc pijąc go należy robić to rozważnie. Wśród Morawian po aferach z fałszowaniem alkoholu metanolem upowszechniło się hasło: Raději pijte burčák, lepší se posrat než oslepnout. Warto pamiętać, że burczak to typowy produkt morawski, ale i w Polsce zaczyna mieć naśladowców. Tym bardziej, że nie będąc winem, nie podlega akcyzie.

IMG_0209.JPG

Siedząc na ławeczce mimo jesiennej pory i popijając burczak rozmawiałem z gospodarzem, jego teściem i przyłączającymi się do rozmowy sąsiadami. Ich rozmowy krążyły oczywiście wokół pogody, która w czasie zbiorów jest kluczowa dla jakości zbieranych gron. Ale z gospodarzy emanował spokój – zbiory na pewno będą udane, a wyprodukowane winko się sprzeda. I to była prawda – następnego dnia zajeżdżały samochody na praskich rejestracjach po wino od Knourka. Gospodarz się tylko cieszył – trzeba w końcu robić miejsc w piwniczce na nowe wino.

Jerzy Moskała

 

Advertisements
WYPRAWA NA MORAWY – CZ. 3 – WINNE ZBIORY

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s