100 lat, Premiers crus i stare krzewy

Życzenia 100 lat po wielokroć powielały się na moim profilu facebookowych i na szczęście było to rzeczywiście w dniu moich urodzin. Prawidłowe wprowadzenie daty na profilu zaowocowało życzeniami osób “zafrendowanych”, które momentami przybrało formę wezbranej rzeki życzeń. To przyjemnie, choć wiedziałem, że za chwilę fala opadnie, a życzenia, bardzo miłe, przypomną mi o LICZBIE. Po przejściu “smugi cienia” dla mężczyzny ta LICZBA to nieustanne przypomnienie o zbliżającej się starości. Tik – tak, tik – tak … Nadchodzi. Ponoć starość charakteryzuje sie tym, że w miejsce wyjścia na imprezę jubilat wybiera pozostanie w domu. Co i ja uczyniłem wybierając w miejsce znakomitej niewątpliwie degustacji sherry w moim ulubionym winnym barze nad Wisłą dobry film i dobrą butelkę. Choć nie sherry, to z tego samego kraju.

Filmu Premier crus, choć już kilkuletni, nie miałem okazji wczesniej obejrzeć. Nawet, jeśli oceniał go Piotr w serwisie Z winem do kina,  to jakoś mi on umknął. Zaprosiłem więc kino do domu i idąc za wskazówkami kolegów z Powinowaci obejrzałem przez internet. Tu starość też pukała do drzwi w osobie François Maréchal, głowy rodziny, Jakże rozumiałem jego rezygnację i brak nadziei, choć z drugiej strony jej nie podzielałem. Czy jest zatem dla mnie może jeszcze szansa? Z kolei główny bohater – Charlie Maréchal – to postać mocno uproszczona, ale jakże wspaniała. Bo przejście od sommeliera do producenta burgunda wydaje sie jadnak sporym wyczynem. To trochę takie hollywoodzkie, nawet, jeśli jest się synem takowego producenta. Wspaniałe sceny, gdzie w jednej mknie swoim sportowym BMW do 180 metrowego apartamentu z widokiem na wieżę Eiffla, a tam już czeka na niego jego asystenka – zawsze chętna i gotowa – zaś kilka scen dalej orze w konia w winnicy swego ojca zrobily na mnie wrażenie. Widać Francuz z Burgundii już taki jest. Jak w scenie, gdzie z ojcem i szwagrem rozmawiają z krawaciarzami z Bordeaux, a sami wyglądają, jakby się przed chwila wychynęli gdzieś z chałup w Siedmiogrodzie. Ale w Burgundii ponoć juz tak jest.

IMG_20190202_123827.jpg
Botas de Barro Dirty Boots Almansa 2016

Do filmu wino – absolutnie nie burgund, nawet nie pinot noir, ale stare krzewy Alicante Bouschet. Botas de Barro – Dirty Boots – Almansa 2016 – wino ze starych krzewów, co najmniej trzydziestoletnich, choć jak popijałem je sobie do filmu, wydawały mi się równolatkami. Wino z lokalnej nazwy szczepu – Garnacha Tintorera – z DO Almansa było niezwykłe – dojrzałe, subtelne, o aromatach porzeczki i jeżyn. Cztery miesiące dojrzewania w beczkach z dębu francuskiego dało mu lekkie nuty kawowei przyjemnie zaokrągliło wino. Wino długie, do delikatnych serów (u mnie to były polskie sery – Szafir i kaszubski), z lekka kontemplacyjne. Wino dostępne w Przystanek wino/Paryska 28.

Razem z filmem wprowadzało w miły nastrój piękna i harmonii – ludzi i wina. I tylko ta myśl, która z obrazków Joe Monster snuła się za mną – rozmowa dwóch przyjaciół:

  • Jak tam?
  • Jak zwykle: Coraz mniej radości, czasu i sił. Coraz więcej smutku i gnoju, a i otchłań z każdym dniem coraz bliżej …
  • Wiesz, pytanie było raczej grzecznościowe.
  • Za to odpowiedź – szczera.

Jerzy Moskała

 

 

Advertisements
100 lat, Premiers crus i stare krzewy

One thought on “100 lat, Premiers crus i stare krzewy

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s