WYPRAWA NA MORAWY – CZ. 4 – LUDZIE

Wino to nie tylko siedlisko (terrois), szczepy i metody produkcji. To przede wszystkim ludzie. Oni decydują o całości produkcji wina – od nasad przez pielęgnację, zbiory, aż po sam proces winifikacji. Mogą, choć nie muszą odciskiwać własne piętno w produkowanych winach, ale nawet wtedy, kiedy specjalnie nie starają się im nadawać indywidualnego charakteru, zawsze gdzieś w tych winach pozostaje.

Na Morawach pracują setki winiarzy. Jak różne potrafią tworzyć wina można się przekonać nie tylko w trakcie odwiedzin u nich i degustacji, ale również w Narodowym Centrum Wina. Tam, degustując medalowe wina z całych Czech, ale głównie z Moraw, można łatwo sobie uzmysłowić jak praca winiarza może wpłynąć na wina. W trakcie mojej wyprawy miałem szansę dłużej porozmawiać z dwoma z nich.

IMG_0121.JPG

Vinařství Židek to firma ściśle związana z osobą właściciela – Rudolfa Židek. Położona w Popicach jest stosunkowo dużym, 40 hektarowym rodzinnym przedsięwzięciem, gdzie z ojcem pracuje również jego dwóch synów. O roli żony nie sposób nie wspomnieć – wszyscy, którzy byli na miejscu natychmiast zdają sobie sprawę z tego, kto rządzi w tym biznesie.

IMG_0127.JPG

Piwnice Vinařství Židek to dawne, sięgające często XVIII wieku pomieszczenia. Nad wejściem do nich pojawia się często myląca Polaków nazwa – sklepy. Sklepy po czesku to piwnice właśnie – miejsce, gdzie wino dojrzewa, degustuje się je, a często też kupuje. W Vinařství Židek w piwnicach króluje stal – trudno uświadczyć beczki, gdyż wino produkowane przez właściclea to najczęściej wino predykatowe, choć przeznaczone do natychmiastowej konsumpcji.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że wina na Morawach bardzo często przelewane są do stalowych kegów. W ten sposób trafiają do większych odbiorców – restauracji – gdzie klientom serwowane są do dzbanków czy kieliszków. Ta tradycja, traktowania wina jako napoju tradycyjnie towarzyszącemu jedzeniu i będącego naturalnym kompanem przy obiedzie czy kolacji jest na Morawach bardzo żywa. I szkoda, że praktycznie zaginęła w Polsce.

IMG_0128.JPG

Innym sposobem sprzedaży jest sprzedaż do plastikowych, najczęściej dwulitrowych pojemników. Są one szczelnie zamykane przez prosty system zatrzaskowy – nie grozi temu winu szybkie utlenienie. Choć to raczej nie jest forma na długie przechowywanie wina – powinno raczej szybko trafić na stół. Niżej podpisany miał okazję przewieźć do Polski tak zakupione wina svatovavřinecké – w wersji różowej oraz czerwonej – i nie straciło ono swoich właściwości po drodze.

Oczywiście naważniejszym sposobem sprzedaży jest sprzedaż butelkowana. Butelki są bardzo proste, podobnie etykiety, które trafiają na stoły głównie w Czechach, ale również Austrii czy Polski.

Zdecydowanie dumą pana Rudolfa są wina z odmiany pálava. Ta morawska odmiana daje wyraziste wina, najczęściej półsłodkie, i takie są właśnie wina z tej odmiany od tego producenta.

IMG_0132.JPG Oprócz pálavy można u pana Rudolfa dostać wina z odmian białych i czerwonych – chardonnay, rulandské šedé, rulandské bile, traminer, sauvignon, dornfelder, rulandské modré czy rzeczone svatovavřinecké.

Zakupu można dokonać, co jest oczywiste na miejscu, choć w wielu przypadkach należy się spieszyć, bo wiele win od pana Rudolfa stało się niezwykle popularnych i cenionych, w efekcie sprzedają się “na pniu”.

A jakie są te wina w smaku? Określenie stołowe jest chyba najlepszym sposobem oceny. Może poza winem ze szczepu pálava, większość win pokazuje solidną choć lekką stylistykę win pasujących do lokalnego jedzenia. Są to win, które bardziej cieszą przy stole, niż mają stanowić podstawę do kontemplacji.

Mikulov jako miejscowość turystyczna jest bardzo znana podróżującym z Polski. Często sama miejscowość, lub okoliczne wsie i miasteczka, stanowią bazę na nocleg, przerwę w podróży. Ale nie tylko – enoturystyka na Morawy staje się coraz bardziej popularna, obejmując nie tylko większe miejscowości, jak Mikulov, Znojmo czy Brzecław, ale również mniejsze, jak choćby Březí. Właśnie w tej miejscowości, położonej kilka kilometrów od Mikulova, ma swoje gospodarstwo i pensjonat Antonín Kňourek.

IMG_0194.JPG

Gospodarstwo inżyniera Antoniego Kňourek, zwanego przez przyjaciół po prostu Tonda, to dużo mniejsze przedsięwzięcie. Około 4,5 ha upraw winnej latorośli daje zupełnie inną skalę, niż u pana Rudolfa Židek w Popicach. Březí to też zupełnie inne miejsce – wielu tu producentów produkujących wina na podobnych albo nawet mniejszych areałach. Sama wieś, bo nawet trudno nazwać to miasteczkiem, aż nasycone jest ‘sklepami’, w których można próbować i kupować miejscowe wina. A okolica jest pod tym względem ciekawa – łagodne wzgórza dają nie tylko ciekawe możliwości ekspozycji i ochrony przed zimnymi wiatrami, to również ciekawe podłoże geologiczne. Lisi Wierch czy Orzechowa Góra są tu traktowane jako najlepsze lokalizacje na winnice, a producenci chwalą się produktami pochodzącymi z tych miejsc.

IMG_0202.JPG

Březí to również miejsce, gdzie wielu producentów odwołuje się jeszcze do tradycyjnych metod upraw i winifikacji.  choć ręczne pracy powoli odchodzą w przeszłość, to spotkałem producentów kultywujących tradycyjne metody fermentacji (choćby w beczkach).

Firma Antoniego Kňourek jest pod tym względem inna. U niego, jak przystało na inżyniera, królują stal, komputery laboratoryjna czystość. Nigdzie wcześniej nie widziałem takiej ilości wody zużywanej do czyszczenia używanych urządzeń. I przyznam się, ze czyszczenia natychmiast po zaprzestaniu ich używaniu tak, by żadne szkodliwe bakteria nie miały szans na rozmnożenie poprzez zaniedbanie przy produkcji. Ba – nawet wylewane próbki fermentowanych win nie trafiają na podłogę czy do kanału odprowadzającego wodę, są odpowiednio usuwane.

IMG_0209.JPG

Efekt jest bardzo interesujący – wina od Tondy są bardzo czyste, bez dodatkowych zapachów cz smaków, które często przydarzają się innym producentom. Może się to podobać lub nie – mnie taka dbałość o szczegóły w trakcie produkcji wyraźnie imponowała.

Stylistycznie wina od inżyniera Antoniego Kňourek to raczej lekkie produkty, głównie wina białe. Będąc z wizytą, bo raczej jego wina trudno dostać poza miejscem wytworzenia, warto szczególnie zapoznać się z winami białymi, z Lisiego Wierchu. Mimo stosunkowo niskiej ceny emanują one niezłą koncentracją i głębokimi aromatami.

Obok win Tonda, a dokładniej jego żona, oferują usługi noclegowe. To coraz popularniejsze rozwiązanie, by eno-turystom oferować nie tylko możliwość degustacji win, ale również pobyt na miejscu – nocleg i wyżywienie. A kuchnia morawska jest bardzo interesująca, zaś tradycyjne potrawy, w sumie aż tak bardzo nie odbiegające od tego, co jemy na codzień w Polsce, jest mocno naznaczona winem. Znajdziemy go na stole i w potrawach. Więc warto się wybrać na Morawy.

Jerzy Moskała

 

Advertisements
WYPRAWA NA MORAWY – CZ. 4 – LUDZIE

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s