WYPRAWA NA MORAWY – CZ. 2 – WINOROŚLE I WINA

Uprawy winnej latorośli na Morawach są niezwykle zróżnicowane, jeśli chodzi o użyte odmiany. W żaden sposób to nie przypomina monokulturowych upraw Nowego Świata – właśnie w tej różnorodności kryje się siła morawskich win. Bo enoturyści przyjeżdżający na Morawy z marszu natykają się na tak dużą różnorodność, że trudno im odmawiania sobie przyjemności próbowania wszystkich rodzajów wina. Więc spożycie jest większe i radość większa. I wszyscy są zadowoleni.

Pewną trudnością może być rozpoznanie szczepów, bo w wielu wypadkach ich nazwy zostały “znaturalizowane” w języku czeskim. Co ważniejsze – właśnie te nazwy są głównie używane i w rozmowie i na etykietach. Warto zatem poświecić nieco czasu i zapoznać się ważniejszymi nazwami zarówno szczepów, które zostały przyjęte na Morawach, jak i też takich, które zostały tam wyhodowane. Bo i takie, regionalne rozwiązania można znaleźć.

IMG_0144.JPG

Poniższy krótki przewodnich po winnych szczepach, uprawianych na Morawach, może być bardzo przydatna:

Sylvánské zelené – to nic więcej, jak sylvaner, znany nie tylko w Austrii, skąd pochodzi, ale również z Niemiec, Alzacji i Luksemburgu. Szczep bardzo popularny ma Morawach.

Veltlínské zelené – dokładne tłumaczenie nazwy grüner veltliner i jest to ten sam szczep.

IMG_0145.JPG

Ryzlink rýnský – czyli riesling. W wersji uprawianej w Niemczech i w Alzacji, czyli nad rzeką Ren.

Ryzlink vlašský – czyli riesling włoski. Tak naprawdę pochodzenie odmiany jest nieznane, ale jest dość powszechnie uprawiana we Włoszech, Austrii, na Słowacji, Węgrzech, w Czechach i na Morawach, znana również jako olaszrizling, laški rizling czy graševina.

Rulandské bílé – pinot blanc.

Rulandské šedé – pinot gris.

Rulandské modré – pinot noir.

Svatovavřinecké – to Saint Laurent, winorośl pochodzenia francuskiego, które ostatecznie pozostało głównie w Austrii i na Morawach. Bardzo interesujący szczep dający wina o niezwykle ciekawym, nieco perfumowym zapachu.

IMG_0147.JPG

Neuburské – neuburger. Bardzo ciekawy szczep, w zasadzie już zanikający w Austrii i Morawach, który przeżywa swój renesans, ze względu na interesujące, mineralne wina, jakie daje.

Frankovka – blaufränkisch, kékfrankos.

Modrý Portugal – portugieser.

Poza powyższymi występują oczywiście odmiany winorośli międzynarodowe, ale pod swoimi nazwami. Dlatego jeśli występuje zweigelt, chardonnay czy traminer w rzeczywistości są to te, znane winny entuzjastom odmiany.

Poza powyższymi Morawianie mogą się pochwalić własnymi odmianami:

IMG_0148.JPG

Muškát moravský – to jeden z wielu szczepów noszących nazwę muskat vel muscat. Wyhodowany na Morawach przez inż. V. Křivánek w Ośrodku Hodowli w Polešovicach jako krzyżówka odmiany Muskat Ottonel z Prachttraube. Obecnie jeden z najbardziej popularnych szczepów na Morawach.

Cabernet Moravia – odmiana uzyskana przez pana Lubomíra Glosa jako krzyżówka Cabernet Franc z Zweigeltrebe

Pálava – odmiana  wyhodowana przez inż. J. Veverka przez krzyżowanie odmian Tramín červený z Müller Thurgau.

Zweigeltrebe – krzyżówka frankovka z svatovavřinecké, pochodzi z Austrii (wyhodowana przez Prof. Zweigelta w stacji uszlachetniającej w Klostenneuburgu w r. 1922), gdzie występuje też pod nazwą Rotburger.

IMG_0149.JPG

André – krzyżówka odmian frankovka z svatovavřinecké (odmienny układ męsko-żeński niż w zweigeltrebe), uzyskana w Stacji uszlachetniającej w Wielkich Pavlovicach, nazwana na cześć hodowcy owoców i win Christiana K. André, pochodzącego z morawskiego Brna. Odmiana ta charakteryzuje się dużą odpornością na mrozy.

To jedynie najważniejsze odmiany, jakie występują na terenie Moraw.

IMG_0217.JPG

Producenci wina na Morawach są w dużym stopniu rozdrobnieni. Owszem, występują tacy, którzy posiadają gospodarstwa idące w setki hektarów, ale w większości są to kilkuhektarowe gospodarstwa. W dużym stopniu produkują oni wina podstawowe, stołowe i choć starają się uzyskać jakościowo jak najlepsze wina, to nie sposób odnaleźć tu metod takich jak np. regulacja plonów. W efekcie gro produkcji to wina podstawowe, stołowe, do codziennej konsumpcji. Takie wina są sprzedawane nie tylko w butelkach, ale, co bardzo charakterystyczne, w kegach podobnych do piwnych. Ich odbiorcami są winiarnie i restauracje, które wina z beczek serwują w karafkach, kieliszkach czy nawet w szklankach jako wina stołowe.

Inną ciekawostką jest nalewanie i sprzedaż win do plastikowych butelek najczęściej 2-litrowych. Posiadają one szczelne zamknięcie i można wino w ten sposób przechowywać, acz nie na dłuższą metę. Przypomina to nieco włoskie vino sfuzo z tym, że we Włoszech nalewano wino praktycznie do każdego przyniesionego naczynia, na Morawach producenci wyposażeni są w porządne butelki.

IMG_0216.JPG

Niezwykle ważnym elementem dla Moraw jest enoturystyka. Morawianie chętnie przyjmują nie tylko przejeżdżających z głębi kraju Czechów (zwanych tu nieco pogardliwie pražáki), ale również gości z Austrii oraz z Polski. Dla nich powstaje coraz więcej hoteli, moteli czy wręcz punktów agroturystycznych, gdzie można zjeść, a przede wszystkim napić się wina. Dla wielbicieli wycieczek rowerowych Morawy oferują prawie 1000 km tras rowerowych i wspaniałe tereny do kultywowania tego sportu, choć nieco on się kłóci z możliwością degustacji wina. Ale to jeden z tych wielu drobiazgów, którymi Morawianie nie zawracają głowy ani sobie ani gościom.

No i oczywiście sprzedaż win w butelkach, czyli tradycyjnie. Sęk w tym, ze po wypiciu przez turystów, wykupieniu przez restauracje zostaje ich w sumie mało. I być może to jest również przyczyna tak małej obecności morawskich win na rynku polskim.

Jerzy Moskała

 

 

 

Advertisements
WYPRAWA NA MORAWY – CZ. 2 – WINOROŚLE I WINA

Fenomen darwina.pl

Właśnie mija równo tydzień od momentu, kiedy na warszawskich Stokłosach, na Ursynowie, otworzył swoje podwoje nowy, już siódmy sklep sieci darwina.pl. Dokładnie ten fakt stał się dla mnie przyczynkiem do napisania tego artykułu, który odbiega nieco tematycznie od winnych lub enoturystycznych publikacji, pozwalając na rozważenie zagadnieniu wina od strony biznesowej, ekonomicznej, ściśle pasującej do mojego wykształcenia strony.

Jestem świadom, że użycie słowa fenomen natychmiast spowoduje protest innych sprzedawców wina, ale w mojej opinii rozbudowa sieci sprzedaży do siedmiu punktów w ciągu kilku lat w sytuacji, gdy inne sklepy specjalistyczne upadają, lub mają problemy z konkurencją, stanowi fenomen właśnie. Być może dla innych nie – dla mnie tak.

Dzisiejszy rynek wina w dużym stopniu jest zdominowany przez dyskonty. Gdy wielkie super i hipermarkety nadal notują sprzedaż wina, to właśnie dyskonty stały się kanałem do masowej sprzedaży wina, wprowadzając duże ilości dobrze sprzedających się butelek i kształtując przyzwyczajenia dużej części konsumentów wina. Wejście jednego z nich w obszar sprzedaży (choć nazywają to rezerwacją, jest to jednak sprzedaż) przez internet, to zupełnie nowe wyzwanie. Wyzwanie, z którym wszyscy będą musieli się zmierzyć. A szczególnie w sytuacji, gdy dotychczasowe duże i znane marki sklepów specjalistycznych musiały się takiej sprzedaży wycofać. A to ze względu na absolutnie błędne i oderwane od życia wnioski sądów administracyjnych w tej sprawie (niżej podpisany czytał uzasadnienia wyroków i wniosek jest tylko jeden – sędziowie orzekający żyją w zupełnie innej rzeczywistości niż pozostali mieszkańcy kraju między Odrą i Bugiem).

Z drugiej strony mamy sytuację zamykania się sklepów specjalistycznych, co chociażby było bardzo dobrze widoczne w ostatnich dwóch latach, szczególnie było widać wzdłuż ursynowskiej Komisji Edukacji Narodowej, gdzie najpierw 10 lat temu sklepy powstawały jak grzyby po deszczu, a teraz równie szybko są zamykane.

Gdzie zatem siła darwina.pl, że w sytuacji zwijania się bezpośredniej konkurencji i olbrzymiego zagrożenia ze strony dyskontów znajduje siłę do rozwoju? Tego nie wiem, co nie znaczy, że się nie domyślam…

Pierwsza kwestia to ekonomia: Sklep z winami jest takim samym przedsięwzięciem biznesowym, jak jakikolwiek inny sklep. Ze znalezieniem odpowiedniej lokalizacji, pilnowaniem kosztów, w tym kosztów lokalizacji sklepu, zapewnieniem przychodów, wynikających nie tylko z faktu, że kliencie przychodzą do sklepu, nawet nie z faktu, że przychodzą i kupują, ale z faktu, że się na tym zarabia. Na tyle, by biznes kwitł.

Druga kwestia, to organizacja i fachowa obsługa. Facebookowe fora pełne są opowieści o niedouczonej lub nieprzeszkolonej obsłudze – kontakt z takim ekspedientem to najlepszy sposób na utratę klienta. Ale to nie tylko trening sprzedawców i organizacja sprzedaży, ale również dobór odpowiednich produktów, dostaw i rozliczeń – zbudowanie sprawnie działającej maszynerii, do której nie trzeba dodawać zbyt dużo energii, by sprawnie działała.

Trzecia kwestia – doświadczenie. Wielu wielbicieli, nawet znawców wina otwierało swoje sklepy, by je za jakiś czas zamknąć. Niestety, ale do handlu trzeba mieć żyłkę i nie każdy może być Wokulskim. Nawet Rzepeckim. Zdobycie doświadczenia bywa kosztowne, choć pewnie lepiej zdobywać je u innych, niż ryzykować własny kapitał.

I po czwarte – przychody. Kluczem jest klient, najlepiej powracający, taki, który w sklepie specjalistycznym znajdzie dokładnie to, czego szuka – specjalistyczną wiedzę, której ze świecą szukać w dyskontach, a często też u konkurencji. Taki klient nie tylko zapłaci więcej za odpowiedni poziom obsługi, również jest najlepszym źródłem marketingu, szeptanego, gdzie przekonani przez niego członkowie rodziny, przyjaciele czy znajomi będą powoli kierować swoje kroki do polecanego sklepu.

Można powiedzieć, że powyższe to żadna nowość. To podstawy do jakichkolwiek działań biznesowych. Szkoda więc, że tak niewielu o nich pamięta startując z własnym biznesem. Czy szefostwo darwina.pl posiadło wiedzę w powyższych obszarach? Pewnie tak, skoro im się udaje.

Tyle od strony biznesu, ale jakie wina oferuje darwina.pl? Piszący niniejsze słowa szykuje się do degustacji pierwszego z nich, wina ze szczepu, który od dziesięciu lat jest odżegnywany od czci i wiary, a wyprodukowane w kraju, który jakże często jest przywoływany jako przykład producenta kiepskich win. Zakupiony w darwina.pl na Stokłosach zgodnie z sugestią sprzedawcy. No to zobaczymy, jakie to wino polecili – opis wkrótce.

Jerzy Moskała

DarWina Stokłosy.jpg

Fenomen darwina.pl

Wino na weekend – Château Relais de la Poste Cotes de Bourg 2014

Cotes de Bourg to nieduża apelacja położona wokół miasteczka Bourg-sur-Gironde, niedaleko od Bordeaux. Formalnie apelacja należy do dużej rodziny win bordoskich, ale posiada własne AOC – Appellation d’origine contrôlée – która pozwala wyróżniać wina z tego regionu. Na terenie tej apelacji głównie uprawiany jest szczep merlot, również abernet sauvignon i cabernet franc, ale w niektórych posiadłościach można jeszcze znaleźć malbeca.

I właśnie z tego ostatniego szczepu jest zrobione Château Relais de la Poste. Sama posiadłość znajduje się w miejscowości Teuillac, jakieś 35 km na północ od Bordeaux, na prawym brzegu rzek Dordogne i Garonne. Ze względu na piękno tutejszych wzgórz region ten jest nazywany Małą Szwajcarią Żyrondy, ale kluczowym dla produkowanych tu win jest znakomite nasłonecznienie stoków, na których ulokowane są winnice.

Château Relais de la Poste 2014 to bardzo ciekawe wino, jak na wino bordoskie. DObór szczepu Malbec powoduje, że staje się nieco bardziej owocowe, eleganckie i aksmitne. W kieliszku wino ma głęboki, czerwony kolor. W zapachu dominują ciemne owoce i nuty lukrecji. Nutki dymne wskazują na to, ze wino dojrzewało w beczkach, zapewne z dębu francuskiego. W smaku pojawiają się jeżyny, jagody i śliwki, Spora kwasowość, ale taniny już dość delikatne jak na tak stosunkowo młode wino. To zasługa malbeca. Finisz długi i aksamitny, bardzo przyjemny.

Wino zaskakuje swoją elegancją, choć może spokojnie jeszcze poleżakować kilka lat. Znakomicie pasowałoby do steków, choć w moim przypadku były to fraancuskie sery, które też bardzo dobrze komponowały się z tym winem.

Wino dobre. Wino otrzymane do degustacji od Intermarche.

Jerzy Moskała

Wino na weekend – Château Relais de la Poste Cotes de Bourg 2014

Wyprawa na Morawy – cz. 1

Około 600 km i 6 godzin jazdy autostradami z Warszawy leży mało znany region Czech -winiarskie Morawy. Tak, oczywiście, że w Polsce kraj Dobrego Wojaka Szwejka raczej kojarzy się wyłącznie z piwem, ale prawdą jest to, że w Czechach mamy dwa regiony winiarskie, z czego ten największy, morawski, jest w zasięgu jazdy samochodem w ciągu dnia.

W sumie Morawy to były zawsze gdzieś po drodze w jeździe na narty do Włoch czy Austrii. Miejscowości Mikulov czy Znojmo raczej traktowałem jako przystanki przed nieodległym Wiedniem i możliwość tańszego niż po austriackiej stronie noclegu i wyżywienia. I właśnie z tym drugim, jakieś 10 lat temu, zaczęło się pojawiać wino morawskie, początkowo nieśmiało, a następnie coraz ciekawiej komponując się z potrawami. Fakt – nie były to wina wybitne, raczej stołowe, choć ich jakość z roku na rok rosła.

IMG_0247.JPG

Jak to zazwyczaj w życiu bywa doszedłem do momentu, gdzie uporządkowanie wiedzy i zrozumienia morawskich win stało się koniecznością – zatem wyprawa na Morawy na wino stało naturalnym tego procesu wynikiem. A, że do tego możliwe było połączenia z udziałem w winobraniu, tym tradycyjnym dniem radości z całego roku pracy oraz podejrzeniu na miejscu procesu produkcji wina – tym lepiej dla mnie. Wykorzystując ofertę pana Lecha Małysza, znawcy i propagatora win morawskich w Polsce, ruszyłem na Morawy.

Morawy to jednak olbrzymi obszar, obejmujący w sumie 312 miejscowości winiarskich. Podzielony na cztery subregiony zlokalizowany jest na południe od Brna, ciągnąc się aż do granicy z Austrią, od granicy ze Słowacją aż poza miejscowość Znojmo. W sumie łącznie z austriackim regionem Weinviertel i słowackimi małokarpacki, nitrańskim i południowo-słowackim tworzą dawny, pamiętający jeszcze czasy Cesarstwa Austro-Węgierskiego olbrzymi obszar upraw winnych. Jednak sama część morawska, dziś znajdująca w Republice Czeskiej, jest na tyle duża i różnorodna, że krótkie opisanie jej  jest niemożliwe.

IMG_0248.JPG

Leżący na granicy ze Słowacją subregion slovacki obejmuje 4310 ha upraw winnej latorośli w 407 zarejestrowanych działkach winiarskich.  W 117 gminach winiarskich gospodaruje 8 344 zarejestrowanych winiarzy.  Centrum regionu tworzą powiaty Uherské Hradiště, Hodonín, Břeclav. Ten dość duży subregion jest mocno zróżnicowany pod względem klimatycznym oraz geologicznym, w efekcie czego występuje tu spore zróżnicowanie uprawianych odmian. W regionach północnych dominują odmiany wcześniej dojrzewające, jak Müller Thurgau, Veltlínské zelené, Muškát moravský. Ryzlink rýnský to okolice Bzenca, rejon podgórza Białych Karpat pod Sv.Antonínkem daje świetne Sylvánské zelené, Rulandské bílé, Ryzlink rýnský, ale też dobre wina czerwone Rulandské modré, Zweigeltrebe, Frankovka. Gmina Polešovice jest miejscem narodzin bardzo popularnej na Morawach odmiany Muškát moravský. Środkowa część subregionu w okolicach Mutěnic i Čejča to przewaga Müller Thurgau, Veltlínské zelené, Ryzlink vlašský, Ryzlink rýnský, Neuburské (uważany tu za najlepszy na Morawach), oraz odmiany czerwone: Svatovavřinecké, Zweigeltrebe, Modrý Portugal i Frankovka. Podluží to ośrodek produkcji bardzo dobrych win, z których wyróżnia się Rýnský ryzlink, Rulandské bílé, Rulandské šedé, Veltlínské zelené z odmian białych, z odmian czerwonych jest to przede wszystkim Frankovka, Svatovavřinecké, Zwiegeltrebe, Cabernet Moravia i André. Sam lista odmian przeprawia o ból głowy.

IMG_0235.JPG

Subregion velkopavlovicki, położony wokół i na południe od Brna, obejmuje powierzchnię winnic w liczbie 4742 ha, podzielonych na 321 zarejestrowanych działek winiarskich, na których gospodaruje 7 083 winiarzy w 75 gminach winiarskich. Warunki klimatyczne i geologiczne sprzyjają produkcji win czerwonych, głównie ze szczepów Frankovka, Modrý Portugal, Rulandské modré, Zweigeltrebe, Neronet, Cabernet Sauvignon, Cabernet Moravia, Merlot, Svatovavřinecké, ale są też odmiany białe jak Veltlínské zelené, Veltlínské červené rané, Rulandské bílé, Rulandské šedé i Müller Thurgau.

IMG_0252.JPG

Subregion mikulovski z powierzchnią 4459 ha, zorganizowanych w 182 zarejestrowane działki winiarskie, na których gospodaruje 2 467 winiarzy w 30 gminach winiarskich chyba jest najbardziej kojarzony z winami morawskim. To chyba ze względu na fakt, że podróżując drogą na Wiedeń widać winnice na wzgórzach okalających drogę, zaś w samym Mikulovie, tak chętnie odwiedzanym przez turystów z Polski nie tylko jako przystanek w trasie na narty, jest wiele sklepów i winiarni z morawskimi winami. W subregionie tym uprawiane są odmiany Ryzlink vlašský, Chardonnay, Rulandské bílé, Tramín, Sauvignon, Müller Thurgau, Rulandské šedé a także nowa aromatyczna odmiana morawska Pálava. Ze względu na ciepły klimat ostatnio w subregionie powstają również dobre wina czerwone, jak Cabernet Sauvignon, Merlot, Dornfelder, Zweigeltrebe, Frankovka, Rulandské modré.

Ostatni, najbardziej na zachód wysunięty subregion to znojemski. Stolicą subregionu jest oczywiście miasto Znojmo, a region obejmuje 3165 ha, na 215 działkach winiarskich, na których gospodaruje 1 137 winiarzy w 90 gminach winiarskich. Do głównych odmian tu uprawianych należy zaliczyć Ryzlink rýnský, także Veltlínské zelené, Müller Thurgau, Ryzlink vlašský, Tramín, Rulandské bílé, Svatovavřinecké oraz Cabernet Sauvignon. Jak widać w tym subregionie dominują wina białe.

IMG_0221.JPG

Tyle statystyk, ale może wydać się zaskakujące, że w trakcie wyprawy miałem okazję wypróbować wina ze wszystkich subregionów morawskich. A to dzięki położonemu na zamku, w miejscowości Valtice, Narodowemu Centrum Wina. W znajdujących się tam lochach zamku\owych ulokowana jest ekspozycja prezentująca wina czeskie i morawskie, które w trybie konkursu – Narodowego Konkursu Wina – zostały zakwalifikowane jako najlepsze wina z danego roku. Na szczęście dla mnie ekspozycja nie ograniczała się jedynie do prezentacji, ale na miejscu, za stosowną opłatą, możliwe było zdegustowanie wszystkich prezentowanych win. W ciągu 90 minut zdegustowałem ponad setkę win (rekord! rekord!), które zdobyły medale w ostatnieje edycji. Ciekawe, że poziom win był stosunkowo nierówny – od znakomitych, mocno zbudowanych win czerwonych czy zniewalających win byłaych po stosunkowo dobre, a nawet zupelnie przeciętnych, acz od większych producentów.

W następnych postach będę przybliżał wina i producentów z Moraw.

Jerzy Moskała

 

 

Wyprawa na Morawy – cz. 1

Paço do Bispo Pamela Tinto Reserva 2014

Paço do Bispo Pamela Tinto Reserva 2014 to wino znajdujące się w ofercie Lidla w sprzedaży internetowej, a zatem winnicalidla.pl. To wino wytworzone głównie ze szczepu castelão, z dodatkiem syrah i touriga nacional. Dość klasyczna to mieszanka dla regionu Pamela dała wino proste, absolutnie nie mające ambicji wybitnego, za to całkiem przyjemne w piciu.

W kieliszka dość ciemne, choć sama budowa średnio ciężka. W nosie dominują owoce leśne, podobnie w smaku. Niezła kwasowość i tanin nie do końca chowają alkohol (13%), wino jest średniej długości. W sumie pije się nieźle, a za cenę 14 zł naprawdę nie ma co oczekiwać wypasów. Mnie podeszło pod wędliny i serki.

Wino niezłe. Zakup własny w Lidlu. Acz przez Internet.

Jerzy Moskała

Paço do Bispo Pamela Tinto Reserva 2014

VI Wielkie Tarnowskie Dionizje – 11-26 listopada 2017

Najwyraźniej Tarnów zaczyna mieć chrapkę na pozycję polskiej stolicy wina, bo począwszy od 11 listopada planuje organizację Tarnowskich Dionizji, i to po raz szósty. Dionizje to szereg imprez kulturalnych, w tym winnych (a w końcu degustacje win i potraw jest również częścią kultury), które mają na celu nie tylko popularyzację tej części kultury, ale również Tarnowa i okolic jako atrakcji turystycznych.

Dionizje zaczynają się 11.11 o 11:11 wielkim przemarszem wraz z Marcinem na białym koniu. Później szereg atrakcji kulturalnych będzie się ciągnął prze dwa tygodnie. A wszystko to w Tarnowie, polskim biegunie ciepła i pierwszym polskim mieści, który ogłosił niepodległość w 1918 roku.

Siłą enoturystyki jest nie tylko magia wina, tego napoju, który od tysięcy lat towarzyszy ludzkości w budowie cywilizacji greckiej, rzymskiej, a następnie łacińskiej. Siłą enoturystyki jest powolne odkrywanie, że magia ta bierze się z prosto z ziemi, z winnic położonych na malowniczych stokach wzgórz, czerpiących ze gleby, słońca i wody cząstki przemieniające się w winne grona. Enoturystyka to ludzie, każdy inny i ze swoimi historiami, którzy wino tworzą i są z niego tak często dumni, jak ze swoich dzieci. Enoturystyka to wreszcie potrawy, które towarzyszą winu, miejsca, gdzie je się spożywa i przyjaciele, z którymi się przybywa lub na miejscu poznaje. To jest właśnie turystyka winna.

I dlatego należy się cieszyć, że Dionizje Tarnowskie dadzą impuls do rozwoju enoturystyki również w Polsce, dla mieszkańców Krakowa i Warszawy, Katowic i Łodzi, czy nawet odległego Gdańska i Poznania. Bo jak mawiali Rzymianie in vino veritas, a czyż nie pięknie jest szukać prawdy?

Pamiętajmy – 11 listopad w Tarnowie Dionizje, Marcin na białym koniu i mam nadzieję, z z pucharem w ręku.

Jerzy Moskała

Enotarnowskie Dionizje.jpg

VI Wielkie Tarnowskie Dionizje – 11-26 listopada 2017

Degustacyjny Słownik Winiarski Wiktora Zastróżnego

Od zawsze uważałem, że hobby winne to nieustająca pogoń za „złotym Graalem”. Choć pewnie powinienem napisać „winnym Graalem”, co w kontekście legendarnego kielicha, z którego Jezus z apostołami pił wino w czasie ostatniej wieczerzy, nabiera zupełnie innego znaczenia. Ale ta nieustająca pogoń za znalezieniem jeszcze lepszego, jeszcze ciekawszego trunku siłą rzeczy zaczyna z czasem nabierać formy zorganizowanej, metodycznej. A pomocą w opisaniu świata win stają się wydawnictwa, gdzie inni entuzjaści, amatorsko lub zawodowo, dostarczając informacji i opisu pojęć, porządkujących ten świat.

IMG_0430.JPG

W ostatnich dniach w moje ręce wpadła książka odbiegająca od standardowych opisów, przedstawiających wina w sposób geograficzny. Degustacyjny Słownik Winiarski Wiktora Zastróżnego, wydany przez wydawnictwo Fastus, to znakomita pozycja opisująca pojęcia tak potrzebne w świeci win, do którego się wkroczyło lub zamierza się wkroczyć. Oprócz słownika polskiego są jeszcze krótkie tłumaczenia pojęć francuskich i angielskich, dziś głównych języków zarówno w branży winiarskiej, jak i codziennym śledzeniu informacji o winach. Poziom szczegółowości jest na tyle głęboki, że książka ta powinna być podręcznym słownikiem każdego miłośnika win.

Dla mnie jedną z najciekawszych była ta część wstępu, która opisywała zasady łączenia win z potrawami i słownikowo prezentowała najlepsze wina do poszczególnych potraw. To oczywiście należy traktować poglądowo, bo przecież w wielu potrawach wina łączą się nie tylko z np. mięsem, ale również sosami, które są serwowane. I tak ten sam indyk zupełnie inaczej byłby łączony w przypadku sosu białego na bazie masła, a sosu czerwonego na bazie papryki czy pomidorów.

To wartościowa pozycja, która powinna trafić do każdego winnego entuzjasty, który chce rozwijać swoją wiedzę o winach.

Jerzy Moskała

Degustacyjny Słownik Winiarski Wiktora Zastróżnego