Wino na weekend – Logodaj Nobile Melnik 2014

Melnik to charakterystyczny dla Bułgarii szczep winogron, uprawiany głównie w południowo-zachodniej części tego kraju. Nazwę wziął od miasta Melnik i jest on uprawiany w regionie tej miejscowości i w Dolnie Struma. Melnik ma czerwone winogrona o bardzo ciemnym zabarwieniu i daje intensywnie ekstraktywne wina o mocnym kolorze.

Logodaj Nobile Melnik 2014 wyprodukowano z wyselekcjonowanych gron tej odmiany 25-dniową maceracją i 12-miesięcznym starzeniem w nowych beczkach z francuskiego dębu. W kolorze daje silne nuty rubinowe z pobłyskami granatowymi. W smaku dominują ciemne owoce, ma sporą koncentrację, niezłą kwasowość i przyjemne delikatne taniny. Starzenie w beczce dało dodatkowo nuty waniliowe i korzenne zarówno w zapachu, jak i w smaku. Wino ładnie zaokrąglone, przyjemne w piciu solo, choć również może znaleźć swoje zastosowanie do potraw: głównie mięs jak szaszłyki, ale też pieczonych warzyw.

Wino dobre – naprawdę warto spróbować. Wino otrzymane od importera – Winny Bułgar.

Jerzy Moskała

 

 

Advertisements
Wino na weekend – Logodaj Nobile Melnik 2014

Wina od Wino Vinci w WINSKY

Ostatnia sobotnia degustacja w WINSKY to była prezentacja win importera Wino Vinci. W sumie sam tytuł brzmi jak ćwiczenie słownictwa polskiego dla obcokrajowca: Wina od Wino Vinci w WINSKY, ale sama degustacja była jak najbardziej poważna, bo i wina były bardzo ciekawe.

Degustacji podlegalo 15 win od producentów z Argentyny, Niemiec, Hiszpanii i Portugalii. Spośród nich kilka zwróciło moją szczególną uwagę:

Adegas Arousa Pazo Da Boucina 2016 oraz Adegas Arousa Pazo Da Boucina Expresion 2015 – dwa znakomite wina z hiszpańskiej Galicji, z apelacji DO Rias Baixas z regionu Val do Salnés (Pontevedra). Wina ze szczepu albariño, raczej są mniej znane od “kuzynów” z Portugalii, win z tego samego szczepu, alvarinho. A szkoda, bo hiszpańskie wina charakteryzują się świętną owocowością i pyszną mineralnością. Wpływy Atlantyku są niezwykle widoczne w tych winach dając znakomite trunki nie tylko na aperitif, ale i do potraw z rybami i owocami morza. Obie butelki po prostu pyszne.

Quinta Santa Eufemia Douro Unoaked Tinto 2012 to z koleji wino z znanego i cenionego regionu winiarskiego Douro. Co ciekawe wino dość nietypowe, bo nie dojrzewało w beczkach, jak najczęściej są starzone wina z tego regionu, ale w butelkach przez 5 lat. W efekcie dało wino o bardzo ciekawym balansie owocowości, kwasowości i ładnie zmiękczonych tanin. Całkiem lekkie jak na wina z Douro z ciekawymi nutami ziołowymi i czerwonych owoców.

Achaval Ferrer Mendoza Malbec 2014 to wino, z którym mialem okazję zapoznać się kilka godzin wcześniej – na degustacji blogerskiej (opis tutaj). Wino nie jest typowym malbec’iem, owocowe, o ciekawych nutach ciemno-czerwonych owoców, przyjemną kwasowością i długim, tanicznym finałem. Wino znakomicie sprawdzające się do mięsnych potraw – próbowanej wcześniej do kaczki – ale odnajdzie się również przy stekach i pieczonych mięsach.

Achaval Ferrer Mendoza Quimera 2012 to wino z wyższej półki, zdecydowanie kontemplacyjne. Pierwsze z nich to połączenie malbec, cabernet franc, merlot, cabernet sauvignon i petit verdot, dojrzewające przez 12 miesięcy w beczkach z dębu francuskiego. Wino o ciekawej, rubinowej czerwieni. W zapachu dominują aromaty kwiatów, czarnej porzeczki, jagody i cassis. W smaku mocna koncentracja czarnej porzeczki, likieru i gorzkiej czekolady z tytoniową nutą.

Achaval Ferrer Mendoza Finca Altamira 2013 to podobnie jak poprzednik wino z wyższej półki i raczej kontemplacyjne. W 100% ze szczepu malbec oferuje śliczny, rubinowy kolor, w zapachu aromaty czarnej porzeczki, śliwki, fiołka i cassis. W smaku jedwabiste, o świeżej kwasowości i wyrafinowanych taninach. Wyraźnie wyczuwalne nuty kawy – finisz długi, kwiatowy. Wino zdecydowanie wyrafinowane.

Wina zdecydowanie ciekawe mogą interesująco współgrać z potrawami w WINSKY. Kolejny przyczynek do wizyty w tym nowym wine barze.

Jerzy Moskała

Wina od Wino Vinci w WINSKY

POTRAWY I WINA NA ZIMĘ – PIĄTA DEGUSTACJA BLOGERSKA

Można by rzec – do pięciu razy sztuka. Udało mi się wziąć udział w piątej degustacji blogerskiej, organizowanej przez Dominikę Bień, prowadzącą na codzień blog Nóż i Widelec. Degustacja z udziałem warszawskiej śmietanki winno-blogerskiej (w tej części, która akurat była obecna w mieście). Degustacja miała na celu nie tylko celebrację znakomitych dań gospodyni, ale również dobór win. No i oczywiście delektowanie się smakiem. Na ucztę złożyło się pięć dań i 18 win. Nie miejsce tu by opisywać wszystkie z nich – być może do niektórych jeszcze wrócę, ale warto przynajmniej  te wina, które najlepiej w ocenie niżej podpisanego wypadły do znakomitych potraw przygotowanych własnoręczni przez Dominikę.

IMG_0779.JPG

Na start zaserwowano Prosecco Superiore DOCG La Manzanne  Le Barbatelle, od Win Co – bardzo przyjemne wino musujące, znakomicie orzeźwiające i pasujące jako aperitif dla całości biesiady. W zapachu przyjemne nuty tostowe (bardziej typowe dla szampana, niż dla prosecco), w smaku lekka owocowość, silna wytrawność połączona z nutkami mineralnymi. Wino niezwykle przyjemnie otwierało kubki smakowe na pierwsze dania serwowane przez gospodynię jednocześnie pozwalając na swobodną dyskusję przed serwowaniem pierwszego dania.

A pierwsze danie to było:

 

 

AMUSE BOUCHE – wędzony łosoś ze śmietaną na chrupiącym ciasteczku.

IMG_0780.JPG

Do tej lekkiej, ale niezwykle przyjemnej “przegryzki”, testowane były trzy wina musujące. Najciekawszym połączeniem był szampan Lamiable Gran Cru Rose od Wine Bureau – w zapachu lekkie nuty malinowe, truskawkowe i tostowe, w smaku bardzo przyjemna owocowość połączona z wysoką kwasowością i długim mineralnym finiszem. Wino to znakomicie podkreślało nuty łososiowe na ciasteczku, a słoność czipsa współgrała z mineralnością wina.

Kolejne danie to:

SAŁATA – burak – kozi ser – granat

Sancerre 1.jpg

To bardzo interesujące połączenie nut czerwonego i białego buraka w plasterkach, połączonego z kozim serkiem i obsypanego owocami granatu. To niezwykle delikatne danie, znakomite jako przystawka nie tylko zaostrzająca apetyt, ale i wprowadzająca element subtelności w serwowanych daniach.

Wyborem wina do tego dania był Domaine Bally Reverdy Sancerre La Mercy-Dieu Blanc 2016 od Mielżyńskiego – wino o delikatnych owocowo-zielonych nutach w zapachu, w smaku nutach owocowych, ale głównie trawiastych, sporej kwasowości i mineralności i długim, lekko goryczkowym finale przywodzącym na myśl nuty grejpfrutowe.

Wino znakomicie łączące się z potrawą, pozwalające na wydobycie subtelności smaków warzywa, owocu i słoności koziego serka.

Wino o tyle ciekawe, że o sporej jak na Sancerre budowie, która jednak nie przytłoczyła dania.

Kolejne danie to:

Risotto z brukselką, kiszoną cytryną i szałwią

IMG_0786.JPG

Pierwsze danie to risotto warzywne, przyrządzone w tradycyjny sposób z masłem i parmezanem i nie w tradycyjny sposób łączone z brukselką i kiszonymi cytrynami (co jest bardziej typowe dla kuchni marokańskiej). Nuty cytrynowo – serowe dania zostały połączone z winami środkowo-europejskimi, gdzie dwa z nich okazały się znakomicie pasujące (choć same wina dość różniące się między sobą):

IMG_0754.JPG

Riesling Feinherb 2016, Rheingau, Stefan Breuer od Winetellers.pl to wino dość powoli otwierające się w zapachu, ale dając znakomite nuty nafty i cytrusów, w smaku silny, ale przyjemny balans mocnej słodyczy i wysokiej kwasowości, w interesujący sposób współgrający z potrawą – wino przyjemnie długie i mineralne;

oraz

Domaines Vinsmoselle Rivaner Premier Cru 2016 Cotes de Remich od Paryska 28 – wino z drugiej strony Mozeli, z mniej znanego wśród winiarzy Luxemburga, wino o miłym cytrusowym aromacie, wysokiej kwasowości połączonej z całkiem sporą dozą cukru resztkowego (w odbiorze wręcz wino półwytrawne), sporą mineralnością i długim, lekko pieprznym finiszem.

Wino ciekawie współgrało z potrawą dając ciekawy balans dla cytrynowej kwasowości.

Kolejna potrawa to:

Kaczka confit z pomarańczami i musem ziemniaczano-dyniowym

IMG_0792.JPG

Kaczka długo pieczona we własnym tłuszczu nabrała z jednej strony (czyli od skórki) niebywałej chrupkości, zaś z drugiej strony (mięsa) olbrzymiej delikatności. Wszystko w sosie z pomarańczy.

O dziwo do tej potrawy najciekawszy wydał się Achaval Ferrer Malbec 2014 od Wino Vinci – wino teoretycznie pasujące raczej do steków, acz tu aromaty ciemnych owoców, tytoniu, nieco leśnych nut znakomicie pasowały do dania.

Jeżynowe smaki wina współgrały z nieco dymnymi nutami skórki kaczki dopełniając smak potrawy w sposób znakomity.

 

 

Przed deserem pojawiły się na stole sery, które dostarczyło Tesco w ramach swojej linii produktów Tesco Finest.

IMG_0793.JPG

To był niezwykły dobór serów – obok znakomitego cheddara pojawił się niezwykły comte, zaś chaource sąsiadowało z gorgonzolą.

Do serów przypasowało – o dziwo – również wino z Tesco – Tuella Douro 2014 – wino o ciekawym balansie owocowości, kwasowości i tanin, przyjemnie współgrające z różnorodnymi serami.

Na koniec deser, czyli:

Sernik z palonym masłem

Danie w żaden sposób nie przypominające polskich serników, gdzie nuty palonego masła zdominowały smak, zaś konsystencję uczyniły spójną. Do deseru niespodzianka – słoweński żółty muscat late harvest, półsłodki, choć o sporej kwasowości i pysznym balansie. Znakomity nie tylko z sernikiem, ale również jako zwieńczenie imprezy. Wino z piwniczki Pawła Grotowskiego – Powinowaci.

Oprócz powyższych win możliwe było do zdegustowania szereg następujących win:

Franciacorta Barone dell’Isola Brut DOCG z Lidla – wino musujące wytwarzane metodą szampańską ze szczepów chardnnay i pinot noir w północnych Włoszech. Jak na wino z regionu konkurującego w szampanami w korzystnej cenie 44,99 – wino o przyjemnych aromatach kwiatowych.

Leval-Clement Grande REserve Brut Champagne AOC również z Lidla – wino wytworzone w 60% z pinot meunier, 30% z chardonnay i 10% z pinot noir – w cenie 89,99, ale dużo lepsze jakościowo od wyżej wspomnianej Franciacorta, niezwykle przyjemne nuty ciastek maślanych w zapachu, w smaku przyjemna wytrawność połączona z nutami tostów maślanych, całkiem dobrze łączące się z łososiem.

Marble Leaf Sauvignon Blanc z Nowej Zelandii/ Marlborough – wino od winetellers.pl w cenie 71,95, bardzo przyjemny sauvignon blanc o silnym owocowym zapachu, w smaku niezwykle przyjemnie ułożone i zaokrąglone, lekko trawiaste. Dominujące nuty owoców cytrusowych i tropikalnych z delikatnym akcentem liczi. Wino nieco stonowane i subtelne, co nie zawsze można powiedzieć o sauvignon blanc z Nowej Zelandii.

Zohrer Sand 1 Lossterrassen Riesling Kremser Sandgrube 2015 – wino z Dolnej Austrii, Kremstal, otrzymane od Win Co. W zapachu klasyczne nuty nafty i owocowości, w smaku przyjemny balans cukru i kwasowości. Świetny przykład rieslinga austriackiego.

Pinot Noir Tibor Gal 2014 – wino z Egeru od znanego w Polsce producenta – Tibora Gala. Wino dostarczone przez winnice.eu, importera win z Francji i Węgier. Pinot noir wytworzony w stylistyce bardziej przypominającej wina burgundzkie niż z południa Europy, wino bardzo przyjemne i przyjazne w piciu, opisywane wcześniej tutaj.

Forte Masso Barbera D’Alba 2013 – wino od Wine Solution/Mąka i Woda – klasyczne wino ze szczepu barbera z Piemontu, z silnymi aromatami wiśni w zapachu. Dodatkowo przyjemne nuty ściółki leśnej, w smaku zaś mocny owoc i taniny. Zaś finisz wina lekko pieprzny. Przyjemne, wyraziste wino.

Laplace ode D’Aydie 2014 – wino ze szczepów tannat i cabernet franc dostarczone przez Mielżyńskiego – bardzo ciekawe wino o aromatach ciemnych owoców – korzennej wiśni, jeżyn i czarnej porzeczki. W smaku mocno owocowe, z przyjemną nutką wanilii, silnie taniczne z pieprznym finiszem. Wino raczej do solidnych steków, niż delikatnej kuchni.

Forte Masso Nebbiolo 2015 – ciekawie zrobione wino ze znanego szczepu nebbiolo, dostarczone przez dystrybutora Wine Solution/Mąka i Woda. WIno delikatne, o mocnych owocowych aromatach z dominującą truskawką.

Znakomity, nieco hedonistyczny wieczór pokazał, jak wspaniale potrawy mogą łączyć się z winami dając niesamowite efekty smakowe. Sztuka kulinarna gospodyni – Dominiki Bień – połączyła się ze sztuką winiarzy z różnych krajów dając znakomity efekt finalny.

Jerzy Moskała

POTRAWY I WINA NA ZIMĘ – PIĄTA DEGUSTACJA BLOGERSKA

Zmieszany poniedziałek – Czy słyszeliście o Gozo?

Czy słyszeliście o Gozo? Adresaci takiego pytania częściej wypowiadają się o Wielkim Gonzo z Muppet Show, bądź sądzą, że jest to prowincja Chin. Nic bardziej mylnego – to druga co do wielkości wyspa archipelagu Wysp Maltańskich – archipelagu, z którego zapamiętywana jest jedynie największa z nich – Malta. A archipelag składa się w sumie z dziesięciu wysp – Malta, Gozo, Comino, trzech małych wysepek: Wyspa Manoela, Wyspa Św. Pawła, Cominotto oraz kilku mikro wysepek: Filfla, Fungus Rock, Halfa Rock i Large Blue Lagoon Rock. Gozo jest druga według kolejności, ale kompletnie nieznana.

Malta to jeden z najatrakcyjniejszych kierunków turystycznych w Europie. Kluczem do zrozumienia atrakcyjności Malty stanowi jej śródziemnomorski klimat z bardzo łagodnymi zimami i długimi, ciepłymi, a częściowo gorącymi latami. Średnia roczna temperatura wynosi ok. 23°C w dzień i 16°C w nocy. Jeśli dodać do tego fakt, że wody Morza Śródziemnego od maja do września nagrzewają się do 25°C, to trzeba przyznać, że tutejsze warunki pogodowe są wręcz idealne dla Europejczyków z północy kontynentu. A według rankingu International Living’s Annual Quality of Life Index 2011 jest to państwo z najlepszym klimatem na świecie (na podium razem z Zimbabwe).

IMG_5842.JPG

Malta głównie kojarzy się nauką języka angielskiego, klubami i dyskotekami, zwiedzaniem miasta, portu i zabytków lutury, a także jako przystań dla olbrzymich, śródziemnomorskich statków turystycznych. Ale obok błyszczącej  zgiełkliwej Malty  Gozo jawi się jako miejsce spokoju i relaksu. Ta oddalona od Malty o 30 minut promem wyspa oferuje możliwość odpoczynku w sielskich miasteczkach i domach, skorzystania ze znakomitej wiejskiej kuchni, wypróbowanie kozich serów, a co najważniejsze, skorzystanie z oferty lokalnego wina. Tak, bo na Gozo – w jednym z najdalej na południe wysuniętym punkcie Europy – uprawia się winną latorośl.

IMG_5822.JPG

Na wyspie znajdują się urocze winnice, w których powstają lokalne trunki. Coraz częściej są to bardziej rozbudowane gospodarstwa agroturystyczne oferujące swoim gościom sery, oliwę i inne produkty spożywcze. Ale przede wszystkim można w nich spróbować miejscowych win i przekonać się samemu, jak świetnie smakują.

IMG_5913.JPG

Na wyspie uprawiane są zarówno szczepy międzynarodowe, jak i te mniej znane, głównie pochodzące z Włoch. Tutejsze vermentino zupełnie nie pasowało do wina znanego z Sardynii czy Toskanii – zachowując świeżość jednocześnio oferowało całkiem niezłą kwasowość, raczej nieznaną dla win z tego szczepu z kontynentu. Z kolei cabernet sauvignon okazywał się winem o bardzo silnej koncentracji, przypominający bardziej produkty z Izraela czy dalekiej Australii.

Równie dobrze na wyspie udaje się syrah – ta odmian pokazuje, że poza północną częścią Doliny Rodanu udaje się również znakomicie w suchych i ciepłych terenach południowej części basenu Morza Śródziemnego.

Oczywiście, oprócz małych producentów działają na Gozo też duże firmy takie jak Marsovin i Delicata, obie założone na początku XX w. w pobliżu miejscowości Paola na Malcie. Ich trunki, co zrozumiałe, znacznie łatwiej kupić w tutejszych sklepach.

IMG_5983.JPG

Warto pamiętać, że do produkcji niektórych win maltańskich używa się bardzo często winogron importowanych z pobliskiej Sycylii. Ta włoska wyspa szczyci się olbrzymią ich produkcją, a ceny tych owoców są na niej stosunkowo niskie. Żeby mieć pewność, skąd naprawdę pochodzi zawartość danej butelki, należy zapoznać się z certyfikatami umieszczanymi na etykiecie (I.G.T. oznacza, że wino wyprodukowano z winogron uprawianych we wskazanym regionie, klasyfikacja D.O.K. dotyczy trunków powstających według określonych dla danej apelacji restrykcji, gwarantujących wyższą jakość).
IMG_5979.JPG

Warto zatem szukać win od znanych i cenionych maltańskich producentów jak Meridiana Wine Estate w Ta’ Qali na Malcie, Ta’ Mena Estate czy Tal-Massar Winery na Gozo. Degustowany przeze mnie (na zdjęciu powyżej) Zelus (Ta’ Mena Estate) z odmiany winorośli Syrah (6,90 euro u producenta) potrafił zachwycić dojrzałością i niezwykłym podobieństwem do gatunków z nieodległej Sycylii, przy świetnym balansie, dobrej budowie i świetnym śliwkowym zapachu z nutami wiśni i czerwonych owoców przy długim finiszu z pieprzną  końcówką.

Z kolei do wina warto zamówić potrawkę z królika, ryby (np. koryfenę, złotą makrelę, nazywaną przez Maltańczyków lampuką) czy owoce morza. Jeśli jednak naprawdę chcemy poczuć piękno miejscowej kuchni wystarczy jedynie kawałek miejscowego chleba, wypiekanego według tradycyjnych przepisów, nieco koziego sera, miejscowych warzyw – papryki, pomidorów i oliwek. Taka kombinacja naturalnego jedzenia połączonego z winem może przekonać do lokalnych potraw nawet zatwardziałych mieszczuchów.

Jerzy Moskała

 

Zmieszany poniedziałek – Czy słyszeliście o Gozo?

Wino na weekend – Collin-Bourisset AOC Morgon 2016

Bez dwóch zdań coroczna akcja Beaujolais Noveau jest nadal wielkim marketingowym sukcesem. Mimo, że młode wina z Beaujolais już się nieco na rynku przejadły, to nadal w trzeci czwartek listopada restauracje prezentują wina z bieżącego rocznika, zaś klienci z chęcia próbują win, które coraz częściej są nie tylko świeże, ale nawet i niezłe.

W cieniu tej akcji ukrywaja się wina z Beaujolais, które są produkowane z tego samego szczepu gamay co inne wina, ktore produkuje juz się z przeznaczeniem do picia przez następne dwa-trzy lata. To lekkie, często czereśniowe Beaujolais, o sporej kwasowości i niskiej taniczności – świetne na lato, do ochłody czy lekkich potraw.

Ale Beaujolais posiada równiez swoje grand crus – własne apelacja AOP, gdzie, szczególnie w północnej części zwanej Haut-Beaujolais produkowane są świetne wina, niegdyś konkurujące z burgundami czy bordoszczakami. Takie regiony jak juliénas, saint-amour, chénas, moulin-à-vent, brouilly, fleurie czy wreszcie największe powierzchniowo chiroubles i – drugi co do wielkości obszar – morgon. O winach z fleurie pisałem tutaj – dziś czas na wino z AOC Morgon.

Wino o niezwykłym, ciemnym kolorze wpadającym w nuty granatowe. W zapachu wino silnie owocowe, dominuja w nim aromaty wiśniowe i mineralne (gramitowe). W smaku podobne nuty owocowe, przechodzące w całkiem przyjemną kwasowość i drobne garbniki. Finisz dość długi leciutko pieprzny na końcu. Wino o sporej koncentracji i przyjemne w piciu.

Wino konsumowane do różnego rodzaju przystawej i sałatek sprawdzało sie całkiem nieźle. Nawet z tatarem.

Wino dobre. Zakup własny w Lidlu.

Jerzy Moskała

 

Wino na weekend – Collin-Bourisset AOC Morgon 2016

Expert Club Languedoc La Clape Pierres Nobles 2014

La Clape to langwedocka apelacja połozona nieopodal Narbonne. Staje sie ona ostatnio coraz bardziej popularna, głównie przez specyficzny mikroklimat łączący suche i gorące terroir na skale połaczone z bryzą od morza. Oprócz znanych nazwisk jak Gérard Bertrand (opis jego wina tutaj) produkowanych jest to sporo mniej lub bardziej znanych win, które łączy jedna cecha – mają znacznie wyższą kwasowość od wielu innych win langwedockich, są mniej dżemowate i znacznie świeższe od win z innych części wielkiej langwedockiej apelacji.

Expert Club Languedoc La Clape Pierres Nobles 2014 to produkt dostępny w Intermarche pod własną marką tego sklepu. Stąd nie tylko niezbyt ciekawa etykieta, ale też mało informacji na temat samego wina. Poza apelacją i rocznikiem tak naprawdę niewiele na jego temat wiadomo – szczególnie jakich szczepów użyto. Raczej to grenache i syrah, choć nie można wykluczyć innych dodatków. Za to samo wino jest całkiem niezłe, szczególnie jak na wino za 14 zł.

W zapachu wino daje silny owoc i nuty suszonych ziół. W smaku znowu silny owoc, bardzo przyjemny, powoli przechodzący w całkiem miłą, średnią kwasowość. Wino niespecjalnie długie, ale przyjemne w piciu. Choć raczej podstawowe. A jak na takie w relacji do ceny jest całkiem przyjemne.

Wino raczej do picia solo, choć z chęcią popiłbym nim jakieś przyjemne miękkie i półmiękkie serki z dodatkami. Może jeszcze jakieś grilowane warzywa. N czas ziomowy całkiem przyjemne, choć nie należy oczekiwać rozbuchanego alkoholu.

Wino niezłe i warto kupić. Zakup własny w Intermarche.

Jerzy Moskała

 

Expert Club Languedoc La Clape Pierres Nobles 2014

Zmieszany poniedziałek – Narty, wino i sówka

Silne włoskie słońce odbija się od drobinek śniegu tworząc w oczach kolorowe kolaże. Wyjście z apartamentu to zderzenie z pozornie dwoma przeciwnymi doznaniami – silnym słońcem i mroźnym alpejskim powietrzem. Wprawdzie to Dolomity, ale w końcu Alpy i nawet tutaj w zimie jest mroźno. To w końcu Civetta, serce włoskiego regionu Alleghe, mało znanego polskim narciarzom, za to bardzo popularnego wśród Włochów, szczególnie Wenecjan.

Civetta to chyba największy ośrodek narciarski w regionie Veneto, rozciągający się między Monte Civetta a Monte Pelmo. Położony daleko na wschód od Val di Fassa jest na uboczu uczęszczanych przez polskich narciarzy szlaków, za to znakomicie położony dla mieszkańców Veneto. Stąd dominującym językiem jest tiu język włoski – zarówno wśród tubylców, jak i turystów.

civetta_2_p37.jpg

Monte Civetta to wielka skała dominująca nad regionem. Widoczna z prawie każdego miejsca jest znakiem i punktem odniesienia. Wyglądem przypomina sowę, stąd jej nazwa sówka. Civetta jest miejscem, gdzie wielokultorowe narciarstwo europejskie, które możemy napotkać w Austrii czy trydenckiej części Włoch, jest zdominowane przez kulturę jazdy i zachowań na stoku samych Włochów. A są to zachowania bardzo interesujące, stanowiące ciekawe odbicie codziennego życia Włochów.

Narciarski dzień na stokach przebiega pod ich dyktando. Włosi wyróżniają się nie tyle strojami, choć te mają zazwyczaj barwniejsze od innych turystów, ale przede wszystkim zachowaniem. Narciarstwo nie jest dla nich wyzwaniem, jak dla Polaków czy Niemców, nie jest przerwą w konsumpcji napojów alkoholowych, jak dla jeszcze innych nacji, lecz jest stylem, emanacją radości i szczęścia tak wszechobecnego wśród tej nacji przebywającej na wczasach. O nie, zapomnijcie o napinaniu się na każdy przejazd i maksymalne wykorzystanie każdej minuty na stoku – tu króluje luz i elegancja. Ale najważniejsze jest to, że Włosi tu absolutnie nie zmieniają swoich przyzwyczajeń dotyczących codziennego rozkładu dnia. Oczywiście związanych z najważniejszymi w dniu przyjemnościami – jedzeniem i piciem.

Poranne espresso jest dla Włochów niczym niedzielna msza dla bogobojnych katolików. Do niego najczęściej słodka bułeczka, bo jak inaczej można przełknąć taką koncentrację czarnego i gorzkiego jak dusza złoczyńców płynu. Przy tej okazji rzut oka na gazetę, krótka rozmowa z przyjaciółmi lub baristą. Oczywiście obowiązkowo w stroju narciarskim – w końcu przyjechaliśmy na narty. Start 09:30 i już możemy jeździć. Ale, ale – telefony komórkowe dzwonią i nieelegancko byłoby nie wymienić chociaż kilku słów z małżonkiem czy przyjaciółmi. A zatem chwila przerwy na trasie, w gondolce – konieczna do rozmowy. Kilka szusów i obowiązkowa przerwa – już 11:00. A właśnie o tej godzinie konieczne jest spotkanie z przyjaciółmi w barku. A na stokach Civetta to obowiązkowo chwila na prosecco.

Wśród polskim winopijców krążą informacje, że Włosi nie są wielkimi fanami prosecco. Owszem, na oficjalnych uroczystościach z chęcią kieliszek czy dwa wychylą, ale w domu preferują wina spokojne. Ale narciarstwo zmienia Włochów – na stokach czasem siegają po piwo, ale przede wszystkim po prosecco. Najczęściej w postaci Aperol Spritz – koktajlu na bazie prosecco (najczęściej) lub białego wina (rzadziej), wody gazowanej i likieru Aperol o smaku gorzkich pomarańczy. Jedenasta to godzina prosecco. A jest to przecież wino produkowane dosłownie “rzut beretem” od alpejskich stoków.  Prosecco DOC jest produkowane na obszarach wokół Conegliano Valdobbiane, Colli Asolani i Asolo, ale obszar uprawy winorośli glera, bo ona jest używana do produkcji prosecco, jest znacznie szerszy i obejmuje spore połacie Veneto i Friuli. Stąd prosecco, jako niedrogie wino musujące, może się wręcz lać strumieniami do kieliszków spragnionych turystów.

Ale cóż, każda miła chwila pięknego dnia musi się skończyć i po ostatnich łykach koktajlu, ostatnich klepnięciach po plecach Włosi ruszają na stok. Wkońcu słoneczko mocno przygrzewa, widoki na Civettę i okoliczne góry są przepiękne, a mroźne powietrze przestaje szarpać płuca ostrymi igłami. I znowu na stoku pojawia się elegancja i gracja ruchów narciarskich – od najmłodszego po starca wszyscy oni starają się pokazać z jak najlepszej strony na nartach. Wiele czasu na to nie mają, bo oto nadciąga nieubłagane południe, a wraz z nim czas na lunch.

Dla Włochów posiłki są zbyt poważną sprawą, by podchodzić do nich na szybko. A zatem zapomnij o curry wurst przegryzanym z musztardą i bułką pod butelkę piwa (jak to na austriackim stoku bywa), tu trzeba zasiąść, najlepiej z przyjaciółmi, zamówić danie, nawet jeśli jest to lekka pasta czy polenta i koniecznie do tego kieliszek wina. Albo jeszcze lepiej butelka na dwóch/dwoje. Najczęściej Soave Superiore. To nie tylko wybór lekkich potraw na lunch, to filozofia łączenia wina z potrawami i potraw z winem. A jednocześnie kultywowanie weneckich win, bo w końcu i prosecco i soave to wina z regionu Veneto lub Friuli. A Wenecjanie są w końcu pewni, że ich wina są najlepsze. Szczególnie u nich. Na miejscu.

Na nartach trudno o drzemkę poobiednią, ale po godzinnym lunchu konieczny jest czas na zabawę dla dzieci i na rozmowy. W ciągu kolejnej godziny nieodłączne telefony pojawiają się w rękach Włochów, a szczególnie Włoszek. To czas na  kontakty, rozmowy, relaks. Ale i on szybko zlatuje i trzeba z wracać na narty, na szczęście żoładki nie są już tak wypełnione jak jeszcze przed godziną. 14:00 czy 14:30 – Włosi wylegają na stoki. Wtedy zaczyna się prezentacja prawdziwego styl ich narciarstwa, prezentacja gracji i szybkości jazdy. Włosi pokazują na stoku klasę, przerywaną jedynie krótkimi wypadami do barków na kolejne l’ombra (tradycyjne określenie w Wenecji kieliszka wina, najczęściej białego).

Każdy dzień na nartach powinien być zwieńczony apres ski. Od 16:00 stoki Civetty powoli wyludniają się, narciarze przemieszczają się do baraków pod trasami. Podobnie jak rano króluje Aperol Spritz, prosecco, czy po prostu białe wino. No i muzyka, bo jak zabawa to zabawa. Nie jest to przytupywanie narciarskimi butami do marszowych rytmów tyrolskich przyśpiewek o Antonie, to najczęściej radosne piosenki o szczęściu i miłości, bo czymże tu innym śpiewać? Italo disco i kolejne drinki wieńczą włoski dzień na stoku.

Słońce zachodzi za góry a Civetta zaczyna rzucać długie cienie na dolinę. Robi się chłodno, barki się wyludniają, ostatni narciarze powoli schodzą do apartamentów.

Tak naprawdę od dawna zazdroszczę Włochom, pewnie jak większość naszych rodaków, ich luzu i czerpania przyjemności z najprostszych spraw. Jesteśmy przyzwyczajeni przez lata do wykorzystywania krótkich i w sumie kosztownych wyjazdów na narty do koniecznego “zaliczania” dziesiątków zjazdów. Zamiast, podobnie jak Włosi, cieszyć się z tych krótkich chwil odpoczynku i korzystać z życia. Z lokalnej kuchni i wina, bo jest ono tak wszechobecne i naturalne, jak nigdzie. A szczególnie wieczorem, kiedy Włosi celebrują swoje trwające w noc kolacje. Przy dobrym winie, długich rozmowach z rodziną i przyjaciółmi. Bez presji i stresu. Więc na pamiętne pytanie: “Jak żyć, Panie Premierze?” może powinna paść odpowiedź – tak jak Włosi na nartach.

Jerzy Moskała

  • Zdjęcie ze strony gradtur.si
Zmieszany poniedziałek – Narty, wino i sówka