SEN Heavy Wood Dereń

To zadziwiające, jak bardzo zapomnieliśmy dziś o owocach, niegdyś tak popularnych w naszych domach. Jarzębina, aronia, czy dereń właśnie wracają powoli do łask po latach zapomnienia. Wszystkie te owoce łączą wspólne cechy – silny smak połączony z gorzkimi aromatami. Ale jednocześnie właściwości zdrowotne, które nasi przodkowie wykorzystywani ekstrahując je z owoców w postaci soku, następnie konserwowanym alkoholem. Stąd nalewki z jarzębiny czy derenia były w domach naszych przodków naturalnym i leczniczym trunkiem.

Dereń jest bogaty w taniny, polifenole, kwasy organiczne, witaminę C i antocyjany. Ale przede wszystkim w żelazo, więc stanowi znakomity środek do leczenia dolegliwości takich jak anemia czy choroby nerek. Działa też zapobiegawczo na choroby układu krążenia oraz raka.

SEN Heavy Wood to nalewka wytwarzana na owocach derenia. Świeże owoce są prasowane, zaś ich sok stanowi podstawę do wyprodukowania w gąsiorach nalewki. Nalewki, która później trafia do numerowanych butelek.

SEN Heavy Wood to nalewka o silnych owocowych aromatach. Obok alkoholu, co jest oczywiste, w końcu nalewka ma 40% moc, pojawiają się nuty malin, fig, a nawet mandarynek. Co ciekawe pojawiają się również nuty drewniane, nadając nalewce delikatne chropowate cechy.

A w smaku – silne nuty owoców połączonych z alkoholem. Napój jest więc silnie owocowy z lekka nutką goryczy, co jest w nim nawet przyjemne. Raczej jako podsumowanie posiłku, choć i jako starter przed cięższymi potrawami dałby sobie radę.

To jest mój sen …. śpiewała Edyta Bartosiewicz. A ten jest mój.

Nalewka dostępna w restauracjach i sklepach specjalistycznych.

Jerzy Moskała

Advertisements
SEN Heavy Wood Dereń

Wino na weekend – Domainesvinsmoselle Côtes de Grevenmacher Elbling 2016

— Proszę, panie kolego, to jest lekkie wino mszalne — mówił Katz — wysokiego gatunku riesling. Przypomina w smaku mozelskie.
Ten fragment powieści o niezwykle dzielnym wojaku Szwejku, autorstwa Jaroslava Haška, wprowadził mnie mentalnie w winiarstwo mozelskie. Mentalnie, czyli intelektualnie, czyli teoretycznie, co w przypadku Oberfeldkurata Katza oraz innych bohaterów powieści tego jakże popularnego w Polsce czeskiego pisarza, było absolutnie nie na miejscu. W czasach szczytu popularności powieści o Szwejku, który dla Polaków nie tylko stał się uosobieniem czeskiej bitności (a może raczej czeskiej “bitności”), całe pokolenia wyedukowane zostały nie tylko o Cesarstwie Austro-Węgierskim i Cesarzu Franciszku Józefie w szczególności (tego, co go muchy obsrały), ale również o trunkach z tego czasu. No i nawet wszedł do żargonu wojskowego Ludowego Wojska Polskiego termin “szwej”, na określenie pewnego rodzaju żołnierzy. A co do wina – tamtym czasie dostęp do rieslingów może i był, ale tych produkowanych w NRD (często z niewiadomych gron, bo kto by się drobiazgami przejmował), a kwasowość ich mogła jedynie konkurować z ich cienkością. Za to o prawdziwych winach mozelskich można było zapomnieć.

Dziś po latach można nadrabiać utracony w młodości czas i delektować się winami nie tylko z Czech czy Austrii (a takie zapewne pijał rzeczony Oberfeldkurat), ale i znad samej Mozeli. Okazuje się, że gruboskórny i kompletnie wyzuty z moralności Katz miał jednak niezłego nosa i delikatny smak.

Domainesvinsmoselle Côtes de Grevenmacher Elbling 2016 to średnia półka tego luksemburskiego producenta. W kolorze niezwykle jasne wino, które w kieliszku prawie w ogólnie nie nabiera barw żółtych, słomkowych, czy nawet szarych. W zapachu wino daje przyjemne aromaty owocowe i mineralne, bardzo delikatne, które jednak przyjemnie się otwierają po jakiś 5 minutach. W smaku pierwsze wrażenie to silna owocowość połączona z kwasowością. Wino jednak otwierając się wypełnia, kwasowość spada, na drugi plan po owocowości wychodzi mineralność, która daje winu przyjemny finisz.

O nie – dzielny wojak Szwejk na pewno nie doceniłby tego wina. Ale czemuż się dziwić – wszak to był koneser piwa. Ale już zdeprawowany do cna Oberfeldkurat Katz z pewnością zamlaskałby degustując to wino.

Wino dobre. Dostępne w Przystanek Wino/Paryska 28.

Jerzy Moskała

 

Wino na weekend – Domainesvinsmoselle Côtes de Grevenmacher Elbling 2016

SEN Deep Noir Czeremcha

Pewne rzeczy wydają się być nieuchronne. Jak śmierć i podatki. Jak oddychanie i jedzenie. Jak miłość i nienawiść. I jak SEN.

Sen to nalewka. Zajęcie się się nalewkami na tym blogu było jedynie kwestią czasu, bo w końcu jest to blog o winnych okolicach, a nalewki świetnie się tam lokują. Zaś Nalevka Polska dostarcza nie jakieś zwykłe nalewki – dostarcza zmysłowe nalewki.

About senses – podtytuł dla nalewek chyba najlepiej obrazuje cel produktu – odwołanie się do zmysłów, do zapachu i smaku. Może jeszcze do tego trzeciego zmysłu – wrażenia. Pamięci pozostającej po nalewce. I jest to dokładnie tak jak w winie, tak jak w mocnych trunkach jak whisky czy koniak. Bo taki ma być SEN.

Produkcja nalewek w Nalevka Polska jest prowadzona w sposób tradycyjny. Owoce zbierane na wiejskich lub leśnych terenach lubelszczyzny lub podkarpakiego zwożone są do manufaktury (tak, tak – nie fabryki czy fabryczki, lecz manufaktury) w Lublinie, gdzie w procesie przetworzenia dają silnie owocowy półprodukt, do którego dolewany jest spirytus zbożowy. Później jest czas dojrzewania. Całość produkcji odbywa się w gąsiorach i bardziej przypomina domową wytwornię niż fabrykę. Efekt jest zlewany do numerowanych butelek. A co w butelce?

SEN Deep Noir to nalewka z czeremchy. Pita z kieliszków używanych do grappy ujawnia swoje niezwykle interesujące cechy. W zapachu, mimo alkoholu (nalewka ma 40% mocy), wyraźne są nuty nie tylko owoców, w tym przypadku wiśni, ale również migdałów i orzechów. W smaku czuć wyraźnie owoc połączony z alkoholem, który z racji mocy jest rozgrzewający. Całość rozlewa się na języku dając klasyczny efekt – mniam.

Oczywiście, to nie jest napój do picia w dużych ilościach, nie temu służy. Ma raczej za zadanie uświetnić kolację, gdzie podany na koniec nie tylko wspomaga proces trawienia, ale jest też sam w sobie przyjemnością. Tak się go serwuje w restauracjach np. Butchery & Wine w Warszawie. Jednak warto pamiętać, że nalewki w dawnej Polsce miały też inne zadanie. Pite przed obiadem lub kolacją (w zastępstwie wódki) pobudzały soki trawienne pozwalając naszemu organizmowi łatwiej zmagać się z nadchodzącymi wyzwaniami.

To jest naprawdę dobra nalewka. Można szukać jej w restauracjach i specjalistycznych sklepach.

Jerzy Moskała

SEN Deep Noir Czeremcha

Wino na weekend – Bodegas Nodus Estás en la Parra… CHAVAL

Wino dobrane do meczu Portugalia vs Hiszpania. W sumie powinny być może dwa – po jednym na każda połowę, ale jakoś pod ręka znalazł się tylko ten bobal i jakoś tak się prosił…. Nie miałem serca mu odmówić.

Czemu wino na weekend? Bo w weekend będą kolejne mecze, a coś do tych meczów trzeba kosztować. Wino wydaje się najciekawsze, bo w końcu piłka z krajów winnych wychodzi najlepiej. Co było widać.

Bodegas Nodus Estás en la Parra… CHAVAL to wino ekologiczne wtworzone w 100% ze szczepu bobal. No tak – mało winopijców słyszało o takim szczepie, ale jest takowy, rośnie sobie głównie w regionie Walencja. Kiedyś dawał głównie wina pospolite, ale ostatnio, kiedy wróciła moda na wina o silnych nutach owocowych i stosunkowo prostych w odbiorze (czyli więcej owocu – mniej kompleksowości) bobal powoli staje się coraz bardziej popularny. Chaval to wino o ciemnym kolorze wiśni. Ale w zapachu już tej wiśni nie uświadczysz – pojawiają się nuty owoców leśnych (jeżyny, przechodzące później nieco w jagody), ściółki, może trochę malin. Warto wino zdekantować, bo początkowo alkohol w zapachu jest zbyt dominujący. Na szczęście gdzieś w połowie pierwszej połowy zanika.

W smaku dominujący jest owoc, ale w tle pojawia się kwasowość, średnio intensywna, oraz miękkie, ładnie ułożone taniny. Wino średniej długości i średniej ciężkości, ale całkiem przyjemne.

Ciekawostką jest to, że nuty owocowe w tym winie sa dość zimne i w żaden sposób nie przypominają typowych wysłonecznionych win hiszpańskich. Może to cecha szczepu, może wysokości upraw. Wino zdatne do serów i dojrzewających wędlin. Może i do tapasów, ale nie umiem robić.

Wino dobre. Zakup własny w Winestory.

Jerzy Moskała

 

Wino na weekend – Bodegas Nodus Estás en la Parra… CHAVAL

Frankovka Modrá do schabu i młodej kapusty

Obok morawskich słowackie wina są produkowane najbliżej granic Polski. No, może jeszcze na Saksonii produkują wina, ale to głównie Morawy ostatnio stają się wśród polskich turystów, również enoturystów, coraz modniejsze. Słowackie wina są nieco przyćmione ofertą silniejszego sąsiada, choć są one jakościowo i cenowo zbliżone. Korzystając z okazji wypadu do Krynicy zaopatrzyłem się w kilka butelek takich win po stronie słowackiej z myślą o tym, by wypróbować, na ile są ciekawe. Samo próbowanie odłożyłem na okres letni – są to w końcu wina o sporej kwasowości. W końcu to winiarska północ Europy.

Na pierwszy ogień poszło wino ze szczepu frankovka modrá – Vinum Nitraense Frankovka Modra Selection 2016. Frankovka modrá czyli kékfrankos, lemberger, frankovka, czy wreszcie blaufränkisch – klasyczny szczep winnej latorośli uprawiany w Środkowo-Wschodniej Europie. Wina z regionu Nitra są dość popularne na półkach marketów w cenach ok. 4 euro, a zatem zupełna podstawa.

Wino na pierwszy rzut wypadło słabo – owszem jest owocowość czerwonych owoców, głównie wiśni, ale natychmiast przechodzi w dominująca kwasowość, resztkowe taniny pojawiają się gdzieś mocno w tle. Niby nie ma w sumie o czym pisać, ale ….

… ale wino zaserwowałem do klasyki polskiej kuchni – schabowy z młodą kapustą i ziemniakami. I zagrało. Owocowość ładnie współgrała z pomidorami w kapuście, kwasowość z mięsem. Wtedy zrozumiałem, że to ma sens – jeszcze tylko zamiany ziemniaków na knedlika…

Wino ratowała potrawa mu towarzysząca. Samo w sumie pijalne, z potrawą stało się niezłe. Zatem – jeśli więc w planach jest klasyka polskij kuchni może warto sięgnąć po wina słowackie?

Wino w zakupie własnym.

Jerzy Moskała

 

Frankovka Modrá do schabu i młodej kapusty

Wino na weekend – Vinsmoselle Rosé D’Eté Pinot Noir 2017

Ładne mamy lato wiosną tego roku. Wszystkim pragnę przypomnieć, że astronomiczne lato zacznie sie za około 2 tygodnie, a teraz mamy wiosnę. No wiosnę mieć powinniśmy, ale mamy lato. Tak to jakoś się porobiło.

Poza gromadką osób temperaturolubnych 25 stopni Celsjusza i więcej jest dla wszystkich pozostałych samym utrapieniem. Jeśli nie masz w pracy i w swoim wypasionym SUV-ie klimatyzacji to cały dzień człek poci się niczym mysz pod miotłą, a gdy wraca do rozgrzanego mieszkania to jedynym marzeniem jest ochłoda. A jak ochłoda to czyż nie najlepszym sposobem jest świeżo wyciągnięte z lodówki wino różowe?

Vinsmoselle Rosé D’Eté Pinot Noir 2017 jest takim właśnie winem – mocno orzeźwiającym, o silnych nutach owocowych balansujących sporą kwasowość. Nie dziwota – dolina Mozeli jest mocno wysunięta na północ i wina z tych terenów cechuje lekkość i kwasowość. Podobnie ten różowy pinot – choć tu dochodzą jeszcze aromaty truskawek, takich nawet silnie dojrzałych i nieco malin. Wino niezwykle przyjemnie się pije, ale uwaga – musi być silnie schłodzone!

Wino dobre. Dostępne w Przystanek Wino/Paryska 28.

Jerzy Moskała

Wino na weekend – Vinsmoselle Rosé D’Eté Pinot Noir 2017

Wino na weekend – Winnica Dwórzno Czerwone 2015

“Czy Pan, Panie Jerzy, zna się na winach?” Takie zgoła zagadkowe pytanie zadał mi kierownik projektów jednej z największych firm informatycznych w kraju. Szykowny garnitur, nienaganne maniery, duże pieniądze. A pytanie padło w takim momencie naszej konwersacji, gdy, jak to określił Osioł w Shreku, ” I wtedy zapadło takie krępujące milczenie”. “Oczywiście – odrzekłem- są białe i czerwone”. “Pan raczy żartować, Panie Jerzy…” W sumie to żartowałem – przecież są jeszcze  różowe.

Ta historia przypomniała mi się przy okazji win z Winnicy Dwórzno. Bo w końcu mają oni i białe i czerwone wino. No i różowe rzecz jasna. Ale o nim innym razem, bo to różowe to takie różowe w sumie do końca nie jest. Ale za to mają czerwone. Za polskimi winami czerwonymi raczej nie przepadałem, gdyż pierwsze wina jakich próbowałem nie były zbyt ciekawe. Ale ostatnio, za co chyba można podziękować efektowi globalnego ocieplenia, jest z nimi coraz lepiej.

Winnica Dwórzno Czerwone 2015 to wino z trzech szczepów winogron: Marechal Foch, Leon Millot i regent. Czyli szczepy hybrydowe – o hybrydach pisałem przy okazji wina białego tego producenta tutaj. Wino o dość ciemnym kolorze wpadającym w nutki fioletu. W zapachu dominują owoce leśne, zioła i wanilia. Jest też trochę alkoholu (wino ma 12 % alkoholu), ale po lekkiej dekantacji alkohol znika i wino ładnie się otwiera. W smaku intensywny owoc leśny przechodzi w sporą kwasowość. Gdzieś na końcu pojawiają się jakby drobne taniny. Wino średniej długości.

Warto je zostawić do dekantacji trochę dłużej. Ciekawie ewoluuje w zapachu i smaku w kierunku czarnych jagód. Ale nie takich współczesnych borowek amerykańskich – dawnych jagód leśnych, tych jeszcze nie do końca dojrzałych, kwasowych.

Wino chyba najepiej pasowałoby do tłustej gęsi. Ewentualnie do kaczki. Kwasowość solidna, to tłuściejsze mięsko do niego by pasowało.

Wino dobre. Otrzymane od producenta.

Jerzy Moskała

Wino na weekend – Winnica Dwórzno Czerwone 2015