Weinberg Pelješac Plavac 2016

Kolejne gorące dni coraz bardziej skłaniają nas win białych lub różowych, ale czasami aż się chce do jakiejś konkretniejszej potrawy dobrać wino czerwone. No ale nie – ani Rioja ani Nero D’Avola nie są najlepszym rozwiązaniem przy takich upałach (choć same wina pochadzą z regionów, gdzie takie temperatury są standardem), szukamy więc win lżejszych.

W ofercie Lidl obok win z Rumunii i Bułgarii prawie równolegle znalazło się wino z Chorwacji. Sygnowane jako Weinberg Pelješac Plavac 2016 pokazujenam jedynie szczep, region i rocznik. Ale to i tak całkiem dużo, więc z chęcią zaserwowałem takie wino na niedzielny obiad.

Wino w kolorze rubinowe z granatowymiprzebłyskami. W zapachu dominują nuty śliwki, skóry i nieco nut ziemnych. Trochę wyczuwalny alkohol. W smaku wino dość lekkie, ale z nieźle zbalansowaną owocowością i kwasowością oraz z bardzo drobnymi i nie narzucającymi się taninami.

Serwowany do zapiekanki z bakłażanów, w środku upalnego dnia, sprawdziło sie znakomicie.

Wino dobre. Zakup własny w Lidlu.

Jerzy Moskała

Advertisements
Weinberg Pelješac Plavac 2016

Gasnąca gwiazda Lubéron?

Miałem pisać o Maladze, ale po zakupie wina naszły mnie refleksje dotyczące siły oddziaływania współczesnego kina. Pewnie więcej na ten temat można przeczytać w serwisie Z winem do kina, ale i winneokolice czasem do kultury wyższej się odwołuje. Klasyką samą w sobie winnego oddziaływania był film Sideways (patrz tutaj) powodujący w USA realny spadek sprzedaży win ze szczepu merlot (no i wzrost sprzedaży win ze szczepu pinot noir). Ale nie trzeba szukać po drugiej stronie Atlantyku – popularny w Wielkiej Brytanii autor powieści Peter Mayle wypromował swoją książką Dobry rok region Lubéron. Sama powieść, a również późniejsza ekranizacja, kręciła się wokół wątku odziedziczenia przez klasycznego korposzczura posiadłości i winnicy w tej właśnie części Prowansji. Anglik odkrywa uroki życia sielskiego-anielskiego i osiedla się w Lubéron. Ekranizacja w wykonaniu Ridleya Scotta nieco różniła się od powieściowego pierwowzoru (dotąd nie wiem, co mi się bardziej podobało), ale w obu dziełach przekaz był identyczny – w Lubéron można znaleźć szczęście. Nie dziwota zatem, że tłumy zamożniejszych Anglików rzuciło się wykupywać tam domy, a ci, których nie było na nie stać, rzucili się wykupywać wina z tego regionu.

Popularność Lubéron przyniosła klasyczny efekt ekonomiczny – ceny win z tego regionu poszybowały tak, że w Polsce jeszcze 4 lata temu trudno było dostać dowolne wino z tego regionu poniżej 40 zł za butelkę. To jak ceny za dużo bardziej znane apelacje Côtes du Rhône Villages czy Côtes du Rhône Plan de Dieu przy winach całkiem przyjemnych, czasem wręcz uroczych, ale stosunkowo prostych. Szczególnie w porównaniu do wcześniej wzmiankowanych.

Niestety dla Lubéron Ridley Scott skupił się później w swoich produkcja na sf lub fantasy i nie opracował sequela ani prequela Dobrego roku. Może dlatego, że sam zamieszkał w Lubéron i ze zgrozą obserwował najazd swoich brytyjskich rodaków, a może włodarze tych terenów poskąpili nieco na promocję regionu, którą tak łatwo i w sumie bezpłatnie uzyskali. Dziś o Lubéron już tak się nie mówi – region tylko przypomniał o sobie w ostatnim roku poprzez jednego z négociant en vin oskarżonego o masowe podrabianie win z Côtes du Rhône i Châteauneuf du Pape.

To jest być może powodem powolnego gaśnięcia gwiazdy Lubéron, co włącznie z nadprodukcją win z tego regionu bardzo szybko odbiło się na cenach. Dziś wino z AOC Luberon dostępne jest w supermarkecie Auchan w cenie 10 zł – cenie, jakiej nie osiągają nawet anonimowe wina z Langwedocji, co jest najlepszym wskaźnikiem upadku.

Cellier du Bois Fleuri Lubéron L’Oustau di Soleï 2016, bo o nim mowa, to wino dostępne w ofercie Auchan już od ubiegłego roku. W kolorze rubionowym o dość przyjemnych nutach zapachowych – czerwone owoce i zioła – oraz lekkim, przyjemnym owocowym smaku połączonym z niezłą kwasowością i pieprznym finiszem daje nam wino przystępne, przyjemne, acz bez specjalnych ambicji. Takie wino na codzień. Pierwotnie za 15 zł – dziś za 10 zł, ale to nadal całkiem niezłe wino. Może to zasługa terroir lub użycia czterech szczepów winnych – syrah, grenache, mourvedre i cinsault. Samo wino jest dość uniwersalne – można je łączyć z większością potraw, choć i do wołowiny po prowansalsku czy bakłżanów będzie jak znalazł.

Lubéron to jak gwiazda jednego sezonu, ale może warto się tam wybrać nie tylko dla atrakcji winnych. Ponoć to uroczy region nie tylko na enoturystykę, ale na odkrywanie Prowansji jako krainy takiej, jaką ją poznali bohaterowie Dobrego roku. Pełnego słońca, spokoju, znakomitej kuchnii no i wina, rzecz jasna.

Jerzy Moskała

Gasnąca gwiazda Lubéron?

Tokaj vs tokaj

Odpytując Polaków z jakiego kraju pochodzą wina tokajskie ani chybi otrzymalibyśmy odpowiedź, że z Węgier. Oczywiście tak sie stanie w przypadku, kiedy odpytywana osoba w ogóle wie, co to są wina tokajskie. Jest to odpowiedź zdecydowanie poprawna, choć nie do końca precyzyjna, bo większość z nas zapomina, że część historycznego regionu tokajskiego leży dziś na terenach współczesnej Słowacji. Bo region winiarski Tokaj, który formalnie został ukonstytuowany w 1737, leżał w do traktatu w Trianon w 1920 roku w Królestwie Węgier, a wyłoniona po I Wojnie Światowej Słowacja była traktowana do czasów jej niepodległości jako Północne Węgry. Być może z tego powodu niepodległa Słowacja prowadzi dziś spór z Węgrami, o prawo do posługiwania się nazwą Tokaj przez część południowo-wschodniej Słowacji. Oj, nie w smak Węgrom, których duma z win tego regionu rośnie z każdym rokiem, kiedy wina te nie tylko stają się coraz lepsze, ale i cenniejsze.

IMG_1800.JPG

Niesiony ciekawością nie tylko zakupiłem w trakcie pobytu na Słowacji lokalne wino oznakowane jako tokaj, ale zdecydowałem się na porównanie tego wina z jego wegierskim odpowiednikiem. Porównanie miało mi dać przynajmnie podstawową wiedzę o różnicach w tych winach. Degustowane wina różniły się nie tylko rocznikiem (węgierskie jest z 2015, zaś słowackie z 2016), ale i do pewnego stopnia ceną. Za to podobieństwo obu to użycie tego samego szczepu, furmint oraz rzecz jasna wspólnota tej samej nazwy regionu. No i oczywiście oba wina są wytrawne.

Pojedynek winny przypomina nieco pojedynek boekserski, a zatem …

IMG_1791.JPG

…  narożniku czerwonym pojawił się reprezentant Węgier – Chateau Dereszla Tokaj Furmint 2015. Wino znane głównie ze sprzedaży w sieci Lidl, w cenie ok 20 zł (choć udało mi się je kupić na wyprzedaży znacznie taniej).

Wino w zapachu niesie przyjemne, choć wycofane aromaty żółtych owoców, mirabelek, delikatnych ziół, nieco banana.

W smaku mocny owoc i pojawiający się cukier resztkowy, co jednak w miarę nieźle jest balansowane przez wysoką kwasowość tego wina. Wyczuwalne owoce to znowy banany i śliwki, choć pojawiają się również nuty ziołowe. Finisz lekko gorzki, wino więc nadaje się nie tylko na aperitif czy szprycera, ale również do lekkich sałatek. Co ciekawe mimo rocznika widoczny jest leciutki naturalny gaz w tym winie.

IMG_1793.JPG

W narożniku niebieskim reprezentant Słowacji – Tokaj & Co Tokaj Furmint 2016. Wino wyprodukowane przez stosunkowo młodą, 18-letnią wytwórnię z miejscowości Malá Tŕňa, leżącej w historycznym obszarze Tokaju. Zakupiony na Słowacji za 4 euro jest tańszy od węgierskiego wina.

Wino o intensywnym, złotym kolorze, jakże różniącym się od wegierskiego pobratymca. W zapachu dziwnie utlenione, dominują nuty mineralne i nieco cytrusów w tle. W smaku nuty suszonych owoców, utlenienia, całkiem niezła kwasowość i średnio długi finisz. Po pewnym czasie wino sie otwiera, budzi się silniejsza owocowość, ładny balans z kwasowością.

Wino wypróbowałem do dość nietradycyjnego leczo, składającego się głównie z papryki, a nie zawierającego parówek i trzeba przyznać – sprawdziło się.

Podsumowując węgierski tokaj jest dużo bardziej nowoczesny w formie, bardziej przyswajalny. Choć nie traci on cech typowych dla apelacji – sporym poziomie cukru resztkowego przy wysokiej kwasowości, to widać ukłon w stronę współczesnych trendów.

Słowacki tokaj to chyba wspomnienie przeszłości. Utlenienie w winach to już przeszłość (oczywiście jeszcze sherry czy wina z Somlo trzymają się tej tendencji), ale nie jako wino popularne.

Reasumując – to zwarcie na punkty wygrał tokaj węgierski.

Jerzy Moskała

 

 

Tokaj vs tokaj

Tokaji Szamorodni Tesco Finest 2015

Już od kilku lat w polskim Tesco pojawia się własna marka Finest, którą oznaczone są produkty sygnowane przez tę sieć supermaketów. Z tym znakiem można kupić np. bardzo ciekawe sery, ale w przypadku win zakup produktu tej marki jest pewnego rodzaju loterią. Najczęściej zdarzają się porządne, czasem nawet ciekawe wina, ale można też trafić na słabe produkty.

Bazując na tej wiedzy z pewną taką nieśmiałością podchodziłem do tokaja samorodni w marce Tesco. Zastanawiałem się, czy wino będzie choć warte swojej ceny. A w sumie jak wypadło? Całkiem nieźle.

Tokaji Szamorodni Tesco Finest 2015 to wino w klasycznej, półlitrowej butelce. W kolorze wino jest złote, z lekkimi przebłyskami. W zapachu całkiem przyjemne – dominują nuty miodu, suszonej moreli, pojawia się także gruszka. W smaku całkiem przyjemny balans między słodyczą wina, a jego kwasowością, zakończony niestety dość ostrą końcówką. I to jest jego minus. Dodatkowo w smaku plejada nut owocowych – zielonego jabłka, miodu, gruszki oraz botrytis. Koncentracja jest niezła, choć wino wydaje się nieułożone – brakuje mu jeszcze kilku lat. To dziwne, bo wino jest z 2015 roku.

Wino całkiem przyjemne i chyba niezła oferta dla tych, którzy chcieliby spróbować tokaju, a żal im wydawać 60 zł na butelkę szamorodni. Bo cena promocyjna – 20 zł za butelkę – jest naprawdę ciekawa. Za tyle można odłożyć kilka sztuk na lata i próbować co roku buteleczkę obserwując, jak wino ewoluuje.

Wino dobre. Zakup własny w Tesco.

Jerzy Moskała

Tokaji Szamorodni Tesco Finest 2015

Degustacja w ciemności w Borpince

Degustacje w ciemno nie są rzadkością wśród winnych entuzjastów. Zdarzają się one  często w trakcie egzaminów, gdzie wiedza o winie weryfikowana jest w oparciu o wino znajdujące się w kieliszku. Również blogerzy winni bardzo często sięgają po ten sposób odgadywania i oceny wina, najczęściej jako formę rozrywki. Ale czym innym jest ocena wina nalanego do kieliszka z ukrytej butelki, gdzie wino można oceniać wszystkimi zmysłami, a czym innym jest degustacja wina znajdując się w całkowitej ciemności, gdzie można polegać jedynie na dwóch zmysłach – zapachu i smaku.

IMG_20180802_180056.jpg

Firma Wyjątkowy prezent we współpracy ze znaną warszawską restauracją Borpince oferuje możliwość skorzystania z degustacji win w całkowitych ciemnościach. W specjalnie wydzielonej sali restauracyjnej w piwnicach domu przy ulicy Zgoda 1, za kotarami separującymi resztki światła, wpadającego z sąsiednich pomieszczeń, w całkowitej ciemności można delektować się winem i towarzyszącymi mu przekąskami. Obsługa jest wyposażona w gogle na podczerwień, więc nie ma mowy o rozlewaniu wina czy wywracaniu talerzy. Ale sami klienci muszą już samodzielnie, acz zgodnie z instrukcjami, znajdować na stole kieliszki i talerzyki i z nich korzystać.

IMG_20180802_180239.jpg

To niezwykłe przeżycie kulinarne, bo wyłączenie zmysłu wzroku, tak naturalnego u zdrowego człowieka, początkowo powoduje dezorientację, również przy próbowaniu wina. Ale już po kilkunastu minutach pozostałe dwa zmysły się wyostrzją na tyle, że możliwe jest skoncentrowanie ich na smakach i aromatach serwowanych napojów. Choć trochę zaskakujące to bardzo ciekawe przeżycie pokazujące, jak wiele w degustowanych winach można odnaleźć skupiając się jedynie na ich smakach i zapachach, całkowicie pomijając widok.

IMG_20180802_180124.jpg

W trakcie degustacji w ciemnościach serwowane były rzecz jasna wina węgierskie. Co ciekawe mimo początkowych obaw istniała możliwość rozróżnienia wina białego od czerwonego (różowego nie serwowano) tylko bazując na jego cechach. Pierwsze dwa serwowane wina oraz ostatnie były winami białymi, przy czym jako drugie serwowano wytrawny Aranymetszés Badacsonyi Olaszrizling 2017 – wino o solidnym ciele, mocnej wytrywności i nutach migdałowych, jakby stworzone do cięższych i wymagających potraw. Trochę za mało schłodzone w trakcie degustacji świetnie komponowało się z plastrem miodu, serwowanym jako przekąska do tego wina, gdzie nuty naturalnej miodowej słodyczy i silnej wytrawności wina zlewały się w przyjemną kombinację smaków i aromatów.

Ciekawe, że wino to nie tylko łatwo było zidentyfikować jako białe, ale chyba lepiej się prezentowało bez oceny wizualnej. Choć nie do końca jestem w stanie określić dlaczego.

IMG_20180802_180206.jpg

Innym bardzo ciekawym winem było serwowane jako czwarte – Bock la’Bor. To wino ze szczepu cabernet franc wyprodukowane przez Jozsefa Bocka – znanego producenta win z Villany, którego wina są nie tylko obecne, ale i bardzo popularne w Polsce – zostało ono stworzone właśnie z myślą o restauracji Borpince.

Wino czerwone, o mocnych, złożonych aromatach czerwonych owoców, ziół, nu warzywnych, ziemistych oraz delikatnym zapachem wanilli,jest w smaku niezwykle dojrzałe i przyjemne, dobrze zbalansowane o długim finiszu. Serwowane w kieliszku w całkowitej ciemności kusi swoimi aromatami i przyjemnym smakiem. W towarzystwie tradycyjnej węgierskiej kiełbasy salami – zarówno przygotowanej w wersji łagodnej, jak i ostrej – pokazało całość swojego uroku, czarując podniebienie i kubki smakowe. Tak, to była głębia węgierskiego wina. Zdecydowanie.

IMG_20180802_180044.jpg

Klasą samą w sobie był serwowany na koniec tokaj samorodni, który jest charakterystycznym znakiem rozpoznawczym Węgier. Tu naprawdę solidnej klasy, pozwalający zwieńczyć ten wieczór w niezwykły sposób.

 

Degustacja w ciemnościach jest niezwykłym przeżyciem dla osób na codzień psługujących się wzrokiem. Odbiór wina jest zdecydowanie inny i chyba można mocniej skupić się na aromatach i smakach degustowanych napoajó i towarzyszących im dań. Jeśli dodać do tego wysoki poziom samych win – przeżycie jest niezwykle przyjemne.

Jerzy Moskała

IMG_20180802_180239.jpg

 

Degustacja w ciemności w Borpince

Mandato Cannonau di Sardegna 2016

W sumie w tym winie największą ciekawostka jest to, że się w ogóle pojawiło. Do niedawna wina z Sardynii pojawiały się jedynie w sklepach wyspecjalizowanych i siłą rzeczy – były raczej drogie. Co nie dziwota – wina z Sardynii raczej cechowały się wysoką jakością, a za to trzeba płacić.

Mandato Cannonau di Sardegna 2016 pojawiło się na półkach Biedronki sygnowane przez dużego włoskiego producenta – EnoItalia. A jak duże koncerny zaczynają wchodzić na rynek to często cierpi na tym jakość. I fakt – to wino nie jest specjalnie wysokiej klasy. Ale w relacji do ceny (zakupiłem za 17 zł – chyba jakaś przecena była) to była naprawdę ciekawa oferta.

Wino w kolorze dość klasycznym – ciemnej czerwieni. W zapachu dominują aromaty ciemnych owoców oraz nieco konfitur. Nie, ale nie jest przegrzane, szczególnie w smaku okazuje się dość lekkie, mocno owocowe, ale i z niezłą kwasowością. I jest naprawdę długie, z miękkimi, drobnymi taninami na finiszu. Jak na wino w tej cenie i z dyskonta – nieźle, naprawdę nieźle.

Spożyte do serów miękkich i twardych sprawdziło się znakomicie.

Wino niezłe. Zakup własny.

Jerzy Moskała

Mandato Cannonau di Sardegna 2016

Wina z Rumunii i Bułgarii w Lidlu

Kompletnie zaskakującym jest fakt, że oto w warszawskiej restauracji Dyletanci, znanej nie tylko ze znakomitej kuchnii, ale również win, odbyła się w ostatni czwartek degustacja win. Win z dyskontu. Win z być może najmniej poważanych krajów winiarskich w Europie – Rumunii i Bułgarii. Można by przywołać Cycerona krzyczącego na upadek wszelaki: O tempora, o mores!, ale okazuje się, że Lidl i jego projekt WinnicaLidla nie tylko wychodzą z klasycznych ram dyskontowych (tanio i dużo), na rzecz win ambitniejszych, ale też się tym chwalą. Czyżby zmiana targetu? No bo jeśli degustowanych 29 win tylko 7 było w cenie poniżej 20 zł (czasem o 1 grosz poniżej), a najdroższe wino było w cenie 80 złotych to oznacza, że zarówno producenci, jak i Lidl celuje z tymi winami w zupełnie inny typ klientów. Ale zasadnicze pytanie brzmi: Czy za tymi cenami w ofercie szła jakość? Poniżej zestaw win ocenianych przeze mnie w trakcie samej degustacji nie tylko najwyżej, ale i gdzie relacja ceny do jakości jest według mnie jak najbardziej prawidłowa.

Vila Dobruşa “Avincis” Crâmpoşie Selecţionatâ, Drăgăşani Oltenia DOC 2017

6803073-Avincis-Cramposie-Selectionata.png

Crâmpoşie Selecţionată to endemiczny szczep regionu Drăgăşani w apelacji Oltenia. Ten region położony na południowym zachodzie Rumunii sąsiaduje bezpośrednio z Bułgarią i Serbią. I jest jednym z ciekawszych regionów dla win czerwonych. Ale okazuje się, że i białe wino może stać się tam znakomitym produktem eksportowym.

Vila Dobruşa “Avincis” Crâmpoşie Selecţionatâ, Drăgăşani Oltenia DOC 2017 to wino o jasnym, słomkowym kolorze i sporej przejrzystości. W zapachu dominują nuty dojrzałych owoców: ananasa, mango i melona. W smaku bardzo przyjemna równowaga owocowości i kwasowości. Finisz niezwykle długi i przyjemny, co pokazuje jakość tego wina. Naprawdę znakomite, przyjemnie łączyło się z serwowanymi przez restaurację sałatkami.

Cena 45 zł wcale nie szokuje.

Târnave Jidvei  “Maria” Fetească Albă Transylwania DOC 2016
6803557-Fetească-Albă,-Maria,-Târnave-Jidvei-DOC.png

Z Oltenii skok po świeższe wina na północ Rumunii, do Trasylwanii. Târnave Jidvei to spory producent, który na 2,5 tys ha (ponoć największa winnica w Rumunii) uprawia lokalne i międzynarodowe szczepy winnej latorośli. Fetească Albă to szczep typowy dla Rumunii, a choć wina z tego szczepu bywają na różnym poziomie, podkreślmy – na bardzo różnym poziomie, a szczególnie od dużych producentów, w tym przypadku mamy wino całkiem przyjemne. Wino lekkie, akurat na czas upałów, o aromatach cytrusów, liczi i ananasa. W smaku delikatna kwasowość i nieco wyczuwalny alkohol – nie są to jednak cechy nieprzyjemne. Raczej znakomicie wspomagały serwowane dotego wina ostrygi. Cena 40 zł.

Varna Winery Sangiovese Rose 2017

7201646-Varna-Rose.png

Wykorzystanie przez tego bułgarskiego producenta szczepu z Włoch mogło nieść za sobą ryzyko powstania jakiegoś winnego potworka. Ale nie – to różowe wino znad Morza Czarnego było jakby przypomnieniem różowych win ze słonecznej Italii, i to bardzo przyjemnym.

W kolorze wino dość jasne, choć nie mające ambicji ścigania się z winami z Prowansji. W zapachu nuty truskawek, malin, delikatne, z lekka wycofane. W smaku przyjemny balans owocowości (tu pojawiają się dodatkowo nuty porzeczkowe), z łagodnym finiszem. Wino chyba lepsze w smaku niż w zapachu – może być znakomitą okazją do łączenia go z potrawami, takimi jak lekkie makarony, sałatki z serami. Cena 25 zł.

Aurelia Vișinescu”Genesa” Merlot Reserva Dealu Mare 2016

6803872-Genesa-Reserva-Merlot.png

Sygnowanie wina przez producenta jest jak jak podpis artysty pod swym dziełem. Tym ciekawsze, że artystą tym jest kobieta – Aurelia Vișinescu. Jak dotychczas nigdy nie zawiodłem się nad winami podpisanymi przez kobiety. I niech tak będzie dalej.

Co ciekawsze merlot z tej winnicy jest kolejnym przykładem, że wina z tego szczepu powoli zaczynają być coraz bardziej popularne. A kluczem do popularności jest po prostu wykorzystywanie cech tego szczepu zarówno na terroir, jak i przy winifikacji.

Wino dojrzewało przez 18 miesięcy w dębowych barriques. W kolorze ślicznie rubinowe, w zapachu dominują nuty wiśniowe, ale również jeżynowe. W smaku wino jest mocno taniczne, ale jednocześnie nieźle zbalansowane. Może jeszcze rok czy dwa w butelcie zaokrągliłoby je jeszcze bardziej, ale już jest przyjemnym towarzyszem dla pieczonych czy grilowanych mięs. Cena 60 zł.

Aurelia Vișinescu”Genesa” Cabernet Sauvignon Dealu Mare 2015

6803871-Genesa-Reserva-Cabernet-Sauvignon.png

Wino ze szczepu cabernet sauvignon to kolejna oferta z winnicy Aurelii Vișinescu. Tym razem mamy do czynienia z winem, które można nazwać klasycznym cabernet sauvignon. Choć nie wyszło z piwnic we Francji, Argentynie czy USA jest pokazem klasycznego wykorzystania potencjału tego niezwykłego i jednocześnie niezwykle popularnego szczepu.

W zapachu wyraźny bukiet nut czarnej porzeczki – karty wizytowej cabernet sauvignon. Ale oprócz tego nuty śliwki, wiśni, nieco kawy i tostów. W smaku niezwykle wyraziste, jeszcze nico nie ułożone, ale już bardzo przyjemne. Za kilka lat to wino może być warto dużo, dużo więcej, niż dziś. A cena – 80 zł – najwyższa wśród wszystkich win, wcale nie szokuje.

To tylko część win z aktualnej oferty Lidla z Rumunii i Bułgarii. opisy następnych już wkrótce. Ale wszystkie one sprawdziły się znakomicie, również dzięki towarzystwu znakomitych dań restauracji Dyletanci na warszawskim Powiślu. Sałatka z kurkami i kaczka były po prostu przepyszne.

Jerzy Moskała

*Wszystkie zdjęcia przesłane przez Lidla. Moje nie wyszły – coż, zdarza się. Ale za to ulokowałe je w poziomie – czy teraz Wam czegoś nie przypominają? 😉

**Wszystkie ceny bez jednego grosza. Tak łatwiej.

Wina z Rumunii i Bułgarii w Lidlu