Spanish Palate El Volquete Verdejo 2017

Wina ze szczepu verdejo najczęściej kojarzą się z regionem Rueda. Ten w sumie zadziwiający region winiarski, sąsiadujący z jednej strony z Toro, z drugiej zaś z Cigales i Ribera del Duero, obejmuje głównie producentów win białych, którzy jakby nie przyjmują do wiadomości, że nad rzeką Duero (po stronie portugalskiej Douro) produkuje się głównie wina czerwone.

Spanish Palate El Volquete Verdejo 2017 to wino ze szczepu verdejo, ale z regionu Castilla LaMancha. Można by wręcz powiedzieć – ze środka Hiszpanii – z tym, że środek jest olbrzymi i wino może być to prawie z dowolnej części tego regionu. Regionu znanego dotychczas głównie z masowej produkcji win, wręcz fabrycznymi metodami.

Że to się zmienia najlepszym dowodem jest to wino właśnie. Klasyczne cytrusowe nuty verdejo łączą z delikatnością i elegancją smaku, delikatnej kwasowości i długości. Wszystkim tym, którzy w hiszpańskich winach szukają rozbuchanych aromatów wino to serdecznie odradzam. Jest delikatne, wysublimowane, bardziej do kuchni francuskiej, niż śródziemnomorskiej.

Wino dobre, otrzymane od Przystanek wino/Paryska 28. Serwowane do ryby zapiekanej w warzywach z brokułami (zdrowa kuchnia) sprawdziło się znakomicie.

Jerzy Moskała

Advertisements
Spanish Palate El Volquete Verdejo 2017

Kotleciki cielęce i Borsao Campo de Borja Garnacha Selección 2017

Na ogólnym poziomie zasady łączenia potraw z winami mówią nam, że białe mięsa powinno łączyć się z winami białymi. Jestem silnym zwolennikiem win czerwonych i w związku z tym niejednokrotnie staram się te zasady modyfikować, a wyznaczone granice przesuwać.

IMG_20190210_160459.jpg
Kotleciki cielęce z ziemniakami i nieśmiertelną marchewką z groszkiem

Tak też było z kotlecikami z cielęciny – klasycznym daniu kuchni nie tylko polskiej, gdzie delikatnie panierowane mięso powinno być jedynie na szybko obsmażone z obu stron, następnie zaś powinno pojawić się na stole. Tu znacznie miały również dodatki typowe dla polskiej kuchni – ziemniaki (w tym przypadku leko obsmażone z mięsem) oraz marchewka z groszkiem. Wiem, wiem – warzywo przypominające stołówkę w szkole podstawowej i po wielokroć wyśmiewane przez mistrza Makłowicza – tu jednak znakomicie pasujące do tego mięsa.

No dobrze – ale co z winem? W myślach moich starałem się powiązać smaki i aromaty cielęciny z winem czerwonym i wybór mój padł na wino ze szczepu garnacha – lekkie, owocowe, mogące połączyć się z taką potrawą.

IMG_20190210_160126.jpg
Borsao Campo de Borja Garnacha Selección 2017

Z czeluści piwnicznych wyciagnąłem Borsao Campo de Borja Garnacha Selección 2017 – wino, które znałem z degustacji w ursynowskim Auchan, gdzie głównie urzekło mnie swoją lekkością i owocowością. I to są kluczowe atuty tego wina, bo nie uświadczysz w nim ani jakichkolwiek znamion dojrzewania w beczce czy w butelce – po prostu czysta, owocowa przyjemność z delikatną chropowatą taniną w tle i średnią kwasowości.

Wino niezwykle przyjemne w piciu, gdzie jedna butelka szybko się kończy i natychmiast sięgasz po następną. Nie szukaj tu bogactwa aromatów – raczej wiejska prostota i radość z degustowania.

Wino okazało się jednak trochę zbyt przytłaczające dla moich kotlecików. Zarówno ciało jak i owocowość była zbyt rozbuchana – to wino zaczynało dominować nad potrawą! Ale ostatecznie nie było tak źle – dla wiernych zwolenników win czerwonych to całkiem udane rozwiązanie problemu: Co do potrawy z cielęciny (kurczaka czy perliczki) jeśli nie wino białe?

Wino dobre. Zakup własny w Auchan. Cena ok. 30 zł

Jerzy Moskała

Kotleciki cielęce i Borsao Campo de Borja Garnacha Selección 2017

Wino na weekend – Botas De Barro Dirty Boots Ribera del Duero Tempranillo 2016

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się/zastanawiałaś się ile par butów jest zużywanych w winnicy dla produkcji tego wina? Napis ten na kontretykiecie wina od producenta Bodega Coop San Andres z siedzibą w Zazuar, Burgos, na wschód od Aranda de Duero pokazuje intencje producentów – pokazać wysiłek całych generacji miejscowych producentów w troskę o winne krzewy i produkowane z nich wino.

Botas De Barro Dirty Boots Ribera del Duero Tempranillo 2016 to wino z serii oznaczonej różnymi kolorami i różnie zużytymi butami z różnych regionów Hiszpanii. Mamy i Toro i Almensa (o tym winie już pisałem tutaj), ale mamy i Ribera del Duero – region znany i szanowany, a przed laty nawet niezwykle popularny swoimi nowoczesnymi winami.

To wino to oczywiście 100% tempranillo z krzewów rosnących wysoko, 850 m.n.p.m. Zbiór ręczny, dojrzewanie przez 4 miesiące w beczkach z dębu amerykańskiego dało oczywiście ciekawe połączenie koncentracji oraz aromatów odbeczkowych. Nuty czarnych i czerwonych owoców, oczywista widoczna wanilia i nieco czekolady. Silny owocowy smak, średnia kwasowość i nieźle zintegrowane miękkie taniny dało wino bardzo przyjazne w odbiorze. Trochę popowe, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa.

Zaserwowane do połędwiczek wieprzowych sprawdziło się znakomicie, podobnie jak do deski serów. Wino naprawdę dobre. Dostępne w Przystanek wino/Paryska 28.

Jerzy Moskała

 

Wino na weekend – Botas De Barro Dirty Boots Ribera del Duero Tempranillo 2016

Gulasz węgierski i Weninger Sopron 2014

Z wyprawy do Miskolca przywiozłem sporo papryki w proszku, kupowanej metodą: patrz, co kupują “lokalsi”. I naszło mnie na węgierską klasykę – gulasz z czerwonym winem. Oczywiście gulasz węgierski w wersji polskiej, bo jak powszechnie wiadomo Węgrzy swój gulasz przygotowują w postaci gorącej sycącej zupy, Polacy zaś w wersji gęstej potrawki dla drugiego dania.

IMG_20190203_160328.jpg

W polskich przepisach na gulasz bardzo często pojawia się wieprzowina. Wydaje mi się to raczej pokłosiem lat 90-tych, gdzie tania polska wieprzowina wypierała oryginalne mięso z wielu dań, m.in. z gulaszu czy bogracza. Ja postarałem się wołowinę – kawałki nieco przerośnięte tłuszczem. Samo mięso smażyłem też nieco inaczej niż na Węgrzech się smaży – nie na smalcu z wieprza, tylko gęsim. Do tego w miejsce kluseczek arcypolski pęczak i warzywa. W samym gulaszu uwzględniłem drobną fasolkę oraz pieczarki – te drugie niestety rozpadły mi się dość szybko.

Kluczem potrawy jest zdecydowanie sam sos na bazie cebuli (nie dodałem czosnku tym razem) oraz dużych ilości pięknej czerwonej papryki z Węgier. Do tego maźnięcie koncentratem pomidorowym (leciutkie, jedynie by podpić smak papryki w sosie) i całość osiągnęła odpowiedni smak. Uwaga – wcale nie szedłem na specjalnie ostro – potrawa była jedynie lekko pikantna.

Sopron.jpg

Do tego rzecz jasna węgierskie wino – postawiłem na podstawowe wino od Weningera – Sopron 2014. To wino z połączenia trzech szczepów – merlot, syrah i cabernet sauvignon. Trudno w tym przypadku mówić o odmianach endemicznych – typowa międzynarodówka. Ale choć szczepy te rosną od Chile, przez USA, Europę i RPA po Australię, to ze wzgórz nad jeziorem Fertő dały wino o przyjemnych nutach czerwonych owoców, ciekawej mineralności i, co ważne, lekkich nutach pikantnych. I właśnie ta pikanteria wspaniale mi zawspółgrała z potrawą.

Wino jako rzekłem przywiezione z Miskolca, z lokalnego Auchan. Półka win wegierskich jest tam wielkości półek ze wszystkimi  winami czerwonymi w polskich Auchan -może więc przyprawić o zawrót głowy. I tak – są to najczęściej wina podstawowe od węgierskich producentów, ale nawet takie pokazują potencjał takowych. Potencjał trochę nam nieznany z bikaverów okupujących półki supermarketów w Polsce.

Całość mi wyszła wyjątkowo pysznie i na przyszłość do gulaszu tylko wino z Węgier.

Wino dobre. Zakup własny. Cena ok. 27 zł.

Jerzy Moskała

 

Gulasz węgierski i Weninger Sopron 2014

100 lat, Premiers crus i stare krzewy

Życzenia 100 lat po wielokroć powielały się na moim profilu facebookowych i na szczęście było to rzeczywiście w dniu moich urodzin. Prawidłowe wprowadzenie daty na profilu zaowocowało życzeniami osób “zafrendowanych”, które momentami przybrało formę wezbranej rzeki życzeń. To przyjemnie, choć wiedziałem, że za chwilę fala opadnie, a życzenia, bardzo miłe, przypomną mi o LICZBIE. Po przejściu “smugi cienia” dla mężczyzny ta LICZBA to nieustanne przypomnienie o zbliżającej się starości. Tik – tak, tik – tak … Nadchodzi. Ponoć starość charakteryzuje sie tym, że w miejsce wyjścia na imprezę jubilat wybiera pozostanie w domu. Co i ja uczyniłem wybierając w miejsce znakomitej niewątpliwie degustacji sherry w moim ulubionym winnym barze nad Wisłą dobry film i dobrą butelkę. Choć nie sherry, to z tego samego kraju.

Filmu Premier crus, choć już kilkuletni, nie miałem okazji wczesniej obejrzeć. Nawet, jeśli oceniał go Piotr w serwisie Z winem do kina,  to jakoś mi on umknął. Zaprosiłem więc kino do domu i idąc za wskazówkami kolegów z Powinowaci obejrzałem przez internet. Tu starość też pukała do drzwi w osobie François Maréchal, głowy rodziny, Jakże rozumiałem jego rezygnację i brak nadziei, choć z drugiej strony jej nie podzielałem. Czy jest zatem dla mnie może jeszcze szansa? Z kolei główny bohater – Charlie Maréchal – to postać mocno uproszczona, ale jakże wspaniała. Bo przejście od sommeliera do producenta burgunda wydaje sie jadnak sporym wyczynem. To trochę takie hollywoodzkie, nawet, jeśli jest się synem takowego producenta. Wspaniałe sceny, gdzie w jednej mknie swoim sportowym BMW do 180 metrowego apartamentu z widokiem na wieżę Eiffla, a tam już czeka na niego jego asystenka – zawsze chętna i gotowa – zaś kilka scen dalej orze w konia w winnicy swego ojca zrobily na mnie wrażenie. Widać Francuz z Burgundii już taki jest. Jak w scenie, gdzie z ojcem i szwagrem rozmawiają z krawaciarzami z Bordeaux, a sami wyglądają, jakby się przed chwila wychynęli gdzieś z chałup w Siedmiogrodzie. Ale w Burgundii ponoć juz tak jest.

IMG_20190202_123827.jpg
Botas de Barro Dirty Boots Almansa 2016

Do filmu wino – absolutnie nie burgund, nawet nie pinot noir, ale stare krzewy Alicante Bouschet. Botas de Barro – Dirty Boots – Almansa 2016 – wino ze starych krzewów, co najmniej trzydziestoletnich, choć jak popijałem je sobie do filmu, wydawały mi się równolatkami. Wino z lokalnej nazwy szczepu – Garnacha Tintorera – z DO Almansa było niezwykłe – dojrzałe, subtelne, o aromatach porzeczki i jeżyn. Cztery miesiące dojrzewania w beczkach z dębu francuskiego dało mu lekkie nuty kawowei przyjemnie zaokrągliło wino. Wino długie, do delikatnych serów (u mnie to były polskie sery – Szafir i kaszubski), z lekka kontemplacyjne. Wino dostępne w Przystanek wino/Paryska 28.

Razem z filmem wprowadzało w miły nastrój piękna i harmonii – ludzi i wina. I tylko ta myśl, która z obrazków Joe Monster snuła się za mną – rozmowa dwóch przyjaciół:

  • Jak tam?
  • Jak zwykle: Coraz mniej radości, czasu i sił. Coraz więcej smutku i gnoju, a i otchłań z każdym dniem coraz bliżej …
  • Wiesz, pytanie było raczej grzecznościowe.
  • Za to odpowiedź – szczera.

Jerzy Moskała

 

 

100 lat, Premiers crus i stare krzewy

Wino na weekend – Heimann Pince Szekszárd Kékfrankos 2016

Choć Węgry jest jednym z najbliższych Polsce krajów winnych – zarówno ze względów geograficznych, jak i historycznych – to wiedza przeciętnego Polaka w odniesieniu do win węgierskich ogranicza się często do tokaju i egri bikavera. A przecież bogactwo i różnorodność win wegierskich daje winopijcom nie tylko możliwości doboru rodzaju wina według własnych preferencji, ale po zbudowaniu tychże możliwość eksploracji i poszukiwania następnych win. Takie podejście powinno służyć nam do oderwania się od najbliżej nam połozonych regionów – Eger i Tokaj – i skierowaniu naszego wzroku na południe Węgier, w tym przypadku do Szekszárd.

To bodaj najstarszy region winiarski na Węgrzech, gdzie uprawę winnych krzewów i produkcję wina prowadzili jeszcze Celtowie i to przed rzymskim podbojem, a zatem prawie 2000 lat temu. Po latach zawieruch region odżył i stał się ważny dla całych Węgier dopiero po zrzuceniu jarzma tureckiego w XVIII wieku. Wtedy to osadnicy z Niemiec sprowadzili sadzonki i techniki winiarskie powoli odtwarzając produkcję wina w tym regionie. Stąd uprawa nie tylko autochtonicznych odmian jak kadarka czy kékfrankos, ale również szczepów międzynarodowych jak cabernet sauvignon, cabernet franc,  merlot, syrah. Co ciekawe jest drugim obok Egeru regionem z prawem do używania nazwy “bycza krew” (Szekszárdi Bikavér), choć w przypadku tych win są one oparte głównie na kadarce.

Heimann Pince Szekszárd Kékfrankos 2016 to podstawowe, choć całkiem przyjemne wino od tego producenta. W kolorze ciemna czerwień z nutami granatu. W zapachu przyjemne nuty owoców – wiśnie i jezyny – oraz ziół. W smaku lekkie, choć jednocześnie skoncentrowane, dojrzałe owoce współgrają ze średnia kwasowościa i miękkimi taninami. Całość zaskakująco lekka, choć skoncentrowana, całkiem przyjemna w smaku.

Wino dobre. Zakup własny w cenie ok 27 zł. W Auchan. W Miskolcu.

Jerzy Moskała

Wino na weekend – Heimann Pince Szekszárd Kékfrankos 2016

Iselen

Minimalizm jest w swej istocie bardzo przyjemny, chyba, że dotyczy kontretykiety na butelce wina. Wtedy może być z lekka wnerwiający, bo czasem trudno się domyśleć, co tak naprawdę za chwilę wypijemy. Trochę tak jest i z winem Iselen, chwalącym się, że jest produktem hiszpańskim i w sumie nic ponadto. Można domyślać się,  że jest kupażem kilku szczepów, można domyślać się, że z rocznika 2017, ale domysły możemy zostawić innym, bo jest kilka faktów, które za tym winem przemawiają.

Bo, jeśli jesteś miłosnikiem win wyrazistych i o silnych aromatach odbeczkowych – to wino dla Ciebie. Emanuje nutami wiśniowymi, waniliowymi, z lekka jagodowymi i czekoladowymi. W smaku jest niezwykle przystępne – ponętna owocowość, średnia kwasowość, wino niezwykle pijalne. Za tą ekspresją nie idzie jednak żadna złożoność, taniny są miękkie i niewymagające – wino można pić samo, jak i w towarzystwie lekkich przekąsek.

To niezłe wino, które na pewno spodoba się miłośnikom win z silnymi akcentami dojrzewania w beczkach, szczególnie z dębu amerykańskiego, jak również tych, którzy w aromatach poszukują nut wisniowych.

Wino dostępne w Przystanek Wino/Paryska 28.

Jerzy Moskała

Iselen