Degustacja win z Domaine Lafage

Jakże potężny we wczesnym Średniowieczu obszar Oksytanii dziś jest ograniczony do niewielkiego regionu administracyjnego na południu Francji ze stolicą w Perpignan. Niegdyś główne miasto historycznej krainy Roussillon, dawna stolica Królestwa Majorki, ale i historyczna część Katalonii po obu stronach Pirenejów, dziś kojarzy się jedynie z produkcją tanich francuskich win. Jakże niesprawiedliwy to osąd pokazała degustacja win z Domaine Lafage.

Domaine Lafage to nie tylko stuletnie winnice na glebach łupkowych i wapiennych, to również szóste pokolenie winiarzy – Jean-Marc i Eliane Lafage. Po wędrówkach po całym świecie i pracy u różnych producentów wina, Jean-Marc powrócił do rodzinnego gniazda, gdzie dziś wytwarza wina odmienne od tradycyjnych win z Roussillon.

Degustacja w gościnnym wine-and-whisky barze WINSKY na warszawskich bulwarach nad Wisłą pozwoliła przekonać się o odmienności tych win od “klasycznych” langwedockich produktów. Widać w nich przede wszystkim rękę winemaker’a i próby zbudowania znacznie lżejszych, choć niewątpliwie ciekawych win. W sumie 5 win do degustacji pozostawiło ciekawe wrażenia.

Lafage Cuvee Centenaire 2016

Winogrona: 80% grenache blanc, 20% roussanne. Powierzchnia winnicy: 180 ha. Skład gleby: ziemia krzemionkowa.

białe.jpg

Wino w kolorze słomkowym ze złotymi pobłyskami. Dość jasne. W zapachu nuty cytrusów, brzoskwiń i żółtych śliwek. Aromaty są lekko wycofane – wino nie daje tu silnych aromatów.

W smaku wino pełne, o smakach owoców tropikalnych. Wino kremowe i okrągłe, o mocnej mineralności. Kwasowość w tym winie nie jest silna, w efekcie wino w odbiorze wydaje się dość łagodne.
Wino dość uniwersalne w łączeniu z jedzeniem – od aperitfu, przez sałatki, po risotto czy nawet kurczaka na sałacie.
Wino niezłe.

 

Lafage Miraflors 2017

Winogrona: 70% mourvèdre, 30% grenache gris. Skład gleby: wapień pokryty okrągłymi kamieniami

miraflors-2017-by-domaine-lafage.png

To wino było zdecydowanie przebojem w degustacji. Zamknięte w eleganckiej butelce i szklanym korku dawało kolory łososiowe z lekkimi nutami szarości.

W zapachu świeże truskawki, kwiaty i odrobina ziół. Nuty zapachowe na średnim poziomie, ale bardzo świeże i przyjemne.

W smaku ponownie nuty truskawkowe, jeżyny,  maliny i lekkie cytrusy. Wino o świetnej kwasowości, z długim mineralnym finiszem. 
Wino przede wszystkim jako aperitif, ale świetnie sprawdzi się w połączeniu z potrawami – wszelkiego rodzaju sałatkami z łososiem lub innymi tłustymi rybami.

Wino bardzo dobre.

Lafage Nicolas 2016

Winogrona: 100% grenache noir. Powierzchnia winnicy: 180 ha. Skład gleby: łupek i marmur.

Nicolas.jpg

Wino dość niespodziewane, jak na południe Francji, lekkie, o dość jasny, rubinowym kolorze, z charakterystycznym pierścieniem pokazującym młodość wina. W zapachu silne aromaty czerwonych i ciemnych owoców – porzeczka, malina, jeżyna. Z lekka przebijają się również nuty zielone, jakby wino było produkowane z owoców wcześniej zebranych

Na smaku wino jest lekkie, ale jednocześnie o sporej koncentracji smaków – silne nuty jeżyny, czarnej porzeczki i maliny. Całkiem niezła kwasowość i silne nuty taniczne dające długi finisz. Wino zdecydowanie ciepłe, jeszcze nie do końca ułożone.

To wino potrzebuje jeszcze dwóch-trzech lat na osiągnięcie swojej optymalności. Już dziś można je pić do grillowanych czy smażonych mięs, np. z wieprzowiny.

Wino dobre

Lafage Narassa 2015

Winogrona: grenache (70%), syrah (30%). Specyfikacja winnicy: Winorośl ma ponad 60 lat, winnice znajdują się w Vallée de l’Agly, a gleba składa się z czarnego łupku.

lieu_dit_narassa.jpg

Grenache dla “lieu dit Narassa” są zbierane, gdy są przejrzałe, a nawet trochę wyschły. Jest to również technika zwana “appassimento” we Włoszech, lekko wysuszone winogrona, które dają dużo bogactwa i słodyczy dla wina.

W kolorze mocne, ciemne wino o bogatej konsystencji. W zapachu nieco wycofane – dominują jeżyny, liście, nuty jesieni. Ale takiej bardziej wrzesniowo-październikowej, niż listopadowej.

W smaku wino zdecydowanie dojrzałe i pełne. Taniny sa wtopione w strukturę, alkohol zniknął, wino zdecydowanie zintegrowane. Długie, dające niezły finisz.

Przysuszanie winogron dało w smaku niezłą koncentrację, dzięki temu wino jest silnie skoncentrowane. To zdecydowanie jego zaleta. Dodatkowo nuty smakozdecydowanie stały się dojrzałe.

Łącząc z potrawami warto byłoby się zastanowić nad serwowaniem do gulaszu lub mięs pieczonych.

Wino dobre.

 

 

Lafage La Caumette 2015

Winogrona: 80% mourvèdre, 10% grenache noir, 10% carignan. Skład gleby oraz opis terroir: w Vale Agly, w pobliżu wsi Maury, winorośl sadzi się u podnóża słynnego zamku katarów Queribus, około 40 km od morza. Winnica jest bardzo dobrze wystawiona na działanie słońca. Gleba składa się z czarnych łupków i z czarnej gliny.

Caumette.jpg

Kometa to wino ze zbieranych ręcznie owoców. Jest najlepszym i oczywiście najdroższym ze wszystkich win czerwonych prezentowanych na degustacji.

W kolorze wino prezentuje się głębokim rubinowym kolorem, wino ładnie zintegrowane o sporej gęstości.

W zapachu do minują dojrzałe czerwone owoce, nuty korzeni i tytoniu. Zapach jest wielowymiarowy i wraz z degustacją pojawiają się nutki kakao, drewna.

W smaku pojawiają się na początku nuty ciemnych owoców, nuty wanilli, przypraw i lukrecji. Zintegrowana kwasowość i taniny dają długi, bardzo przyjemny finisz dojrzałego wina.

Wino zdecydowanie do mięsnych potraw, acz nie do steków, lecz mięs pieczonych, ewentualnie wieprzowiny z rusztu. Sprawdziłoby się również warzyw serwowanych z rusztu czy zestawów serów.

Wino bardzo dobre.

Degustacja zorganizowany w WINSKY przez dystrybutora win Paryska 28 pokazała, jaki potencjał drzemie jeszcze w winach południa Francji.

Jerzy Moskała

Zdjęcia powyżej ze strony producenta. Poniżej – w trakcie degustacji w WINSKY.

 

 

Advertisements
Degustacja win z Domaine Lafage

Degustacja – Kolory Friuli Grave – wina od Piera Martellozzo

Zeszłotygodniowa degustacja win Piera Martellozzo to kolejna szansa na powrót do win z regionu Friuli-Wenecja Julijska. Mniej znany od innych regionów Włoch, mocno kojarzony z winami białymi, choć nie jest to przecież region dostarczający winnym entuzjastom jedynie tego typu win. Wina od Piera Martellozzo, głównie z linii Terre Magre, to oferta ciekawych win, szczególnie z endemicznych i tradycyjnych szczepów z tego regionu.

ribolla-gialla_20141126111013.png

Ribolla gialla to szczep winny znany również jako ribolla. Występuje również na Słowenii i jest tam znane jako rumba rebula , a na Chorwacji jako jarbola. To  białe włoskie grono, uprawiane jest we Włoszech praktycznie jedynie w regionie Friuli.

Piera Martellozzo Terre Magre Ribolla Gialla 2017 wytwarzane jest z ręcznie zbieranych winogron, następnie delikatnie prasowanych. Fermentacja na dzikich drożdżach trwa 15 dni w kontrolowanej temperaturze, następnie wino dojrzewa w stalowych tankach przez co najmniej 8 miesięcy, aby osiągnąć maksymalną aromatyczną złożoność.

Wino w kolorze bladym, słomkowożółtym z zielonkawymi odcieniami. W zapachu z lekka wycofane –  delikatne nuty kwiatowe – akacji, ziół i nut cytrusowych. Bardzo silna nuta mineralna powoduje, że wino jest długie i niezwykle interesujące. Zdecydowanie przebój degustacji.

Wino do połączenia z sałatkami, szczególnie wiosennymi, ale również jako aperitif. Ze względu na sporą złożoność wino może być również winem kontemplacyjnym, mimo swojej lekkości i zwiewności. Ale właśnie w takich nutach pojawia się mnogość różnorodnych nut.

Wino bardzo dobre.

 

PINOT-NERO5693_20141204175412.png

 

 

Kolejne wino to Piera Martellozzo Terre Magre Pinot Nero 2015. Choć szczep pinot noir nie jest we Włoszech endemiczny, to znakomicie zadomowił się w regionie Friuli dając naprawdę bardzo ciekawe wina.

Pinot nero fermentował na skórkach przez 15-20 dni w kontrolowanej temperaturze 26 ° – 28 ° C. Druga fermentacja przeprowadzana była w dużych dębowych beczkach.

Wino w kolorze dawało intensywną rubinową czerwień. W zapachu wino eleganckie, wręcz wyrafinowane z nutami czarnej porzeczki, jagód, wiśnii i fiołka. Wino bardzo delikatne w smaku, choć zbalansowane, może nawet zbyt subtelne.

Pinot nero jest niezwykle uniwersalnym winem dla wszelkiego rodzaju lekkich i zniuansowanych potraw. Może być na pewno serwowanych do sałatek z cykorią czy czerwoną kapustą. Sprawdzi się do łososia i pstrąga, kaczki, gęsi czy innego drobiu, no i oczywiście delikatnych serów.

Wino dobre.

 

 

REFOSCO5694_20141204175439.png

Refosco to szczep endemiczny dla obszarów Friuli, Gavi , Trydentu, Istrii czy płaskowyżu Karst. Ale zawędrował też, podobnie zresztą jak malvasia, aż na Sycylię, gdzie jest z powodzeniem uprawiany. Aż do spotkania z tym winem nie miałem specjalnego serca do refosco – często są to dość poślednie wina o prostej owocowości i sporej kwasowości.

Piera Martellozzo Terre Magre Refosco 2016 fermentował na skórkach 15-20 dni po zbiorach w kontrolowanej temperaturze 26 ° – 28 ° C. Fermentacja malolaktyczna odbywała się w dużych beczkach na drobnych osadach.

Wino o ciemnym purpurowym odcieniu. W zapachu wyczuwalne wiśnie i nuty skórzane. W smaku  soczyście owocowe z przewagą wiśni. Wino bardzo świeże, ale jednocześnie o długim, lekko tanicznym zakończeniu.

Wino ciekawie komponowałoby się z serami i makaronami. Na przykład z klasycznym spaghetti all bolognese, bo miękkie taniny w winie powinny współgrać z mieloną wołowiną z sosu.

Przyznam się, ze wino było dla mnie zaskoczeniem i zupełnie zmieniło moje nastawienie do refosco. Pokazało nie tyle pazur, co głębię win z tego szczepu.

Wino dobre.

 

Zdecydowanie za rzadko mamy okazję na próbowanie win z Friuli. Choć jest to geograficznie najbliższa nam część Włoch, również często odwiedzana z okazji turystyki letniej czy zimowej, to o ileż łatwiej o wina z Toskanii czy Sycylii na polskich stołach. Warto to zmienić, bo jakość tych win jest niezwykle interesująca.

Jerzy Moskała

Zdjęcia win ze strony producenta.

Degustacja – Kolory Friuli Grave – wina od Piera Martellozzo

Winne wtorki – walentykowy musiak od Puklavec & friends

To w zasadzie stało się standardem obchodzenie Walentynek przez zakochanych. Oczywiście pozostaje im jeszcze 364, a czasem 365 pozostałych dni w roku, kiedy moga wyznawac sobie milość, ale co ma zrobić on lub ona, gdy świat, szczególnie ten medialny, zewsząd atakuje, że koniecznie, że zakochani, że walentynki…. A jak nie zareaguje to sobie już ta druga połówka może pomyśleć, że może jednak kocha, albo nie tak do końca….

… i ulegając temu szantażowi moralnemu koniecznie trzeba coś kupić, coś zorganizować, zatroszczyć, wykazać zapał i inicjatywa. I jak co roku pojawia się pytanie: CO? Odpowiedź niby prosta – szampana, ale jak już wejdziemy w szczegóły to okaże się, że wcale nie aż taka prosta. Bo tak – szampan tani nie jest, a przy tańszych to nuż się trafi “kwach”. Przy droższych to zaraz on/ona powie, że rozrzutny/rozrzutna. Prosecco jest przereklamowane i pije to już każdy, prawie, że na śniadanie. Zaprosić ją/jego na Cavę, to nie zrozumie. Cremant brzmi bardzo niedietetycznie. Cóż czynić?

Rozwiązaniem jest Puklavec & friends z jego winem musującym wyprodukowanym metodą Charmata. Czyli dokładnie tak, jak Prosecco. Winko w eleganckiej buteleczce z niekonwencjonalnym designem. No i koszt – 28 zł w Auchan. Któż nie da rady.

Ale najwazniejsze jest, że to wino smakuje znakomicie orzeźwia. A przecież to gorący dzień, Świętego Walentego. Przyjemne nuty cytrusowe i agrestowe wprowadzą ją/jego w przyjemny nastrój, a smak – delikatny, świetnie zbalansowany – zapewni dobry nastrój. No i takie wino do wszystkiego pasuje – jako aperitif, do modnego teraz sushi czy do czekolady – zawsze się sprawdzi. Więc na wszelki wypadek najlepiej mieć dwa musiaki. Jednego dla niej – drugiego dla niego.

Jerzy Moskała

Chcesz poczytać o Winnych Wtorkach – zajrzyj tu:

http://www.winiacz.com/2018/02/winne-wtorki-na-walentynki.html

http://wine-trip-into-your-soul.blogspot.com/2018/02/winne-wtorki-cay-ten-walenty.html?m=1

http://blurppp.com/blog/florio-terre-arse-marsala-vergine-2002/

Winne wtorki – walentykowy musiak od Puklavec & friends

ZMIESZANY PONIEDZIAŁEK – SARDYNIA – wyprawa do Campidano di Terralba

Wieśniak był niesamowicie umorusany i zarośnięty. To określenie w zasadzie wyszło już z użycia – teraz należy mówić farmer, rolnik, ewentualnie chłop. Ale ten człowiek spełniał definicję wieśniaka – człowieka pracującego fizycznie na polu w palącym słońcu Sardynii. Umorusany, w starych łachach, oferował produkty ze swego pola w przydrożnym straganiku. A warzywa były przepiękne – pomidory, cebula, bakłażany, papryka – wszystko, czego wegetariańska dusza by potrzebowała.

Zatrzymaliśmy się w drodze na nadmorskie plaże na zachodnim wybrzeżu wyspy. Przed górami, które w tym miejscu oddzielają środek wyspy od morza, leży apelacja Campidano di Terralba. Cel – oprócz kąpieli i plażowania, zakup wina. Ale komunikacja z wiejskim sprzedawcą jest dość ograniczona – mówi tylko w języku sardyńskim. Po nieudanych próbach zawołał córkę, która nie tylko była czysta i ładnie ubrana, ale nawet znała kilka słów po angielsku. Na koniec zakupów na pytanie  możliwość zakupu wina zawołała ojca popijającego w milczeniu z plastikowej butelki. Wino, ależ oczywiście, może poczęstować, choć sprzedać nie może. Z pięć minut trzeba było na wytłumaczenie, że godzina 10:00 rano to trochę za wcześnie dla mnie by pić wino, a zresztą prowadzę samochód. W końcu wieśniak poddał się i wzruszywszy ramionami wrócił do swoich zajęć.

Ruszam samochodem, a mimo wczesnej pory słońce ostro praży. Dwa kilometry dalej blokada drogowa – carabinieri w pełnej gotowości z pistoletami maszynowymi kontrolują samochody. Nie, to nie drogówka, to polowanie na członków mafii. Wprawdzie żona i syn, blondyni, w ogóle nie wyglądają na Włochów, a tym bardziej Sardyńczyków, ale na wszelki wypadek  nie wykonuję żadnych gwałtownych ruchów przy wysiadaniu. Jeszcze któryś się przestraszy i przejedzie serią. Na szczęście tylko zajrzeli do środka wynajętej Pandy i machnęli, by jechać dalej. Ciekawe, że prawie wszyscy karabinierzy na Sardynii wyglądają tak samo – niscy, przysadziści ze sporym obwodzie w pasie i widoczną nadwagą. Mimo groźnego wyglądu są za to naprawdę uczynni i mili, acz zapomnijcie o możliwości konwersacji po angielsku.

W najbliższym miasteczku zaopatrujemy się w dwie butelki wina. Dwie, bo wprawdzie aż tyle nie planowaliśmy, ale zainteresowały mnie wina z bovale grande i bovale sardo. O samym szczepie coś niecoś słyszałem, ale skąd ta różnica? Okazała się już po otwarciu – wino z winogron bovale grande było prawie identyczne z tym, które piliśmy w hotelu. Carignan. Piękne w kolorze, niezwykle głębokie w smaku i zapachu, o silnych aromatach ziół i ciemnych owoców. Popijane pomidory i wiejski chleb smakowały z tym winem niczym uczta nababa. Wino z bovale sardo absolutnie odmienne – silnie taniczne, który to smak w dużym stopniu zabijał całkiem wysoką kwasowość i miłe owocowe nuty. Wino pozostawiało lekki fioletowy nalot na zębach i uczucie, jakby po języku przejechał papier ścierny. To wino dla fighterów – nie każdy mu podoła.

Campidano di Terralba lub Terralba DOC jest jednym z najważniejszych regionów winiarskich Sardynii . Obejmuje obszar na południe od miejscowości Oristano i została utworzona w 1975 roku . Wina wytwarzane są głównie z winorośli Bovale sardo oraz Bovale Grande. Tak naprawdę to graciano i carignano, przywiezione na Sardynię przez Hiszpanów. Ale który z miejscowych używałby obcych nazw – to ich winorośla i ich nazwy.

Popołudnie na plaży to euforia nieróbstwa i oczekiwania na upragniony obiad. Wczesny, bo trzeba będzie wracać do hotelu. Nadmorska tawerna, zachwalana przez przewodniki, absolutnie wypełniona. Przecież jest mecz, a niemieccy turyści z pobliskich hoteli właśnie to miejsce upatrzyli na kibicowanie swojej drużynie. Nad kuflami z piwem, kiełbaskami i pizzą, w coraz większym uniesieniu komentowali sytuację z boiska. Udało nam się wreszcie zająć dopiero co zwolniony stolik, a kelner z ciekawością przypatrywał się nam – pewnie to kwestia języka polskiego na całym świecie tak często mylonego z rosyjskim. Na pytanie o malloredus alla campidanesepeccorino sardo uśmiechnął się i przyniósł wodę i karafkę domowego vermentino. Pyszne, chłodne, mocno owocowe i kwiatowe, łagodnie przygotowywało nasze kubki smakowe na makaron.

Mecz się skończył, niemiecka reprezentacja wygrała, a turyści płacili rachunki odprowadzani zmieszanym wzrokiem właścicieli. W całym basenie morza śródziemnego we wszystkich tawernach od Grecji po Hiszpanię właściciele mają ten sam wzrok na widok niemieckiego turysty – mieszanina pożądliwości i niechęci. Pożądliwości dla siły nabywczej niemieckiego turysty, a niechęci, bo ileż można pić piwa i zagryzać go parówką, cotoletta alla milanese, czy nawet pizzą i komunikowac sie między sobą z mocą powyżej 50 decybeli.

Gdy kończyliśmy nasz makaron, rzeczywiście przepyszny, jak to opisano w przewodniku, tawerna była już pusta. Obsługa już posprzątała szykując się na kolejnych gości, tym razem tubylców, choć ci nie pojawiają się przed 20:00. Najedzeni, acz nie przeciążeni, wracaliśmy o zmierzchu do hotelu.

Jerzy Moskała

ZMIESZANY PONIEDZIAŁEK – SARDYNIA – wyprawa do Campidano di Terralba

Wino na weekend – Cantina di Mogoro VignaRuja 2013 Cannonau di Sardegna DOC

 

vignaruja_2016_0.png

Sardyńczycy częstokroć podkreślają, że ich najpopularniejszy szczep cannonau był uprawiany na tej wyspie jeszcze w czasach przed Rzymianami. Enolodzy wywodzą cannonau od szczepu grenache/garnacha i wiążą jego pojawienie się na wyspie z rządami Aragończyków. Bez względu na to, jaka jest historia tej winnej latorośli, jest ona tak charakterystyczna dla win z wyspy, jak sangiovese dla Toskanii.

Cantina di Mogoro VignaRuja 2013 Cannonau di Sardegna DOC to klasyczne wino sardyńskie z tego szczepu. W kolorze ciemne z intensywnymi fioletowymi pobłyskami. W zapachu delikatnie ziołowe – nuty tymianku, jałowca i rozmarynu. W ustach skoncentrowane choć dość miękkie, z przyjemną owocowością na wstępie, średnią kwasowością i ładnie zintegrowanymi taninami. Długie i niezwykle przyjemne w piciu – raczej do potraw z pecorino sardo – tradycyjnym owczym serem z Sardynii lub dań z jagnięciny. Szkoda, że jeszcze nie ma importera w Polsce.

Jerzy Moskała

Zdjęcie ze strony producenta

 

Wino na weekend – Cantina di Mogoro VignaRuja 2013 Cannonau di Sardegna DOC

Sardinian Table

Zorganizowane w dniu 01 lutego 2018 przez Associazione APS Promo Eventi i Taste It All – wine & food promotion warsztaty prezentujące sardyńską kuchnię i wino było znakomitą okazją do zapoznania się z urokami kulinarnymi tej nadal zbyt mało znanej włoskiej wyspy. Niestety, spóźnienie na wydarzenie nie pozwoliło mi się cieszyć znakomitościami kuchni Sardynii, ale na szczęści wino dało szansę na rekompensatę. A było co degustować, bo wina z Sardynii całkiem słusznie zasługują na renomę.

Z palety win cztery przypadły mi na tyle do gustu, a trzech z nich postanowiłem przyjrzeć im się bliżej:

Poesis Vermentino Di Gallura Superiore 2016

IMG_0840.JPG

Vermentino to jednak zdecydowanie niedoceniana odmiana winnej latorośli. Uprawiana w Toskanii, na Korsyce i Sardynii, a nawet na Gozo – wyspie Archipelagu Maltańskiego (artykuł tutaj) daje wina świeże i o dość niskiej kwasowości. Te nadzwyczaj udane potrafią zauroczyć kwitowymi nutami w zapachu i znakomitym balansem między owocowością, kwasowością. W Poesis dodatkowo doszedł znakomity mineralny finisz, który na końcówce przybrał wręcz słony, ostry wyraz. Ale wino pije się znakomicie, zarówno jako aperitif, jak i do lekkich dań. Ale przede wszystkim jest miłym towarzyszem na koniec gorącego upalnego dnia, gdy głębokie cienie chowającego się słońca przechodzą w gorącą, śródziemnomorską noc.

Cantina Castiadas Capo Ferrato Cannonau di Sardegna Reserva 

IMG_20180201_164222.jpg

Cannonau jest flagowym szczepem Sardynii. I choć sami Sardyńczycy starają się udowodnić, że jest to endemiczny szczep dla tej wyspy, to jednak badacze skłaniają się ku tezie, że w Średniowieczu Aragończycy władający wówczas wyspą przywieźli z kontynentu grenache, który na wyspie dostał nową nazwę – cannonau.

Capo Ferrato to apelacja nieodległa od Cagliari, gdzie canonau daje wina stosunkowo lekkie. Ale w procesie starzenia wino staje się niezwykle złożone i szlachetne i takie jest wino z Cantina Castiadas.

Cantina Castiadas Capo Ferrato Cannonau di Sardegna Reserva daje w zapachu niezwykle przyjemne i ułożone nuty ciemnych owów. W smaku dominują nuty suszonej śliwki, goździków i cynamonu. Wino niezwykle dojrzałe i zbalansowane daje długi finisz z lekką nutą pieprzną.

Isola Dei Nuraghi IGT 2014 Rubinus

IMG_20180201_164713.jpg

Rubinus Isola dei Nuraghi to wino w klasyfikacji IGT, które w sumie daje oznaczenie całości Sardynii oraz wysp koło niej leżących. W tym przypadku wino pochodzi z serca Sardynii, choć nie zostało wyprodukowane według zaleceń apelacji.

Wino wytworzone ze szczepów  barbera sardo oraz cannonau jest niewykle intensywnym, ekstraktywnym, ale absolutnie nie męczącym winem. W kolorze mocno rubinowe z odcieniami granatu. W zapachu nuty dżemowe, wiśnie i jagody, wanilia i migdały. W smaku nadal mocno wiśniowe wino, pojawiają się nuty malinowe i pikantne. Bardzo przyjemna kwasowość oraz miękkie taniny dopełniają całości.

Wino zdecydowanie zaskakujące i przyjemne w piciu, bardziej kontemplacyjne, choć i do serów znalazło by zastosowanie.

Powyższe wina, jak i inne degustowane, pokazywały wysoką jakość oferty win z Sardynii. Trochę mało znana wyspa oferuje wina na tyle specyficzne  na tak wysokim poziomie jakościowym, że warto je kosztować zarówno na miejscu, jak i w Polsce.

Jerzy Moskała

 

Sardinian Table

Zmieszany poniedziałek – Sardynia – w kolebce Carignano del Sulcis

Są różne rodzaje nocy – noc miejska, rozświetlona światłami domów i latarń, noc wiejska, z lekkimi ognikami świateł domostw, szczekającymi psami, noc leśna, nieprzenikniona i tajemnicza. Ale są to polskie noce, które nijak się mają do nocy śródziemnomorskich. Noc śródziemnomorska pachnie ziołami, ciemność rozświetla księżyc i gwiazdy, a ciepły wietrzyk od wzgórz niesie zapachy ziół i ziemi, a od morza delikatną słoność. Właśnie w taką noc jechaliśmy w trójkę kierując się do hotelu gdzieś w południowo-zachodniej części wyspy Sardynia. Nie, nie dlatego, że uwielbiamy nocną jazdę wynajętą Pandą po nieznanych drogach. Nasza nocna jazda miała dwie przyczyny – niezależną i zależną.
Niezależna to taka, że nad Rzymem rozpętała się burza dokładnie wtedy, kiedy mieliśmy zaplanowaną przesiadkę z samolotu z Warszawy do samolotu do Cagliari. Zależną, bo wybraliśmy Alitalię czyli linię, która najlepiej prezentuje się wewnątrz samolotu w osobach stewardów i stewardess. Ale już na zewnątrz, gdy powstają jakiekolwiek komplikacje w organizacji pracy samej linii, reakcja przypomina zawał serca i pospieszne, niezdarne próby reanimacji. A zatem dla Alitalii komplikacje pogodowe objawiają się długimi zatorami pasażerów, nieudanymi próbami budowania bypassów przez obsługę w postaci przebukowania na inne rejsy, a wszystko to przy totalnym rozgardiaszu, który chyba tylko Włosi potrafią uznawać za stan normalny. No, może jeszcze Egipcjanie, ale to wątek na inną opowieść, bardziej thriller, niż włoski dramat obyczajowy.
W wyniku tego do Caglairi dolecieliśmy z wielogodzinnym opóźnieniem, oddzielnie nasza trójka – ja, żona, syn – oddzielnie nasze bagaże. Na szczęście zdążyliśmy jeszcze do zamykanej właśnie agencji wynajmu samochodów, by odebrać naszą Pandę i po odebraniu opóźnionych bagaży mogliśmy ruszyć w drogę.

Ok 2 w nocy udało nam się dotrzeć do hotelu blisko Sant’Anna Arresi. Hotel ulokowany w pobliżu plaż (żona) i spotu windsurfingowego (syn), a zatem opcja optymalna dla moich współpodróżnych, oferował wszystko, czego pragnęliśmy – wygodne łóżka, śniadania i basen. Ale okazało się, że był tam również mały bonus, który objawił się następnego ranka. Gdy wymęczeni wielogodzinną przesiadką w Rzymie (znacznie dłuższą, niż w sumie cały lot) odsypialiśmy eskapadę bezczelny kogut z sąsiadującego z hotelem gospodarstwa rolnego obudził nas swym pianiem od pierwszego brzasku. Rytuał ten ponawiał zadowolony, aż słońce na tyle mocno świeciło, że stwierdziwszy brak sensu dalszych prób zasypiania wyszedłem przed hotel na spacer. Oczom moim ukazał się …. nie, nie las i nie las krzyży, ale sięgające aż po nieodległe morze winnice, rzadka poprzedzielane drzewami oliwnymi – coś, czego w czasie nocnej podróży po prostu nie zauważyłem.

“Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu…” pisał przed laty Adam na stepach, a ja już się zanurzałem między krzewy winnej latorośli. Wśród nich leżały przycięte grona (redukcja), a ja zachodziłem w głowę, jaki to szczep mam przed sobą. Dopiero później, korzystając z komputera odkryłem, że to carignano, czyli carignan – szczep z Prowansji, przywieziony tu przez Aragończyków jeszcze w średniowieczu. Sprawił się na Sardynii tak znakomicie, że dzięki znakomitym winom produkowanym w tym rejonie powstała apelacja – Carignano del Sulcis, która jako apelacja powstała formalnie w 1977 roku.

Aby spróbować wina musiałem rzecz jasna wstrzymać się do wieczora, kiedy to po plażowaniu i pływaniu dotarliśmy do miasteczka Masainas, gdzie w miejscowym sklepie postanowiliśmy nabyć produkty na kolację, no i oczywiście wino. Ku naszemu zdziwieniu sklep wyglądem przypominał GS z lat 70-tych w Polsce – stare lady i półki, standardowe puszki i napoje, ale na szczęście główne różnice tkwiły jednak w produktach. Lokalny chleb – świeży i pachnący – warzywa – pomidory, papryka i cebula, a przede wszystkim sery – mimo, ze dwa rodzaje jedynie – miękki i twardy, wypróbowane okazały się wręcz znakomite.

Właścicielka i sprzedawczyni w jednym była wręcz zachwycona wizytą turystów z odległego kraju. Zapewne nuda monotonnego popołudnia została wzbogacona tym zdarzeniem, czym się na koniec nie omieszkała podzielić przez komórkę ze swoją przyjaciółką. Ale to już po obsłużeniu nas, bo proces zamawiania towarów wcale nie był łatwy. Mówiła ona oczywiście po sardyńsku (tak, jest taki język) i włosku, ale angielski stanowił dla niej już nie lada wyzwanie. Jak dla nas włoski zresztą, więc pertraktacje trwały dość długo. Gdy doszło na koniec do kupowania wina na moje pytanie, gdzie znajdę butelki wykonała niejasny gest pokazujący w głębi lokalu. Okazało się, że wina butelkowego nie bo było, bo miejscowi prostu nie kupowali go w butelkach, tylko prosto ze stalowych tanków. Vino sfuso nalewane do własnych bądź kupowanych w sklepie plastykowych butelek, oddzielnie białe – vermentino – oddzielnie czerwone – carignano. Początkowo ono jakoś nie budziło mojego entuzjazmu, ale właścicielka przekonała mnie że tak, to wino z lokalnych winogron rosnących w bezpośredniej okolicy miasteczka.

Zaopatrzeni wróciliśmy do hotelu celebrować zakupione produkty. I wtedy okazało się, że sprzedane wino, mimo, że młode, okazało się znakomite, pełne urody, smaku i przyjemnego balansu. Do świeżego pszenicznego chlebka i serów, zagryzione pomidorem i papryką oraz lokalnymi oliwkami było wszystkim, czego oczekiwaliśmy tego dnia. Zaś cena 1,2 euro za litr pokazywała, na jakiej szczęśliwej wyspie przypadło żyć Sardyńczykom. Wieczór był więc piękny i nawet kogut zamilkł szykując swoje siły na kolejny poranek, a może, jak przystało na dżentelmena, po prostu ustąpił miejsca cykadom.

Buona notte

Jerzy Moskała

Zmieszany poniedziałek – Sardynia – w kolebce Carignano del Sulcis