Wina na weekend – Rainbow’s End – tam gdzie kończy się tęcza

Pod tą intrygującą nazwą mieści się posiadłość, należąca do rodziny Malan, a usytuowane w Banghoek, Stellenbosch, w Republice Południowej Afryki. To jedno z ciekawszych siedlisk położonych na stokach gór i w dolinie, osłoniętych od gorących wiatrów, zaś wysokość i bliskość gór daje klimat z chłodnymi nocami, dzięki czemu wina osiągają odpowiednią jakość.

Rodzina Mahon produkuje głównie wino ze szczepu Cabernet Franc, które jest ich flagowym produktem. Oprócz niego są jednoszczepowe wina z pozostałych szczepów bordoskich, ale też blendy i Shiraz.

Dzięki importerowi tych win firmie KaapVino z Gdyni miałem możliwość zapoznania się z trzema z nich. W eleganckich progach warszawskiego winebaru WINSKY, usytuowanego nad brzegiem Wisły, degustowałem wspólnie ze znajomymi Shiraz, Merlot i Cabernet Sauvignon w roczniku 2015 od tego producenta. Wnioski wynikające z tej degustacji są z jednej strony zaskakujące, a z drugiej bardzo zachęcające. Wina w stylistyce ulokowały się gdzieś pośrodku win europejskich i nowoświatowych, co jest o o tyle zaskakujące, że wina z Południowej Afryki bardziej kojarzą się z Nowym Światem, a zachęcające, bo tworzą one zupełnie nową jakość w odbiorze.

IMG_0646.JPG

Rainbow’s End Merlot 2015 to wino znacznie odbiegające od nowoświatowych, a szczególnie kalifornijskiej stylistyki w produkcji wina z tego szczepu. Śliczny, dojrzały kolor pokazuje potęgę win ze szczepu merlot. W zapachu wino niezwykle czyste, owocowe, o nutach śliwki i czerwonej porzeczki. W smaku wino z początku owocowe, tu już dominuje śliwka, przechodzi w średnią kwasowość, a następnie delikatne, drobne taninki. Wino długie, dość spokojne, dające przyjemność i chęć dobrania jakiegoś solidnego steka, średnio wysmażonego.

Wino bardzo przyjemne, zbalansowane, a przede wszystkim bardzo czyste w odbiorze, nie mające żadnych dziwnych posmaków czy zapachów. Nie tylko dla miłośników win ze szczepu merlot – może szczególnie dla tych,którzy już są nieco zmęczeni nowoświatowymi merlotami produkowanymi na amerykańską modłę Pokazuje, jak zrobić dobre merlot.

IMG_0642.JPG

Rainbow’s End Cabernet Sauvignon 2015 to chyba najlepsze z trójki degustowanych win. W kolorze Cabernet Sauvignon odbiega od Merlota dając barwę idącą w kierunku ceglastym. W zapachu w tym winie dominują klasyczne nuty czarnej porzeczki oraz mocniej zaznaczone, niż w przypadku merlota, nuty beczkowe. W smaku wino owocowe, o wyższej niż merlot kwasowości i silnym, długim finiszu tanicznym. Wino mocno skoncentrowane, raczej nadające się do dekantowania, gdyż zdecydowanie długo się otwiera. Ale po dekantacji znika alkohol, a pojawia się pięknie zbalansowane i łączące się ze sobą smaki i zapachy.

Wino znakomite do wszelkich mięs pieczonych, szczególnie na zimno. W połączeniu z podsuszanymi wędlinami nieźle współgrało, ale znacznie lepiej pasowałoby do plastrów pieczonej wołowiny na zimno.

IMG_0644.JPG

Rainbow’s End Shiraz 2015 to wino, które stylistycznie lokuje się pomiędzy rodańskimi syrah, a znanymi głównie z Australii shirazami. Typowe nuty fioletowe w ty winie i nieco lżejsze ciało sugerowało wino bardziej owocowe. I rzeczywiście takie było – nuty owocowe dominują w zapachu i smaku. Wino ma średnią kwasowość zaś taniny są stosunkowo delikatne w tym winie.

Wino znakomite do picia z delikatniejszymi mięsami, np. wieprzowiną czy baraniną, ale również do serów. Znakomicie sprawdzało się podsuszanych kiełbas i szynki, ale również do serów dojrzewających i pleśniowych.

Podsumowując wina z Rainbow’s End Estate to solidnie zrobione wina, które zachowują klasyczne cechy win ze swoich szczepów. Mogły być dobrymi wzorcami na degustacjach, szczególnie w ciemno. Ale co najważniejsze są smaczne i pokazują wysoką jakość produkcji.

Wina bardzo dobre. Otrzymane do degustacji od importera KaapVino z Gdyni.

Jerzy Moskała

Advertisements
Wina na weekend – Rainbow’s End – tam gdzie kończy się tęcza

WYPRAWA NA MORAWY – CZ. 4 – LUDZIE

Wino to nie tylko siedlisko (terrois), szczepy i metody produkcji. To przede wszystkim ludzie. Oni decydują o całości produkcji wina – od nasad przez pielęgnację, zbiory, aż po sam proces winifikacji. Mogą, choć nie muszą odciskiwać własne piętno w produkowanych winach, ale nawet wtedy, kiedy specjalnie nie starają się im nadawać indywidualnego charakteru, zawsze gdzieś w tych winach pozostaje.

Na Morawach pracują setki winiarzy. Jak różne potrafią tworzyć wina można się przekonać nie tylko w trakcie odwiedzin u nich i degustacji, ale również w Narodowym Centrum Wina. Tam, degustując medalowe wina z całych Czech, ale głównie z Moraw, można łatwo sobie uzmysłowić jak praca winiarza może wpłynąć na wina. W trakcie mojej wyprawy miałem szansę dłużej porozmawiać z dwoma z nich.

IMG_0121.JPG

Vinařství Židek to firma ściśle związana z osobą właściciela – Rudolfa Židek. Położona w Popicach jest stosunkowo dużym, 40 hektarowym rodzinnym przedsięwzięciem, gdzie z ojcem pracuje również jego dwóch synów. O roli żony nie sposób nie wspomnieć – wszyscy, którzy byli na miejscu natychmiast zdają sobie sprawę z tego, kto rządzi w tym biznesie.

IMG_0127.JPG

Piwnice Vinařství Židek to dawne, sięgające często XVIII wieku pomieszczenia. Nad wejściem do nich pojawia się często myląca Polaków nazwa – sklepy. Sklepy po czesku to piwnice właśnie – miejsce, gdzie wino dojrzewa, degustuje się je, a często też kupuje. W Vinařství Židek w piwnicach króluje stal – trudno uświadczyć beczki, gdyż wino produkowane przez właściclea to najczęściej wino predykatowe, choć przeznaczone do natychmiastowej konsumpcji.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że wina na Morawach bardzo często przelewane są do stalowych kegów. W ten sposób trafiają do większych odbiorców – restauracji – gdzie klientom serwowane są do dzbanków czy kieliszków. Ta tradycja, traktowania wina jako napoju tradycyjnie towarzyszącemu jedzeniu i będącego naturalnym kompanem przy obiedzie czy kolacji jest na Morawach bardzo żywa. I szkoda, że praktycznie zaginęła w Polsce.

IMG_0128.JPG

Innym sposobem sprzedaży jest sprzedaż do plastikowych, najczęściej dwulitrowych pojemników. Są one szczelnie zamykane przez prosty system zatrzaskowy – nie grozi temu winu szybkie utlenienie. Choć to raczej nie jest forma na długie przechowywanie wina – powinno raczej szybko trafić na stół. Niżej podpisany miał okazję przewieźć do Polski tak zakupione wina svatovavřinecké – w wersji różowej oraz czerwonej – i nie straciło ono swoich właściwości po drodze.

Oczywiście naważniejszym sposobem sprzedaży jest sprzedaż butelkowana. Butelki są bardzo proste, podobnie etykiety, które trafiają na stoły głównie w Czechach, ale również Austrii czy Polski.

Zdecydowanie dumą pana Rudolfa są wina z odmiany pálava. Ta morawska odmiana daje wyraziste wina, najczęściej półsłodkie, i takie są właśnie wina z tej odmiany od tego producenta.

IMG_0132.JPG Oprócz pálavy można u pana Rudolfa dostać wina z odmian białych i czerwonych – chardonnay, rulandské šedé, rulandské bile, traminer, sauvignon, dornfelder, rulandské modré czy rzeczone svatovavřinecké.

Zakupu można dokonać, co jest oczywiste na miejscu, choć w wielu przypadkach należy się spieszyć, bo wiele win od pana Rudolfa stało się niezwykle popularnych i cenionych, w efekcie sprzedają się “na pniu”.

A jakie są te wina w smaku? Określenie stołowe jest chyba najlepszym sposobem oceny. Może poza winem ze szczepu pálava, większość win pokazuje solidną choć lekką stylistykę win pasujących do lokalnego jedzenia. Są to win, które bardziej cieszą przy stole, niż mają stanowić podstawę do kontemplacji.

Mikulov jako miejscowość turystyczna jest bardzo znana podróżującym z Polski. Często sama miejscowość, lub okoliczne wsie i miasteczka, stanowią bazę na nocleg, przerwę w podróży. Ale nie tylko – enoturystyka na Morawy staje się coraz bardziej popularna, obejmując nie tylko większe miejscowości, jak Mikulov, Znojmo czy Brzecław, ale również mniejsze, jak choćby Březí. Właśnie w tej miejscowości, położonej kilka kilometrów od Mikulova, ma swoje gospodarstwo i pensjonat Antonín Kňourek.

IMG_0194.JPG

Gospodarstwo inżyniera Antoniego Kňourek, zwanego przez przyjaciół po prostu Tonda, to dużo mniejsze przedsięwzięcie. Około 4,5 ha upraw winnej latorośli daje zupełnie inną skalę, niż u pana Rudolfa Židek w Popicach. Březí to też zupełnie inne miejsce – wielu tu producentów produkujących wina na podobnych albo nawet mniejszych areałach. Sama wieś, bo nawet trudno nazwać to miasteczkiem, aż nasycone jest ‘sklepami’, w których można próbować i kupować miejscowe wina. A okolica jest pod tym względem ciekawa – łagodne wzgórza dają nie tylko ciekawe możliwości ekspozycji i ochrony przed zimnymi wiatrami, to również ciekawe podłoże geologiczne. Lisi Wierch czy Orzechowa Góra są tu traktowane jako najlepsze lokalizacje na winnice, a producenci chwalą się produktami pochodzącymi z tych miejsc.

IMG_0202.JPG

Březí to również miejsce, gdzie wielu producentów odwołuje się jeszcze do tradycyjnych metod upraw i winifikacji.  choć ręczne pracy powoli odchodzą w przeszłość, to spotkałem producentów kultywujących tradycyjne metody fermentacji (choćby w beczkach).

Firma Antoniego Kňourek jest pod tym względem inna. U niego, jak przystało na inżyniera, królują stal, komputery laboratoryjna czystość. Nigdzie wcześniej nie widziałem takiej ilości wody zużywanej do czyszczenia używanych urządzeń. I przyznam się, ze czyszczenia natychmiast po zaprzestaniu ich używaniu tak, by żadne szkodliwe bakteria nie miały szans na rozmnożenie poprzez zaniedbanie przy produkcji. Ba – nawet wylewane próbki fermentowanych win nie trafiają na podłogę czy do kanału odprowadzającego wodę, są odpowiednio usuwane.

IMG_0209.JPG

Efekt jest bardzo interesujący – wina od Tondy są bardzo czyste, bez dodatkowych zapachów cz smaków, które często przydarzają się innym producentom. Może się to podobać lub nie – mnie taka dbałość o szczegóły w trakcie produkcji wyraźnie imponowała.

Stylistycznie wina od inżyniera Antoniego Kňourek to raczej lekkie produkty, głównie wina białe. Będąc z wizytą, bo raczej jego wina trudno dostać poza miejscem wytworzenia, warto szczególnie zapoznać się z winami białymi, z Lisiego Wierchu. Mimo stosunkowo niskiej ceny emanują one niezłą koncentracją i głębokimi aromatami.

Obok win Tonda, a dokładniej jego żona, oferują usługi noclegowe. To coraz popularniejsze rozwiązanie, by eno-turystom oferować nie tylko możliwość degustacji win, ale również pobyt na miejscu – nocleg i wyżywienie. A kuchnia morawska jest bardzo interesująca, zaś tradycyjne potrawy, w sumie aż tak bardzo nie odbiegające od tego, co jemy na codzień w Polsce, jest mocno naznaczona winem. Znajdziemy go na stole i w potrawach. Więc warto się wybrać na Morawy.

Jerzy Moskała

 

WYPRAWA NA MORAWY – CZ. 4 – LUDZIE

Moutard – dyskretny urok szampana

Czwartkowa degustacja win musujących i szampanów od Moutarda – właściciela winnica w Szampanii i północnej Burgundii przypomniała mi po raz kolejny, jak niezwykłym trunkiem są szampany. Degustacja z udziałem grona doświadczonych dziennikarzy i blogerów winnych została zorganizowana przez Piotra Klimczyka, właściciela sklepu Boutique Konesera w Galerii Północnej w Warszawie. A szampany i wina musujące z Burgundii były ich głównymi bohaterami.

Spośród 12 degustowanych win zwróciłem uwagę na dwa niezwykłe:

Moutard Brut Rose de Cuvaison 2014 to dojrzewający 36 miesięcy szampan różowy. Zatem nieprzystający do standardowego wyobrażenia szampana jako wina białego. Wino to mimo 5 g cukru resztkowego miało znakomicie zbalansowany smak i aromaty tostowe i maślany wspaniale zharmonizowane z długą kwasowością tego wina. Wino bardzo dobre. Cena na półce tego wina to 157 zł.

Moutard Vignes Beugneux to z kolei wino białe, ale w 100% wykonane z Pinot Noir. A zatem wino białe z czerwonych winogron, emanujące niesamowitym i złożonym zapachem i przepięknym długim smakiem pełnym elegancji i fantazji. Wino znakomite warte swojej ceny – 190 zł.

Obok szampanów warto zwrócić uwagę na cremanty od tego producenta. O ile szampany podukowane są w Côte des Bar, na południu Szampanii, o tyle cremanty wytwarzane są na północy Burgundii, w Chablis, a dokładnie w okolicach Yonne. To mniej więcej na tej samej wysokości geograficznej. Cremanty Moutarda nie dają wprawdzie takich doznań jak szampany, ale mimo znacznie niższej ceny (69 lub 79 zł) stanowią znakomity wybór dla tych, którzy szukają win jakościowo przewyższających popularne prosecco czy cavę, przy niższym niż za szampany budżecie.

Jerzy Moskała

(zdjęcia ze strony producenta)

Moutard – dyskretny urok szampana

Wina na weekend – Domains Vinsmoselle Cotes de Remich

Wina mozelskie są raczej znane w Polsce jako produkty niemieckie, choć oprócz nich sa jeszcze wina z Luksemburga. Ale to pewnie dlatego, że po obu stronach granicy  są one w podobny sposób produkowane. Dlaczego zatem wina luksemburskie nie trafiają na polski rynek? Odpowiedzią może być fakt, że Luksemburczycy, podobnie zresztą jak niektóre inne nacje np. Szwajcarzy, bardzo lubią sami wypijać swoje wina nie dzieląc się z innymi. No takie to już maja podejście do rodzimej produkcji. Na szczęście importerze nie próżnują i potrafią sprowadzić do kraju wina z nawet tak małego kraju winiarskiego.

Dzięki uprzejmości Przystanek Wino/Paryska 28 miałem okazję zapoznać się aż z trzema winami mozelskimi, z czego w przypadku dwóch z nich była to premiera win z dotychczas nieznanych mi szczepów. Wina pochodziły od producenta Domaines Vinsmoselle z Remich, który oferuje wina w różnych przedziałach cenowych i różnych miejsc w Luxemburgu. Wina te oznaczone jako Cotes de Remich były winami podstawowymi, niemniej jakościowo na tyle ciekawymi, że warto je polecić.

IMG_0610.JPG

Domaines Vinsmoselle Cotes de Remich Rieslilng 2016 to klasyczny produkt z Doliny Mozeli. Wino jest półwytrawne, ale wysoka kwasowość powoduje, że ilość cukru resztkowego jest w praktyce niewyczuwalna. Wino dość lekkie jak na rieslinga, w zapachu dominują nuty ziół, owoców cytrusowych, śliwki i brzoskwini. W ustach wino nieco inne – nadal dominują owoce cytrusowe ale pojawiają się morele. Wino zdecydowanie długi i przyjemne do picia.

Wino towarzyszyło krewetkom duszonym w białym sosie z papryczkami chili i serwowanych oraz makaronem z sepią, lekko na ostro. Miłe nuty rieslinga znakomicie pasowały do krewetek, a półwytrawność samego wina zupełnie nie była przeszkodą do takiego połączenia potrawy z winem.

IMG_0612.JPG

Auxerrois to szczep, którego dotychczas nie miałem okazji poznać. Uprawiany głównie w Alzacji, w Lotaryngii (w regionie Mozeli), w Haute-Marne, w dolinie Loary oraz w Jurze, pokazał tym razem swoje oblicze produktu z Luxemburga. Wino dużo lżejsze od rieslinga, ale też o wyższej kwasowości, jest typowym winem do lekkich potraw.

Domaines Vinsmoselle Cotes de Remich Auxerrois 2016 ma szatę dość lekką, w nosie aromaty jabłek i żółtych śliwek. W ustach wino lekkie i owocowe o długiej kwasowości wręcz wymagającej łączenia z potrawami. Początkowo podejrzewałem że sałatka z makaronu, rukoli, plasterków szynki i suszonych pomidorów może być zbyt ciężka dla tego wina, ale w praktyce wino sprawdziło się całkiem nieźle. Poza potrawami można zastanowić się nad serwowaniem tego wina jako aperitif, ale tylko bezpośrednio przed jedzeniem.

IMG_0608.JPGElbling to z kolei odmiana uprawiana nad Mozelą od 2 tysięcy lat. Wina z tej odmiany są głównie znane z win spokojnych i sektów produkcji niemieckiej, ale jak widać producenci z Luxemburga kultywują te same tradycje co ich sąsiedzi z drugiej strony rzeki.

Domaines Vinsmoselle Cotes de Remich Elbling 2016 to wino w swej charakterystyce zbliżone do rieslinga, choć bardziej cieliste i kwasowość tego wina jest troszeczkę inna. W zapachu wino daje nuty owocowe – żółta śliwka, nieco jabłka. W smaku dominuje ostra kwasowość, choć pozostawienie cukru resztkowo mocno go łagodzi. Wino średnio długie ale o przyjemnym smaku. Znakomicie pasowało do paseczków schabu duszonych w sosie curry z imbirem i mleczkiem kokosowym.

Wszystkie wina okazały się bardzo dobre, zaś ich charakterystyka zdecydowanie skłania do łączenia z potrawami. Trudno się dziwić – kuchnia luksemburska od lat bije się o uznanie, a tak dobre wina tylko mogą skłaniać do podróży do tego kraju.

Wina bardzo dobre. Wina otrzymane do degustacji od Przystanek Wino/Paryska 28.

Jerzy Moskała

 

 

Wina na weekend – Domains Vinsmoselle Cotes de Remich

Château Gromel Bel Air Bordeaux 2016

Château Gromel Bel Air Bordeaux 2016 to wino pochodzące z regionu Fronsac, a zatem z tzw. prawobrzeżnego Bordeaux. Wina pochodzące z tego regionu to głównie wina zbudowane w oparciu o szczep merlot – tu występuje on z dodatkiem cabernet sauvignon.

Wino posiada głęboki, rubinowy kolor z fioletowymi refleksami. W zapachu dominują nuty ściółki leśnej, czarnej porzeczki, owoców leśnych. W tle nieco zapachów drewna, skóry i odrobina kawy – typowe nuty dla przechowywania wina w beczce.

W smaku wino owocowe – dominują owoce czerwone. Wyraźna kwasowość i taniczność wskazują na potencjał tego wina – na mój gust jest ono jeszcze za młode i spokojnie mogłoby postać jeszcze 3-4 lata w piwniczce. Wino jest przyjemnie zbalansowane i jest długie, dzięki czemu pije się je całkiem przyjemnie. Choć znacznie przyjemniejsze byłoby za kilka lat.

Wino znakomicie pasujące do mięsnych potraw. Próbowane do pieczonej szynki serwowanej na zimno w plastrach z warzywami sprawdziło się znakomicie.

Wino dobre. Wino otrzymane do degustacji z Intermarché.

Jerzy Moskała

 

Château Gromel Bel Air Bordeaux 2016

Wino na weekend – MOESIA MERLOT 2014 z darwina.pl

Chyba nie ma bardziej zdyskredytowanego szczepu w ostatnich dziesięciu latach niż merlot. Wystarczyła jedna scena z amerykańskiego filmu Sideways, by merlot stał się synonimem wszystkiego co najgorsze, jeśli chodzi o branżę winną. Czy sobie na to zasłużył? Pewnie nie, choć do fatalnej oceny nie przyczyniła się jedynie obsesja amerykańskich producentów, by produkować wina coraz potężniejsze z coraz silniejszym wyrazem nut pochodzących od beczki w tych winach. W efekcie do dziś mamy wina niezwykle skoncentrowane, z silnymi aromatami, gdzie aromaty amerykańskiego dębu stanowią pierwszy, a czasem jedyny plan. Wina trudne w odbiorze, w piciu, chyba tylko do burgera.

Druga przyczyna leży częściowo w Starym, a częściowo w Nowym Świecie, gdzie merlot stał się uniwersalną winoroślą sadzoną prawie wszędzie. Masowa skala i ignorowanie cech lokalnego terroirdwało merloty nijakie, zaledwie pijalne. A przecież merlot to odmiana dające najlepsze, a często najdroższe wina, więc gdzie leży błąd? Chyba w nieumiejętnym obchodzeniu się z tą winną latoroślą, która może dawać wina zrównoważone, zbalansowane i bardzo przyjemne w piciu.

I taka jest MOESIA MERLOT 2014 0 wino oparte w 100% o szczep merlot, a wyprodukowane w Bułgarii przez Svishtov, producenta z miasteczka o tej samej nazwie, położonym na północy kraju nad Dunajem. A zatem w miejscu, gdzie potencjalnie można robić dobre wina.

MOESIA to wino o niezwykle ciemnej barwie. Struktura dość gęsta, można powiedzieć wręcz solidna. W zapachu dominują nuty wiśniowe, choć mocno ciemne, a w tle pojawia się śliwka. W ustach wino niezwykle zbalansowane – bez nadmiernej owocowości (tak typowej dla win bułgarskich), smak owoców dojrzały, bez nut dżemowych. Średnia kwasowość, zupełnie nie nachalna i na końcu miękkie taniny, przyjemnie pracujące, ale miękkie. Finisz długi, delikatnie pieprzny. Wino zrównoważone, przyjemne.

Wino zaserwowałem do bigosu i znakomicie pasowało. Dotąd uważałem, że kariera primitivo w Polsce to zasługa cech pozwalających na dopasowanie win z tego szczepu do polskiego bigosu, w tu proszę – niespodzianka. Ten merlot również świetnie podpasował.

Wino naprawdę dobre i w ciekawej cenie. Zakup własny w darwina.pl

Jerzy Moskała

Wino na weekend – MOESIA MERLOT 2014 z darwina.pl

WYPRAWA NA MORAWY – CZ. 3 – WINNE ZBIORY

Zbiory winogron są dla każdego producenta czasem radości, choć i początkiem wytężonej pracy. Dla większości z nas, zwykłych winopijców, to również cezura określająca początek procesu produkcji wina. Nic bardziej mylnego – ten proces zaczyna się dużo wcześniej, wraz z przebudzeniem się winnicy po zimowym letargu. Bo jakość winogron w dużym stopniu zależy od prac wykonywanych od początku roku, nie tylko przy samych zbiorach. Ale bez dwóch zdań – zbiory to czas radości.

Moja ciekawość wina wybiega znacznie poza sam proces odkorkowywania butelki i wąchania świeżo odkrytego trunku. Winnica ma w sobie moc magiczną – woła winnych entuzjastów i nie pozwala żadnemu z nich przejść obojętnie. Udział w zbiorach był więc dla mnie naturalnym aktem – również ze względu na wrodzoną ciekawość.

IMG_0168.JPG

W winnicy pana Knourka, do którego przyjechałem wziąć udział w winobraniu, praca nie rozpoczynała się o świcie. Nie było takiej potrzeby. Ekipa, głównie składająca się ze starszych kobiet z sąsiedztwa, ale też oczywiści gospodarza, jego ojca i teścia, wyruszała o 08:00 do winnicy na zbiory. Wszystko było zaplanowane – rzędy, z których winogrona były zbierane, sprzęt i ciągniki do zwożenia zbiorów. Czas miał tu znacznie kluczowe – jeszcze tego dnia całość miała trafić do piwnicy. W miejsce specjalnych noży do cięcia winnych gron wyposażono nas w wygodne nożyczki do cięcia winogron.

Prawdę powiedziawszy sam zbiór nie był jakoś specjalnie ciężki. Cięte grona trafiają do plastykowych kontenerków a stamtąd na przyczepę ciągnika. Zespół miarowo podąża wzdłuż szpalerów winorośli. Ciężkie grona pełne soku powoli wypełniają przyczepę, ale w tle już czeka następna.

IMG_0176.JPG

Zakończenie pierwszych szpalerów i przerwa. Tradycyjny poczęstunek (kanapki, kołacz), kieliszek czegoś mocniejszego dla zdrowia. I tradycyjne śpiewy morawskie – zwyczaj, który jeszcze nie zanikł. Ale kto wie, co będzie za kilka lat, gdy jak w innych krajach pojawią się najemni pracownicy, którzy nie będą kultywować tradycji kraju, do którego przybyli.

Zbiory kończymy o 14:00. Sześć godzin pracy to ani dużo ani mało. ale teraz najważniejsze, by zbiory trafiły do piwniczki. Szybki powrót i jeszcze tradycyjny obiad u gospodarzy, śpiewy i gratulacje. Ale winogrona czekają.

IMG_0183.JPG

Gospodarstwo Antona Knourka jest nowoczesne. Zapomnijmy o tradycyjnych prasach do wyciskania soku, a tym bardziej o dziewczynach depczących grona, by stopami wyciskać sok.  Króluje stal, aluminium i nowoczesne technologie. Grona trafiają wężami do urządzenia do odszypułkowania, a następnie do prasy. Wszystko odbywa się w tempie, a każde urządzenie, które zostaje opróżnione, jest natychmiast czyszczone wodą pod dużym ciśnieniem. Czystość nade wszystko.

Prasa pneumatyczna wyciska sok, który jest przepompowywany do stalowego tanku. Gdy trafia tam, kolej na kolejną partię. Tu grona są znacznie wyższej jakości – trafiają do urządzenia odszypułkowującego ręcznie, dzięki czemu ich skórki nie pękają. Te poleżą całą noc na skórkach, by wydobyć z nich aromaty, które wzbogacą wino. Ale sok, który już można próbować, wydaje się wspaniały.

IMG_0195.JPG

Trzy dni później miałem okazję spróbować soku już w trakcie fermentacji. To burczak – fermentujący sok, który jeszcze nie jest winem. Więc nie stukamy się kieliszkami pijąc go, nie wypada. To bardzo interesujący napój, który w zależności od zaawansowania procesu fermentacji ma od 2 do 7 procent alkoholu. Może być słodki lub półwytrawny, ale kwestią gustu jest, czy komuś smakuje czy nie. Drożdże, które w nim pracują, mogą jednak wywołać skutki uboczne w przewodzie konsumenta, więc pijąc go należy robić to rozważnie. Wśród Morawian po aferach z fałszowaniem alkoholu metanolem upowszechniło się hasło: Raději pijte burčák, lepší se posrat než oslepnout. Warto pamiętać, że burczak to typowy produkt morawski, ale i w Polsce zaczyna mieć naśladowców. Tym bardziej, że nie będąc winem, nie podlega akcyzie.

IMG_0209.JPG

Siedząc na ławeczce mimo jesiennej pory i popijając burczak rozmawiałem z gospodarzem, jego teściem i przyłączającymi się do rozmowy sąsiadami. Ich rozmowy krążyły oczywiście wokół pogody, która w czasie zbiorów jest kluczowa dla jakości zbieranych gron. Ale z gospodarzy emanował spokój – zbiory na pewno będą udane, a wyprodukowane winko się sprzeda. I to była prawda – następnego dnia zajeżdżały samochody na praskich rejestracjach po wino od Knourka. Gospodarz się tylko cieszył – trzeba w końcu robić miejsc w piwniczce na nowe wino.

Jerzy Moskała

 

WYPRAWA NA MORAWY – CZ. 3 – WINNE ZBIORY