Wino na weekend – MOESIA MERLOT 2014 z darwina.pl

Chyba nie ma bardziej zdyskredytowanego szczepu w ostatnich dziesięciu latach niż merlot. Wystarczyła jedna scena z amerykańskiego filmu Sideways, by merlot stał się synonimem wszystkiego co najgorsze, jeśli chodzi o branżę winną. Czy sobie na to zasłużył? Pewnie nie, choć do fatalnej oceny nie przyczyniła się jedynie obsesja amerykańskich producentów, by produkować wina coraz potężniejsze z coraz silniejszym wyrazem nut pochodzących od beczki w tych winach. W efekcie do dziś mamy wina niezwykle skoncentrowane, z silnymi aromatami, gdzie aromaty amerykańskiego dębu stanowią pierwszy, a czasem jedyny plan. Wina trudne w odbiorze, w piciu, chyba tylko do burgera.

Druga przyczyna leży częściowo w Starym, a częściowo w Nowym Świecie, gdzie merlot stał się uniwersalną winoroślą sadzoną prawie wszędzie. Masowa skala i ignorowanie cech lokalnego terroirdwało merloty nijakie, zaledwie pijalne. A przecież merlot to odmiana dające najlepsze, a często najdroższe wina, więc gdzie leży błąd? Chyba w nieumiejętnym obchodzeniu się z tą winną latoroślą, która może dawać wina zrównoważone, zbalansowane i bardzo przyjemne w piciu.

I taka jest MOESIA MERLOT 2014 0 wino oparte w 100% o szczep merlot, a wyprodukowane w Bułgarii przez Svishtov, producenta z miasteczka o tej samej nazwie, położonym na północy kraju nad Dunajem. A zatem w miejscu, gdzie potencjalnie można robić dobre wina.

MOESIA to wino o niezwykle ciemnej barwie. Struktura dość gęsta, można powiedzieć wręcz solidna. W zapachu dominują nuty wiśniowe, choć mocno ciemne, a w tle pojawia się śliwka. W ustach wino niezwykle zbalansowane – bez nadmiernej owocowości (tak typowej dla win bułgarskich), smak owoców dojrzały, bez nut dżemowych. Średnia kwasowość, zupełnie nie nachalna i na końcu miękkie taniny, przyjemnie pracujące, ale miękkie. Finisz długi, delikatnie pieprzny. Wino zrównoważone, przyjemne.

Wino zaserwowałem do bigosu i znakomicie pasowało. Dotąd uważałem, że kariera primitivo w Polsce to zasługa cech pozwalających na dopasowanie win z tego szczepu do polskiego bigosu, w tu proszę – niespodzianka. Ten merlot również świetnie podpasował.

Wino naprawdę dobre i w ciekawej cenie. Zakup własny w darwina.pl

Jerzy Moskała

Advertisements
Wino na weekend – MOESIA MERLOT 2014 z darwina.pl

Fenomen darwina.pl

Właśnie mija równo tydzień od momentu, kiedy na warszawskich Stokłosach, na Ursynowie, otworzył swoje podwoje nowy, już siódmy sklep sieci darwina.pl. Dokładnie ten fakt stał się dla mnie przyczynkiem do napisania tego artykułu, który odbiega nieco tematycznie od winnych lub enoturystycznych publikacji, pozwalając na rozważenie zagadnieniu wina od strony biznesowej, ekonomicznej, ściśle pasującej do mojego wykształcenia strony.

Jestem świadom, że użycie słowa fenomen natychmiast spowoduje protest innych sprzedawców wina, ale w mojej opinii rozbudowa sieci sprzedaży do siedmiu punktów w ciągu kilku lat w sytuacji, gdy inne sklepy specjalistyczne upadają, lub mają problemy z konkurencją, stanowi fenomen właśnie. Być może dla innych nie – dla mnie tak.

Dzisiejszy rynek wina w dużym stopniu jest zdominowany przez dyskonty. Gdy wielkie super i hipermarkety nadal notują sprzedaż wina, to właśnie dyskonty stały się kanałem do masowej sprzedaży wina, wprowadzając duże ilości dobrze sprzedających się butelek i kształtując przyzwyczajenia dużej części konsumentów wina. Wejście jednego z nich w obszar sprzedaży (choć nazywają to rezerwacją, jest to jednak sprzedaż) przez internet, to zupełnie nowe wyzwanie. Wyzwanie, z którym wszyscy będą musieli się zmierzyć. A szczególnie w sytuacji, gdy dotychczasowe duże i znane marki sklepów specjalistycznych musiały się takiej sprzedaży wycofać. A to ze względu na absolutnie błędne i oderwane od życia wnioski sądów administracyjnych w tej sprawie (niżej podpisany czytał uzasadnienia wyroków i wniosek jest tylko jeden – sędziowie orzekający żyją w zupełnie innej rzeczywistości niż pozostali mieszkańcy kraju między Odrą i Bugiem).

Z drugiej strony mamy sytuację zamykania się sklepów specjalistycznych, co chociażby było bardzo dobrze widoczne w ostatnich dwóch latach, szczególnie było widać wzdłuż ursynowskiej Komisji Edukacji Narodowej, gdzie najpierw 10 lat temu sklepy powstawały jak grzyby po deszczu, a teraz równie szybko są zamykane.

Gdzie zatem siła darwina.pl, że w sytuacji zwijania się bezpośredniej konkurencji i olbrzymiego zagrożenia ze strony dyskontów znajduje siłę do rozwoju? Tego nie wiem, co nie znaczy, że się nie domyślam…

Pierwsza kwestia to ekonomia: Sklep z winami jest takim samym przedsięwzięciem biznesowym, jak jakikolwiek inny sklep. Ze znalezieniem odpowiedniej lokalizacji, pilnowaniem kosztów, w tym kosztów lokalizacji sklepu, zapewnieniem przychodów, wynikających nie tylko z faktu, że kliencie przychodzą do sklepu, nawet nie z faktu, że przychodzą i kupują, ale z faktu, że się na tym zarabia. Na tyle, by biznes kwitł.

Druga kwestia, to organizacja i fachowa obsługa. Facebookowe fora pełne są opowieści o niedouczonej lub nieprzeszkolonej obsłudze – kontakt z takim ekspedientem to najlepszy sposób na utratę klienta. Ale to nie tylko trening sprzedawców i organizacja sprzedaży, ale również dobór odpowiednich produktów, dostaw i rozliczeń – zbudowanie sprawnie działającej maszynerii, do której nie trzeba dodawać zbyt dużo energii, by sprawnie działała.

Trzecia kwestia – doświadczenie. Wielu wielbicieli, nawet znawców wina otwierało swoje sklepy, by je za jakiś czas zamknąć. Niestety, ale do handlu trzeba mieć żyłkę i nie każdy może być Wokulskim. Nawet Rzepeckim. Zdobycie doświadczenia bywa kosztowne, choć pewnie lepiej zdobywać je u innych, niż ryzykować własny kapitał.

I po czwarte – przychody. Kluczem jest klient, najlepiej powracający, taki, który w sklepie specjalistycznym znajdzie dokładnie to, czego szuka – specjalistyczną wiedzę, której ze świecą szukać w dyskontach, a często też u konkurencji. Taki klient nie tylko zapłaci więcej za odpowiedni poziom obsługi, również jest najlepszym źródłem marketingu, szeptanego, gdzie przekonani przez niego członkowie rodziny, przyjaciele czy znajomi będą powoli kierować swoje kroki do polecanego sklepu.

Można powiedzieć, że powyższe to żadna nowość. To podstawy do jakichkolwiek działań biznesowych. Szkoda więc, że tak niewielu o nich pamięta startując z własnym biznesem. Czy szefostwo darwina.pl posiadło wiedzę w powyższych obszarach? Pewnie tak, skoro im się udaje.

Tyle od strony biznesu, ale jakie wina oferuje darwina.pl? Piszący niniejsze słowa szykuje się do degustacji pierwszego z nich, wina ze szczepu, który od dziesięciu lat jest odżegnywany od czci i wiary, a wyprodukowane w kraju, który jakże często jest przywoływany jako przykład producenta kiepskich win. Zakupiony w darwina.pl na Stokłosach zgodnie z sugestią sprzedawcy. No to zobaczymy, jakie to wino polecili – opis wkrótce.

Jerzy Moskała

DarWina Stokłosy.jpg

Fenomen darwina.pl

Degustacja dla blogerów w Akademii Wina darwina.pl

Twórca sieci sklepów darwina.pl zaskoczył blogerów nowym konceptem – cyklicznymi (miesięcznymi) spotkaniami z przedstawicielami firmy połączonymi z degustacją win. Win jakich? A tych, które albo są już w sprzedaży w sklepach Darwina.pl lub mogą, acz nie muszą się w nich znaleźć. Wina do degustacji są bowiem udostępniane przez importerów i stają się przedmiotem oceny blogerów. To, że są one również oceniane przez pracowników darwina.pl jest rzeczą oczywistą.

Parę słów na temat samego pomysłu darwina.pl – to sieć sklepów koncentrujących się na sprzedaży win. Niby żadna nowość, ale kluczowe myślenie to myślenie biznesowe, bo przedsięwzięcie darwina.pl to nie tylko przedsięwzięcie miłośników tego napoju, ale przede wszystkim biznes, który ma przynieść dochody twórcom i pracownikom. A na dzisiejszym rynku nie jest to łatwe, bo silna konkurencja, głównie dyskontów, ale też sprzedaży internetowej, nie oszczędza pojedynczych sprzedawców. Darwina.pl chce swą przewagę znaleźć we współpracy z importerami oraz w jakości win i obsługi, co pozwoli im sprawnie konkurować z ofertą win dyskontowych.

Przechodząc do samej degustacji – przeprowadzona w trybie degustacji w ciemno obejmowała ponad 20 win białych i czerwonych. Same wina spokojne, jedno słodkie, pozostałe wytrawne. Wina od importerów różniły się wiekiem, jakością i ceną. Ale w sumie łączyły je podstawowe cechy – były w degustacji winami anonimowymi nawet dla animatora, Zbyszka Kawalca, twórcy darwina.pl. Każde więc przez uczestników mogłoby być ocenione zarówno pod kątem szczepu, pochodzenia, jakości i oczywiście ceny. Swobodna atmosfera degustacji zezwalająca na wymianę poglądów tylko uwidaczniała różnice w ocenie poszczególnych win, jak i występujące często pomyłki w ocenie wina, szczególnie odnośnie szczepu i pochodzenia.

Niżej podpisany był w stanie prawidłowo określić szczepy i pochodzenie jedynie kilku z degustowanych win. O ile szczepy Riesling czy Sauvignon Blanc są zazwyczaj niezwykle charakterystyczne, o tyle szczepy włoskie czy z Nowego Świata potrafią stworzyć już trudności. Podobnie w przypadku czerwonych. Ale nawet nie znając cen degustowanych win można było w ciemno wskazać indywidualnie oceniane wina o wysokim poziomi:

IMG_20170323_193625.jpg

Z win białych był to zdecydowanie Riesling od Brauna – Braun Alltag Riesling Trocken 2o15. Jest to wino całkiem popularne w Polsce, importowane np. przez 13win. Wino o mocnych nutach mineralnych i cytrusowych, zbalansowanej mocnej kwasowości z owocowością, w której dominują nuty owoców cytrusowych. Dla miłośników Rieslingów wino może zbyt podstawowe, ale dla np. początkujących znakomity przykład dobrze wyprodukowanego Rieslinga.

Wino znakomicie sprawdzające się do kuchni lżejszej, sałatkowej, może czasem wegańskiej, ale także w razie potrzeby do tradycyjnego śledzia.

 

 

 

 

Wśród czerwonych win warto było zwrócić uwagę na dwa wina – Vina San Huberto Malbec 2015 z argentyńskiej apelacji La Rioja (tak, tak – istnieje taka apelacja w Argentynie w regionie Catamarca) oraz Morande Cabernet Franc 2005 Edicion Limitada.

IMG_20170323_205815.jpg

O ile pierwsze wino emanowało owocowością, świeżością i głęboką koncentracją smaków owocowych, o tyle drugie kojarzyło się z dostojeństwem i potęgą wynikającą długowieczności wina. Każde z tych win potrafiło zauroczyć swoimi cechami – młodzieńczością bądź dojrzałością, jak i możliwościami dopasowania do potraw.

Malbec to przede wszystkim król potraw z wołowiny – mocno słodkawe nuty owocowe kojarzą się z słodyczą niewysmażonego steka rare, zaś taniny na finiszu wina znakomicie współgrają z silną konstrukcją mięsa w wołowym steku.

Morande Cabernet Franc to przede wszystkim wino kontemplacyjne, gdzie złożoność zapachów i smaków pozwala na delektowanie się winem w samotności lub z przyjaciółmi. Wino oczywiście może być towarzyszem potraw, ale raczej tych wykwintnych.

Wspólna degustacja z blogerami daje zapewne kierownictwu darwina.pl możliwość uzyskania dodatkowej opinii o winach, które już są lub potencjalnie mogą znaleźć się w ofercie. Dla mnie to ciekawa konstatacja, że czasem cena wina rośnie w sposób wykładniczo do jego jakości. Co znów oznacza, że praca nad jakością produkowanych win może dla producentów oznaczać znacznie większe dochody, niż nakłady. Ale również, że czasem za małą różnicę jakościową należy znacznie więcej zapłacić. Materiał do przemyślenia, jak mawiał Sztyrlic.

Zobaczymy jakie wina będą przedmiotem degustacji w następnym miesiącu.

Jerzy Moskała

 

 

 

 

 

Degustacja dla blogerów w Akademii Wina darwina.pl

Wina z winnicy Galil Mountain

W lokalu firmy darwina.pl na warszawskich Kabatach na spotkaniu profesjonalistów przedstawiciel importera, firmy AMKA zaprezentował ofertę win izraelskiego producenta Galil Mountain. Ta młoda firma z Górnej Galilei produkuje wino od kilkunastu lat, a na rynku polskim ich wina są dostępne właśnie w sieci darwina.pl.

Obok win z linii budżetowej o nazwie Yasmin (za której import odpowiada firma M&P) zaprezentowane były wina wyższej linii ze szczepów Viognier, Pinot Noir i Cabernet Sauvignon, importowane właśnie przez AMKA.

W gościnnych progach sklepu darwina.pl na warszawskich Kabatach winni profesjonaliści mieli okazję zapoznać się z winami firmy Galil Mountain, prezentowanymi przez importera i dystrybutora na Polskę firmę AMKA. Galil Mountain to stosunkowo młody producent win z Górnej Galilei, który od kilkunastu lat dostarcza wina konsumentom w Izraelu i na całym świecie. W Polsce są one dostępne w sieci darwina.pl.

W trakcie degustacji w mojej opinii zdecydowanie najkorzystniej wypadło wino ze szczepu Viognier. To wino jest produkowane w 60% w tankach ze stali nierdzewnej, zaś dla 40% fermentacja odbywa się w nowych beczkach z francuskiego dębu. Starzenie trwa sześć miesięcy na osadzie. W nosie wino bardzo dojrzałe i pełne – nuty moreli, perfum, oraz ziół. W ustach średnie zabudowanych, jedwabiste, bardzo długie i zaokrąglone.

Pinot Noir to z kolei wino o zmysłowej, głębokiej barwie i średniej budowie. W nosie nuty truskawek, jagód oraz wiśni. W ustach mocny aromat owocowy, wino aksamitne o długim, eleganckim wykończenie. Zarówno wcześniejszy Viognier, jak i Pinot Noir prezentowały zaskakującą świeżość i kwasowość, rzadko spotykaną u win produkowanych tak daleko na południu.

IMG_20170319_182243.jpg

Nieco odmiennym winem był Galil Mountain Cabernet Sauvignon. W stylistyce wino to bardziej przypominało dawne wina z Izraela o bogatej owocowości i nieco niższej kwasowości. W nosie mocne aromaty czarnej porzeczki, wiśni i jagód. W ustach mocno owocowe – tu dominuje wiśnia. Wino o długim, bogatym smaku.

Wszystkie te wina to wina koszerne. W odróżnieniu jednak od linii podstawowej – Yasmin wina te nie podlegają procesowi pasteryzacji. Mimo to zachowują status koszerności potwierdzony stosownym podpisem rabina na kontr-etykiecie. Oprócz walorów religijnych wina te mają również inny walor, podstawowy – są bardzo smaczne.

Jerzy Moskała

 

 

Wina z winnicy Galil Mountain

Root: 1 czyli całkiem niezły korzeń

Ostatnio coś wina ze szczepu Cabernet Sauvignon cieszą się u mnie powodzeniem. Nie dość, że ostatnia degustacja wina 2 Estacas w połączeniu z burgerami okazała się bardzo dobrym połączeniem, to kolejne wino, tym razem z drugiej strony masywu Andów, okazało się równie interesujące.

Root: 1 to wino z doliny Maipo w Chile, rozciągającej się na zachód od stolicy kraju. Apelacja Colchagua Valley jest na tyle znana w Polsce, że nie warto ją szczegółowo przedstawiać. Samo wino w nosie daje bogate, owocowe nuty. Wyraźnie wyczuwalne są czarna porzeczka, kawa i czekolada. W ustach wino ładnie zaokrąglone, pełne i bez wodnistego posmaku, który zdarza się winom z Chile. W długości smaku wino raczej średnie, choć przyjemne poprzez delikatne taniny.

Wino degustowane do polędwiczek w sosie czosnkowo-orientalnym sprawiło się znakomicie. Podobnie, jak i do serów.

Zakup: darwina.pl

Root: 1 czyli całkiem niezły korzeń

2 Estacas Cabernet Sauvignon

Już dawno tak mnie wino nie zaskoczyło, jak w przypadku 2 Estacas Cabernet Sauvignon 2011. Dlaczego – bo degustowane do burgerów w trakcie spotkania z blogerami okazało się dobrym towarzyszem do tych właśnie potraw. Wino nie ma ekscytującego nosa, a silne nuty czerwonej porzeczki połączonej z wanilią z dębowych beczek, w których leżakowało, powinny w teorii nie pasować do ciężkich burgerów. Prawda okazała się zupełnie inna – wino znakomicie łączy się z tłustymi (oj tak) wołowymi burgerami poprzez swoją sporą kwasowość (acz zbalansowaną intensywnym owocowym smakiem) oraz papryczany finisz.

A co mnie najbardziej zaskoczyło? Cena. Wino za niespełna 19 zł w sklepie z winami to raczej rzadkość. Fakt, przecenione z ponad 40 zł, ale przecena całkiem pokaźna. Dla tych, którzy na najbliższy lub następny weekend szykują grilla będzie dobrym rozwiązaniem.

Wino zakupione w sklepie darwina na warszawskich Kabatach.

2 Estacas Cabernet Sauvignon