Austria w natarciu – wina z Burgenland na NOE Festiwal 2019

VI już NOE Festiwal to doroczny festiwal wina w stolicy Górnego Śląska – Katowicach. Ta jednodniowa impreza zaczyna się robić coraz popularniejsza nie tylko wśród miłośników wina ze Śląska, ale i przyjezdnych z innych miast. Bo zarówno termin (niedziela), jak i lokalizacja (zaraz obok Spodka – 15 min. pieszo od dworca kolejowego) są dobrane z myślą o gościach z Polski i zagranicy.

Marius Navodaru prezentował na VI NOE Festiwal wina od Vinarte. Warto było zdegustować.

Obok win z wielu krajów europejskich i RPA, silnej reprezentacji win polskich, w tym roku partnerem festiwalu była Austria, prezentując szereg interesujących win. Głównie z Burgenlandu. Co wiążąc z zorganizowaną w stolicy 10 dni wcześniej degustacją win z Burgenlandu może nasunąć myśl, że wina austriackie są w natarciu. I dobrze, bo produkcja w tym kraju, szczególnie win białych, powinna być przykładem dla Polaków, Czechów i Słowaków.

W Burgenland produkowane są raczej wina czerwone, co nie powinno dziwić, gdyż warunki klimatyczne i historia predestynują go do produkcji win czerwonych. Burgenland leży wzdłuż Jeziora Nezyderskiego. Region zwany przez Węgrów Őrvidék, zaś Chorwatów Gradišće, co nie musi dziwić, gdyż to dawna część Królestwa Węgier, która po 1921 roku na mocy traktatu z Trianon trafiła do Republiki Austrii, choć była zamieszkała w dużym stopniu przez Chorwatów i Węgrów.

Choć w regionie obecne są nasady szczepów międzynarodowych, to głównymi rodzajami winogron uprawianych tradycyjnie od lat w tym regionie są blaufränkisch oraz zweigelt. I właśnie te szczepy są kluczowe dla trzech win, które i na degustacji i na targach zwróciły moja uwagę.

Weingut Schmelzer Burgenland Barrique Blauer Zweigelt 2016

Weingut Schmelzer Burgenland Barrique Blauer Zweigelt 2016 – © Jerzy Moskała

Wina ze szczepu zweigelt kojarzą nam się zazwyczaj z młodymi winami produkowanymi w stalowych tankach do konsumpcji jeszcze w tym samym, lub następnym roku. W tym przypadku wino trafiło do dojrzewania przez 20 miesięcy w dębowych beczkach, dzięki czemu osiągnęło ciekawy poziom koncentracji. Kolor ciemny, rubinowy, w zapachu przyjemne nuty wiśni i czereśni, nadal całkiem świeże. W smaku owocowe, z niezłą kwasowością i miękkimi taninami. Miękkie, harmononijnie, przyjemnie zaokrąglone wino pokazało, że zweigelt może dawać również ciekawe wina beczkowe. Wino dobre.

Reumann Equinox 365 2017

Reumann Equinox 365 2017
– © Jerzy Moskała

Kolejne wino, to już prezentacja z katowickiego festiwalu, gdzie zrobiło niezwykle dobre wrażenie. Kupaż trzech szczepów: blaufränkisch, merlot i zweigelt dojrzewał przez 12 miesięcy w dębowych beczkach. Nazwa equinox sugeruje równowagę wina, zaś liczba 365 fakt, że można je pić 365 dni w roku. W rzeczywistości wino jest niezwykle harmonijne, gdzie nuty wiśniowe pięknie integrują się z nutami ciemnej czekolady, w smaku wino jest miękkie, zrównoważone i niezwykle długie. Bardzo przyjemne wino w piciu na codzień. Oczywiście, jeśli kogoś stać.

Rotweine Lang Cuvée Fusion One 2017

Rotweine Lang Fusion One 2017
– © Jerzy Moskała




Kolejne wino z Burgenlandu to kupaż merlot i blaufränkisch. Wino dojrzewało przez 10 miesięcy w beczkach z dębu francuskiego typu barrique, dając w efekcie wino o ciemnym, rubinowym kolorze. W zapachu dominują nuty czarnej jagody, kakao i lukrecja. W smaku wino o sporej konsystencji, jednocześnie znakomicie ułożone i zharmonizowane. Wino zarówno do towarzystwa eleganckich dań mięsnych (gęś, kaczka, policzki wołowe), dojrzałych serów lub nawet jako wino kontemplacyjne. Wino bardzo dobre.

Choć w degustacjach win austriackich można było wypróbować klasykę zweigelta czy blaufränkischa widać wyraźnie chęć wykorzystania dojrzewania w beczkach jako procesu formowania wina. Warto szukać takich win i degustować je, bo wynik często jest niezwykle obiecujący.

Jerzy Moskała

Advertisements
Austria w natarciu – wina z Burgenland na NOE Festiwal 2019

Wino na weekend – Ostrožovič Tokajská výberová esencia 2000

Co można zrobić z wolnymi 70Euro? Na pewno można je wydać na wino, które będzie się pamiętało do końca życia. Takim winem jest tokajska esencja (esencia po stronie słowackiej, eszencia po węgierskiej). Na przykład od Ostrožoviča – producenta tokajów po słowackiej stronie granicy.


Wejście do producenta © Jerzy Moskała

Sama esencja nie jest winem, ale silnie skoncentrowanym sokiem, który puszczają winogrona zaatakowane przez szlachetną pleśń botritis, zbierane do do drewnianych pojemników zwanych putonami. Sok ten był traktowany w dawnych wiekach jako lekarstwo. Nadal dostępny w sprzedaży, choć rzadko, charakteryzuje się olbrzymią koncentracją smaków i aromatów.

Tokajská výberová esencia to zaś wino, klasy aszu, produkowane w rocznikach, w których ilość winogron zaatakowanych pleśnią była tak dużą, że warto było produkować wina o większej zawartości botrytyzowanych winogron niż maks. 6 putonów na beczkę. W charakterze wino to niezwykle przypomina esencję, choć oczywiście nadal jest winem o ponadnormatywnej koncentracji aromatów i smaków. Taką bombę pić należy powoli i małymi naparsteczkami kontentując się niezwykłymi aromatami.

Tu jeszcze uśpione. Z takich winnic otrzymujemy tokaje © Jerzy Moskała

Ostrožovič Tokajská výberová esencia 2000 jest takim winem. W kolorze wino niezwykle ciemne, przypomina stary bursztyn. W zapachu całe bogactwo aromatów: leśny miód, figi, orzechy, a nawet pomarańcze i marcepan. Koneserzy mogą odnaleźć również nuty kawowe i czekoladowe, a nawet kokosowe. W smaku wino daje niezwykłą koncentrację owoców i kwasowości, choć przy dużym udziale cukru resztkowego jest to zdecydowanie wino słodkie. Jednak uwaga dla tych, którzy za słodkimi winami nie przepadają: To jest zupełnie inna słodycz – szlachetna, balansowana kwasowością i mineralnością.

To znakomite wino staje się powoli niedostępne na rynku. Warto więc, szczególnie, jeśli ma się wolnych 70Euro, pospieszyć i kupić. Póki jeszcze jest dostępne.

Jerzy Moskała

Lexus RX 450h L to znakomity wybór na podróż do Tokaju. I nie tylko. © Jerzy Moskała

Wino na weekend – Ostrožovič Tokajská výberová esencia 2000

Le Petit Pont Réserve Blanc Pays d’Oc 2017

Różową wersję tego wina opisywałem już wcześniej. Tu wersja biała, wytworzona ze szczepów vermentino i colombard. Choć colombard zyskał swoja popularność w Południowej Afryce nadal jest często uprawiany we Francji, choć pewnie jego gwiazda już zgasła. Nieco inaczej jest z vermentino – szczepem znanym z Toskanii, Sardynii i Korsyki, ale jak widać z powodzeniem uprawiany nawet w odległej Langwedocji.

Wino wyszło całkiem niezłe, o sporej kwasowości i ciekawych aromatach kwiatowo – owocowych. Może nie jest to wino wybitne, ale przyjemnie się pije. Trzeba tylko pamiętać, by porządnie schłodzić.

Wino niezłe jak na 29,90 złotych. Dostępne w Przystanek Wino/Paryska 28.

Jerzy Moskała

Le Petit Pont Réserve Blanc Pays d’Oc 2017

Z wizytą w Tokaj Macik Winery

Blogerska wyprawa do słowackiego Tokaju obfitowała również w odkrycia winiarzy, którzy obok klasyki lokalnych win, jakimi są wina oznaczone jako tokajský výber (czyli odpowiednik węgierskich aszu), pojawiają się zupełnie inne wina. Odmienne.

Jaro Macik z małżonką. I motocyklem.
© Jerzy Moskała

Jaro Macik jest producentem, który nie poprzestaje na kontynuowaniu tokajskiej klasyki. Ten zapalony kierowca motocyklowy ma chyba równie rogatą dusze przy komponowaniu win, bo w szerokiej palecie produktów znajdują się zupełnie odmienne od tego, do czego nas słowacki Tokaj przyzwyczaił. Ale Jaro może sobie na to pozwolić – z 40 ha gospodarstwa, a więc niemałego jak na tokajskie warunki, zbiera dość winogron by produkować różnorodne wina. No i rzecz jasna eksperymentować z nową stylistyką.

Z szerokiej palety etykiet zwróciłem uwagę szczególnie na dwa wina stojące jakby na granicach stylistycznych win spod znaku Macik.


Do tokajskich win lokalne zakąski. © Jerzy Moskała

Tokajský výber 6 putňový 2006 to klasyczne wino tokajskie produkowane zgodnie z tradycją. Wino zoksydowane, może nawet bardziej niż za nieodległą węgierską granicą. W zapachu wino oferuje pełną gamę szlachetnych nut – miód, orzechy, kandyzowane owoce i karmel. W smaku wino niezwykle ekspresyjne, choć jednocześnie elegancko zbalansowane. Smak jest nie tylko mocny, ale jednocześnie bardzo długi i przyjemny. To eleganckie wino znakomicie nadaje się na długie wieczory, szczególnie zimowe, by delektować się znakomitym smakiem i zapachem skoncentrowanym w tym napoju. Wino bardzo dobre.


Tokaj Macik Winery Ronava © Jerzy Moskała

Tokaj Macik Winery Ronava to zupełnie inne wino. Blend pół-na-pół dwóch szczepów: furmintu i lipoviny to klasyka dla win tokajskich. Ale efekt bardziej przypomina wina z węgierskiego Somló, niż wytrawne tokaje. Oksydacja wina i dojrzewanie w beczce dało bardzo przyjemny wynik wina długiego, mineralnego, o sporej kwasowości zbalansowanej silną mineralnością. Znakomity wybór do łączenia ze słowackimi potrawami: wędlinami czy bryndzą. Wino również bardzo dobre.

To tylko przykład, jakie możliwości drzemią w słowackim Tokaju. Warto szukać i degustować wina z Tokaj Macik Winery. Choć może nie są tanie to jakościowo lokują się wysoko. A Ronava to rzeka, która oddziela Tokaj słowacki od węgierskiego

Jerzy Moskała

Z wizytą w Tokaj Macik Winery

Wino na weekend – Comte d’Ardieres Sancerre 2017

Wina z dyskontów rzadko znajdują opisy na blogerskich stronach. Nie wynika to z faktu jakiegoś odmiennego traktowania tego rodzaju sklepów – wręcz przeciwnie, większość blogerów winnych docenia ich wkład w popularyzację wina – są to jednak najczęściej wina codzienne lub powtarzalne. Tym bardziej, jak tylko w dyskontach pojawiają się wina ciekawsze warto im się przyjrzeć.

Comte d’Ardieres Sancerre 2017 jest właśnie winem ciekawym. Degustując je na VI Zlocie Blogosfery (o degustacjach ze zlotu innym razem) zwróciłem na nie uwagę. Bo choć nie było winem specjalnie ekspresyjnym to poprzez swój balans i złożoność staje się winem interesującym dla tych, którzy w tym napoju szukają iście francuskiej elegancji. Oczywiście elegancji na miarę 60 zł, bo tyle to wino kosztuje w Winnicy Lidla.

Pieczony halibut z warzywami © Jerzy Moskała

Sancerre jest marką z Doliny Loary i jedną z najsłynniejszych apelacji produkujących wina z sauvignon blanc. Tyle się teraz mówi o nowozelandzkich SB, ale miłośnicy win z tego szczepu powinni zapoznać się z klasyką, a właśnie Sancerre może być znakomitym punktem odniesienie. No i szczególnie w sytuacji, gdy tak jak ja mają na obiad rybę, halibuta.


Comte d’Ardieres Sancerre 2017 © Jerzy Moskała

Comte d’Ardieres Sancerre 2017 to wino o ciekawym bukiecie cytrusowym, przez który przedzierają się tak typowe zapachy trawy i łąki. Jeśli dodać do tego nuty agrestu to bukiet okazuje się wyjątkowo atrakcyjny. W smaku oczywiście wspominany wcześniej balans owocowości i kwasowości, który świetnie współgrał ze wzmiankowanym wcześniej halibutem. Co ciekawe kwasowość nie była relatywnie duża, zaś finisz długi i przyjemnie mineralny. Warto dodać, że halibut był pieczony z warzywami i ziemniakami – do takiej kombinacji to wino jak znalazł.

Cena 60 zł to może nie za mało, szczególnie jak na wina z dyskontu, ale to wino akurat na tyle wybija się ponad przeciętność, że warto. Bo wino jest po prostu dobre.

Jerzy Moskała

Wino na weekend – Comte d’Ardieres Sancerre 2017

Le Petit Pont Réserve Rose Pays d’Oc 2017

Znowu nam wiosna wybuchła i winni amatorzy coraz częściej oglądają się za winami lżejszymi. Ich wzrok głównie skupiają wina białe, ale ja staram się szukać odmiennych rozwiązań i skłaniam się ku winom różowym.

A jak wina różowe to najczęściej wina z Prowansji, które swoją lekkością potrafią przebić większość białych. O co zrobić jeśli takich akurat nie mamy pod ręką lub są zbyt drogie? Warto zastanowić się nad winami z nieodległej Langwedocji, gdzie wina różowe coraz częściej produkowane są na podobieństwo bardziej popularnych sąsiadów.

Le Petit Pont Réserve Rose Pays d’Oc 2017 właśnie takim winem jest. Oksytańczyk z urodzenia, Prowansalczyk z wyboru. Zarówno aromaty delikatnych czerwonych owoców oraz nieco mineralności, jak i zwiewność samego wina jest na tyle myląca, że pijąc w ciemno można być przekonanym, że to wino z Prowansji.

I dobrze, bo w cenie 29 złotych dostajemy wino na taras przez całe lato. A na imprezy nad Wisłę można je kartonami brać, tylko oczywiście trzeba chłodzić.

Wino w dobrej relacji ceny do jakości. Dostępne w Przystanek Wino/Paryska 28.

Jerzy Moskała

Le Petit Pont Réserve Rose Pays d’Oc 2017

W krainie muscadeta

Łagodne wzgórza otaczające dolinę rzeki Loary definiują krajobraz południowej część regionu Bretanii. Okolice Nantes to nie tylko część historycznego regionu Wandea, to również siedlisko jednego z najbardziej niedocenionych szczepów – muscadet.

Łagodne wzgórza Bretanii obsadzone szczepem muscadet © Jerzy Moskała

Muscadet znany jest również pod nazwami melon blanc czy melon de Bourgogne. Choć nazwa może wskazywać jego pochodzenie z Burgundii uprawiany jest głównie w Dolinie Loary, w oko,licach Nantes. Nie jest szczepem specjalnie wygodnym w uprawie, ale za to daje charakterystyczne wina o mało owocowym i głównie mineralnym smaku. Są one poszukiwane zazwyczaj przez miłośników kuchni opartej na owocach morza, a choć w tej kuchni często łączy się wina ze szczepów sauvignon blanc czy alvarinho z rybami oraz ostrygami, to w właśnie z muscadtem przegrzebki smakują najlepiej.

To nie chateau, a wiejskie zabudowania definiują krajobraz winnic w Bretanii
© Jerzy Moskała

Muscadet to raptem 12 tys hektarów nasadzeń – nie jest to więc szokująca wielkość. jest on uprawiany głównie w czterech apelacjach:

Muscadet Sèvre-et-Maine – ciągnąca się wzdłuż lewego brzegu Loary, dokładnie na wschód od Nantes. To najbardziej szacowna część regionu, dostarczająca też najwięcej wina.

Muscadet Coteaux de la Loire – położona na północ od AOC Muscadet Sèvre-et-Maine. Wina z tego regionu charakteryzują się większą mineralnością.

Muscadet Côtes de Grand Lieu – położona na lewym brzegu, na południe od Nantes dając wina pełniejsze, o bogatszym ciele.

Muscadet – region położony poza ww apelacjami, głównie na południe od rzeki Loary. Wina z tego regionu są niezwykle różnorodne – od podstawowych win po perełki. Warto tu szukać producentów i ich win, bo można trafić na perełki za nieduże pieniądze.

Stare beczki są nie tylko ozdobą – nadal służą do produkcji wina
© Jerzy Moskała

Weekendowy wypad do południowej Bretanii dał mi szansę na odwiedzenie dwóch producentów prezentujących jakże różnorodne style i filozofie produkcji wina.

Panowie Vincent Pétard & Christophe Bazile z Domain Plessis Glain to zanurzona w tradycji firma rodzinna pracująca na 38 ha gospodarstwie. Ponad polowa z tego, a dokładnie 20ha jest obsadzona muscadetem i on jest najbardziej interesującym winem w ich ofercie.
Monsieur Bazile, witający mnie w winnicy i prowadzący degustację, jest w istocie typowym producentem wina. Gości przyjmuje w stroju roboczym, jakby był właśnie co oderwany od maszyn i stalowych tanków, zaś wina prezentuje jak swoje dzieci.


Le Plessis Glain vieille vigne – Muscadet Sèvre et Maine sur lie z 2017
© Jerzy Moskała

Panowie Pétard i Bazile mają wina z szeregu innych szczepów, ale to właśnie muscadety produkują świetne, czego przykładem może być Le Plessis Glain vieille vigne – Muscadet Sèvre et Maine sur lie z 2017, wyprodukowany z owoców ze starych 70-80 letnich krzewów.

Wino o wspaniałym złożonym zapachu pełnym nut owocowych i mineralnych, zaś w smaku dawała niezwykły balans silnej w sumie kwasowości, owocowości i mineralności. Wino jakby stworzone do przegrzebków.

Dla wielbicieli enoturystyki stworzono możliwość noclegu a takiej beczce
© Jerzy Moskała

Vignoble Marchais to z kolei na wskroś nowoczesne przedsiębiorstwo łączące produkcję wina z innymi usługami. Obok klasycznej enoturystyki oferują np organizację wesel, zapewniając wszystkim uczestnikom możliwość konsumpcji wina ze stosownie dobranymi potrawami. Choć paleta ich oferty jest znacznie szersza niż po prostu sprzedaż wina, choć budynek mają w stali i aluminium to i same wina mają niezłe.

Domain du Bois Blot Muscadet 2017
© Jerzy Moskała

Domain du Bois Blot Muscadet 2017 to znakomite wino o lekko wycofanym zapachu. Warto jednak poczekać, bo gdy się otwiera emanuje delikatnymi, ale pięknymi aromatami owoców, kwiatów i minerałów.
W smaku jest pięknie zbalansowane, długie.

Jak na muscadeta całkiem delikatne, choć klasyczna kombinacja owocowości, mineralności z mocną kwasowością nastraja w trakcie picia do łączenia tego wina z potrawami.

Ceny za takie wina nie są u producentów wygórowane. Koszt rzędu 5-8 euro to nie jest specjalnie dużo jak na wina tej klasy. To również zaleta krainy muscadeta – ceny win są nawet dla turysty z Polski całkiem przystępne, podobnie jak i inne usługi.

Owoce morza na bretońskim targu z gwarancja świeżości
© Jerzy Moskała

Wykosztować się za to można na owoce morza. Na targu w Nantes ceny jak na powyższym zdjęciu są może dla tubylców i gości z Paryża akceptowalne – dla polskiej kieszeni stają się jednak już kłopotliwe. Można jedynie zasmucić się nad tym faktem w towarzystwie świeżo złowionych w pobliskim Atlantyku ryb.

Ryby też czekają na swojego klienta © Jerzy Moskała

Wielbicieli fasolki po bretońsku muszę rozczarować – nie znają tu takowej potrawy. Kuchnia jest zazwyczaj międzynarodowa, ale warto poszukać poza Nantes i na bocznych drogach – często kryją się tam restauracje oferujące znakomitą, tradycyjną kuchnię.

Muscadet chyba jeszcze czeka na swoje odkrycie w Polsce, gdzie wśród wielbicieli win znad Atlantyku może konkurować z vinho verde czy Rias Baixas. Nie tylko jakością, ale i ceną.

Jerzy Moskała

W krainie muscadeta